Brawo Cejrowski!

Polski podróżnik Wojciech Cejrowski w wywiadzie udzielonym niemieckiemu dziennikarzowi stwierdził, że Szczecin nie jest polskim miastem i powinien wrócić w ręce niemieckie.
Jak pan się przespaceruje po cmentarzu w Szczecinie, tam są same niemieckie groby. Milion niemieckich grobów. Szczecin trzeba oddać z powrotem Niemcom – miał powiedzieć. Dodał, kierując swoje słowa do Niemiec – Ale zapłaćcie kontrybucję za II wojnę światową.
Co do konieczności zwrotu zagarniętych Niemcom ziem – pełna zgoda. Cieszyć może, że w Polsce, wśród Polaków, zaczyna być dostrzegany problem odpowiedzialności za II wojnę światową. Przypomnijmy, że Polska jest odpowiedzialna za jej wybuch, gdyż polityka zagraniczna J. Becka doprowadziła do wojennego przesilenia. Polska wzięła też udział w rozbiorze Czechosłowacji, która była pierwszą ofiarą wojny światowej. Działania wojskowe rozpoczęły się od wejścia uzbrojonych oddziałów do Czech, walki zbrojne pomiędzy, niedawnymi, sojusznikami rozbiorowymi, w dniu 1 września. Wbrew polskiej polityce historycznej i lansowanej „religii pomocy” Polska nie była pierwszą ofiarą, ani nie niewinną, ale „ofiarą” własnych interesów. Powtórzmy, w polityce nie ma ani przyjaciół, ani wrogów, a jedynie interesy. Polska dokonując aneksji części terytorium czechosłowackiego, przyczyniła się do upadku tego państwa, gdyż w takim działaniu widziała realizację swojego interesu narodowego, wespół z Niemcami, Wielką Brytanią i Francją. W 1939 roku sytuacja uległa zmianie, lecz Polska, w swojej krótkowzroczności, nadal podążała drogą, może i dobrą w 1938 roku, lecz nieskuteczną rok później. Polska nie dostosowała swoich działań do zmienionych warunków i zamiast wyglądać przyjaciół, fałszywych, jak to w polityce, winna była realizować polski interes narodowy. Czy realizując go wespół z Niemcami mogła obronić swoją niepodległość, to już inna sprawa.
Przyznanie Polsce niemieckich ziem wschodnich to „prezent” od Wielkiej Trójki, by w ten sposób nie tylko ukarać Niemcy rozbiorem ich państwa, ale i krajom, które doznały zniszczeń wojennych wynagrodzić je. Przyznano także wojenne reparacje. Część należna Polsce rozdysponowywał Związek Radziecki. Nigdy nie został podpisany traktat pokojowy, gdyż jego notyfikację odroczono do momentu powstania zjednoczonych Niemiec, a takowe, do dziś, nie powstały. Ziemie, które Polska otrzymała, w czasowe administrowanie, muszą zostać zwrócone Niemcom. Oczywiście, nikt nie będzie dokonywać ludobójstwa na ludności cywilnej, w przeciwieństwie do działań państwa polskiego wobec Wypędzonych. Ludność polska, która osiedlała się, po 1945 roku, na niemieckich ziemiach wschodnich, w polskiej nomenklaturze „ziemiach odzyskanych” będzie musiała opuścić oddawane tereny.
Polska łupiąc te tereny, z nawiązką, odebrała sobie odszkodowania za wojnę. Sama takich odszkodowań Żydom – obywatelom II RP nie płaci. Godzi się tak?

Opublikowano judaizm | Otagowano , | Skomentuj

Rosz Haszana

Rosz Haszana, w roku 2017, zaczyna się z zachodem słońca w środę, 20 września, a kończy o zmroku we piątek, 22 września.
Rosz Haszana, dosłownie: „głowa roku”, jest świętem, które najbardziej ze wszystkich żydowskich świąt wykracza poza sprawy żydowskie i poza judaizm. Jest świętem, którego sens dotyczy całej ludzkości. Takie święta, jak np. Pesach (Wyjście z Egiptu) czy Szawuot (otrzymanie Tory) przypominają o najważniejszych wydarzeniach w historii Żydów i wyłącznie Żydów. Rosz Haszana nie dotyczy żadnego takiego wydarzenia, choć nawiązuje m.in. do narodzin i poświęcenia Jicchaka (dosł. „związania” – Akedat Jicchak). Jest to święto upamiętniające zakończenie Boskiego aktu stwórczego, a dokładnie jego szósty dzień, w którym stworzony został człowiek. Człowiek, który przecież nie był Żydem, ale Praojcem wszystkich ludzi.
Pierwszą ważną sprawą jest fakt, że nie jest to upamiętnianie stworzenia świata w sensie fizycznym – galaktyk, gwiazd, planet, oceanów, zwierząt, ale pojawienia się istoty ludzkiej. Oznacza to, że właśnie dopiero stworzenie człowieka – jedynego dzieła Boga uczynionego „według istoty Boga” – dopełniło świat czyniąc go ukończonym i sensownym. Dlatego Rosz Haszana – pierwszy dzień miesiąca tiszri, rozpoczynający kolejny rok w historii świata, jest w rzeczywistości rocznicą przypadającą o pięć (metaforycznych) dni (epok stwarzania) później, niż ustanowione zostały podstawy świata materialnego. 
Drugą ważną cechą tego święta jest to, że żydowski Nowy Rok obchodzony jest zupełnie inaczej niż Nowy Rok w większości kultur. Nie jest okazją do radosnej celebracji, alkoholu i zabawy. Jest Dniem Sądu. Przygotowania do tego dnia trwają już w miesiącu elul, poprzedzającym święto i polegają na analizowaniu własnych uczynków, szczególnie tych złych, skierowanych przeciwko ludziom i Bogu. Celem etycznym Rosz Haszana i następującego po nim, dziesiątego dnia tiszri, święta Jom Kipur jest analizowanie własnego życia, dostrzeżenie win, okazanie skruchy, przebłaganie Boga i skrzywdzonych bliźnich. Jest szczególną cechą judaizmu, że Nowy Rok staje się okazją do rozliczenia swojego życia, ocenienia własnej postawy wobec Boga i ludzi.
W czasie pierwszego wieczornego posiłku w Rosz Haszana zjada się, między innymi, owoc granatu, przed jedzeniem którego trzeba powiedzieć: „Niech będzie Twoją wolą, aby nasze zasługi były tak liczne, jak pestki granatu”. Leszana towa tikatewu wetehatemu!Obyście byli zapisani – w Księdze Życia – i opieczętowani na dobry rok! Szana towa umetuka! Dobrego, słodkiego roku! 
Pomiędzy Rosz ha-Szana a Jom Kipur,  nazywane są Jamim Noraim (Dni grozy) lub Aseret Jemaj Teszuwa (Dziesięć Dni Skruchy). W dzień Rosz ha-Szana Bóg otwiera Księgi i zapisuje w nich przyszłość całej ludzkości – każdego człowieka z osobna, według jego win i zasług. Ostatni dzień elul (erew Rosz ha-Szana), będący jednocześnie ostatnim dniem starego roku, spędza się na studiowaniu Tory i żałowaniu popełnionych grzechów. Uniwersalizm Rosz ha-Szana uzmysławiają modlitwy, ktore trwają tego dnia zazwyczaj aż do południa. W modlitwie Szmone esre odmawianej na Rosz ha-Szana głownym tematem jest władza Boga nad całym światem i prośba, aby wszyscy ludzie uwierzyli w Boga i przestrzegali jego micwot(przykazań). 
W Szmone esre na Musaf odmawia się trzy szczególne błogosławieństwa: Malchujot, Zichronot i Szofrot. Pierwsze z nich (dosłownie: „Władza królewska”) omawia zwierzchnictwo Boga nad światem, drugie („Upamiętnienia”) – przypomina opiekę Boga nie tylko nad narodem Izraela, ale nad całą ludzkością, trzecie – przywołuje otrzymanie Tory i dźwięk szofaru, który rozlegał się wówczas pod górą Synaj.
Dęcie w szofar (róg barani, znacznie rzadziej antylopy lub gazeli) jest przykazaniem Tory, którego wypełnienie nakazane jest w pierwszy dzień Rosz ha-Szana. Mędrcy ustanowili ten obowiązek również w drugi dzień święta.  Rolę dęcia w szofar tak opisuje Rambam: „ (micwa ta) pobudza nas  słowami: „obudź się, o uśpiony! Spójrz na swoje czyny i wróć do Boga! Przypomnij sobie Kreatora – ty, któryś zapomniał prawdy własnego istnienia, poświęcając się próżnym działaniom życia, które nie mogą ci pomóc. Wejrzyj na swoją duszę! Zmień swoje czyny i postępowanie na lepsze! Odstąp od niegodziwości (…)”
Przed dęciem w szofar i słuchaniem dźwięku szofaru należy zmówić specjalne modlitwy. Jeżeli pierwszy dzień Rosz ha-Szana przypada w Szabat, wówczas nie wykonuje się tej micwy. Drugi dzień nigdy nie zbiega się z Szabatem.
Charakterystycznymi, tradycyjnymi potrawami na pierwszy wieczorny posiłek w Rosz ha-Szana są dania symbolizujące nadzieję na udany, dostatni nowy rok:
- jabłka w miodzie, przed spożyciem których wypowiada się słowa:  „niech będzie Twoją wolą, aby obdarzyć nas dobrym, udanym rokiem”
- głowa ryby. Należy przed jej jedzeniem powiedzieć : „Niech będzie Twoją wolą, abyśmy szli na czele, a nie z tyłu”
- owoc granatu, przed jedzeniem którego trzeba powiedzieć : „Niech będzie Twoją wolą, aby nasze zasługi były tak liczne, jak pestki granatu”
Ponadto na Rosz ha-Szana popularne są między innymi:
- okrągłe challot (chałki) symbolizujace zrównoważone, harmonijne życie w nowym roku
- challot w kształcie ptaków symbolizujące modlitwy, lecące w niebo jak na ptasich skrzydłach 
- miód, w ktorym tradycyjnie macza się challot
- ciasto miodowe (lekach).

 
 

Taszlich to nazwa modlitwy i jednocześnie związanego z nią zwyczaju.
W pierwszy dzień święta Rosz ha-Szana należy odmówić modlitwę-błogosławieństwo Taszlich po  zakończeniu Minchy, ale przed zachodem słońca. Według Miszny Berury, jeżeli pierwszy dzień przypada w Szabat, Taszlich należy odmówić w drugi dzień Rosz ha-Szana (ten nigdy nie wypada w Szabat). 
Jednak Żydzi sefardyjscy zawsze odmawiają Taszlich pierwszego dnia, dbając, aby nie zabrać modlitewników na miejsce odmawiania modlitwy, bo przenoszenie przedmiotów jest w Szabat zabronione.
Taszlich składa się z próśb o uwolnienie nas z grzechów, o umożliwienie powrotu do Boga oraz życia etycznego, zgodnego z przykazaniami. 
Nazwa „Taszlich” („wrzucisz”) odwołuje się do wersetu z Księgi Micheasza (Micha 7:19): „Wetaszlich bimeculot jam kol chatotam („I wrzucisz  wszystkie ich grzechy w otchłanie morza”). 
Ponadto, Midrasz opowiada, że gdy Awraham wyruszył do góry Morija, aby złożyć w oddaniu Jicchaka, omal nie utonął w nurtach rzeki. Zawołał wówczas, zwracając się do Boga: „Ratuj, bo wody sięgają mego serca”. Odmawiając Taszlich nad wodą przypomina się zasługę „Związania Jicchaka” (Akedat Jicchak).
Aby odmówić tę modlitwę należy więc pójść nad wodę (morze, rzeka, studnia, jezioro, staw, nawet mykwa). Popularny zwyczaj nakazuje w trakcie modlitwy „wyrzucić” wszystkie grzechy minionego roku do wody, czyli – najczęściej – opróżnić kieszenie ze znajdujących się tam okruchów symbolizujących grzechy. 
Księgi Życia - rzecz jasna - nie należy traktować w sposób dosłowny. Księga Życia i Księga Śmierci nie są Bogu konieczne, aby decydować losy każdego człowieka i Bóg nie potrzebuje zapisywać ludzkich imion w tych księgach. Samo określenie „Księga Życia” wzięte jest z Psalmów (69:29): „Niech zostaną wymazani z Księgi Życia [Żywych] i niech nie będą zapisani razem ze Sprawiedliwymi”, ale tradycyjna wizja Boga prowadzącego ewidencję ludzkich losów w księgach jest wytworem żydowskiego folkloru.
W Talmudzie jest mowa o trzech symbolicznych księgach: ludzie, których dobre uczynki są oczywiste zostają zapisani natychmiast w Księdze Życia; ci, którzy  przekroczyli miarę zła w swoim życiu – w Księdze Śmierci; natomiast wszyscy pozostali zostają sklasyfikowani jako  beinonim („po środku”, „pomiędzy”) i ich los zostaje przesądzony pomiędzy Rosz ha-Szana i Jom Kippur.  
Wedle żydowskiej tradycji, współcześnie wszyscy Żydzi powinni uważać się za beinonim. Stąd  dni pomiędzy Rosz ha-Szana a  świętem Jom Kippur mają tak wielkie znaczenie. Są to Dni Skruchy (Aseret Jemej Teszuwa). Bóg podejmuje ostateczną decyzję.  Ludzkie postępowanie  w czasie tych dni może mieć na tę decyzję wpływ.
Nie można odpokutować grzechów, które popełnione zostały przeciw innemu człowiekowi, chyba że on sam udzieli ich przebaczenia (Joma 85b). Dlatego przed Jom Kippur istnieje obowiązek poproszenia o przebaczenie skrzywdzonych i naprawienie – na ile to możliwe – wyrządzonych krzywd.
Rambam tak pisze o rozliczaniu swojego postępowania wobec ludzi, w  dziele Hilchot teszuwa: „Skrucha i Jom Kippur umożliwiają otrzymanie przebaczenia jedynie za takie grzechy, jak spożywanie niekoszernego pożywienia, odbywanie zabronionych stosunków seksualnych itd., które są wykroczeniami przeciwko Bogu. Grzechy polegające na wyrządzeniu komuś krzywdy, grzechy przeklinania, kradzieży itd. – które są występkami przeciwko bliźniemu, nie mogą być przebaczone tak długo, jak długo ich sprawca nie dokona całkowitego zadośćuczynienia wobec tego, kto jest poszkodowany, a w dodatku – przeprosi za swój występek. Nawet jeżeli zapłaciłby całkowitą sumę zadośćuczynienia, nadal zobowiązany jest do wyznania poszkodowanemu swojej winy i poproszenia go o przebaczenie. Także wówczas, gdy ktoś zaledwie sprawił komuś przykrość swoimi słowami, musi go przeprosić i wynagrodzić mu to, co zrobił, aby uzyskać przebaczenie.  Jeżeli ten, komu wyrządzona została krzywda, nie chce wybaczyć temu, który go skrzywdził, to wówczas winny  musi poprosić skrzywdzonego po raz drugi, w obecności trzech jego przyjaciół. Gdy skrzywdzony wciąż nie chce udzielić przebaczenia, należy ponownie próbować w obecności sześciu, a później – dziewięciu  jego przyjaciół – i jeśli wówczas nie zdecyduje się przebaczyć, winny może go zostawić i odejść. Ten, kto nie chce przebaczyć – jest grzesznikiem”.

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

Na co liczy Polska?

Wywołany przez polską lewicę, a jest nią rządząca partia, temat „reparacji” od Niemiec został podchwycony przez inne siły polityczne i z badań opinii społecznej wynika szerokie poparcie polskiego społeczeństwa dla uzyskania pieniędzy. Tym bardziej, że na statystycznego obywatela przypaść miałoby około 160.000 złotych. Te badania „opinii społecznej” to zwykła ściema, jak to w Polsce, bo przebadano kilkuset przechodniów, a kto, nie chciałby zagrać na nosie Niemcom, poprawka Angeli Merkel, i jeszcze zarobić. 110 % poparcia!
Podniesiono, że Polsce, słusznie i w zgodzie z prawem, należą się pieniądze za zniszczenia wojenne, ale kiedy Żydzi podnoszą kwestię odszkodowań za pozostawione mienie, wypędzenia i Holokaust narodu, to Polacy uprawiają religię pomocy. A to, że są niewinnymi ofiarami, że Polska jako pierwsza została napadnięta 1 września, a już 17 września armia czerwona zadała „cios w plecy”. Polska szerzy „religię pomocy”, to nie my, ale Niemcy, że nazizm zagościł w „otwartych polskich sercach” i Polacy, poprawka – męty społeczne, mordowali Żydów trudno, taka była wówczas atmosfera, a Polska jako kraj okupowany zrzuca odpowiedzialność za swoje społeczeństwo, edukowane w międzywojniu, na Rzeszę niemiecką. Wszystkiemu są winni Niemcy, antysemityzm to, przecież, niepolska bajka. Polacy byli oddani, ratowali jako katolicy Żydów z dobroci serca, nie za „żydowskie złoto”, poza tym Polacy i Żydzi to współobywatele otwartej Rzeczypospolitej, mimo że Żydzi nie popisali się ani w czasie odbudowy Polski po 123 latach niewoli, ani „za pierwszych Sowietów” Polacy ich kochali i chronili, nawet, kosztem, swojego i swoich najbliższych, życia, o majętności, nie wspominając. Niewinne ofiary II wojny światowej! Nic, a nic nie odpowiedzialni za wybuch wojny i jej ofiary. Idylliczna kraina ta Polska, była i jest. Polacy, w związku z uzyskaniem niemieckich ziem wschodnich, którymi administrują, podnoszą fakt utracenia swoich ziem wschodnich i że był to gest Stalina, który chciał w ten sposób wynagrodzić Polsce utratę Kresów. Dobry wujek! Gdyby przyjąć takie rozumowanie, to w tym aspekcie Polacy popierają Stalina, ale inne jego posunięcia już im się nie podobają. Jednakże odebranie Niemcom ich ziem wschodnich i przydzielenie ich Polsce, nie było w taki sposób tłumaczone, lecz argumentowane karą dla Niemiec za wojnę i zadośćuczynienie polskim stratom. Polska swoje reparacje, jeśli uznać, że się Polsce należą, odebrała z nawiązką, dopuszczając się w trakcie wypędzeń ludobójstwa wobec niemieckiej ludności cywilnej.
Gdyby nie wybuchła wojna i Polska nie straciła swoich ziem wschodnich, ich status z żyjącymi tam mniejszościami byłby nie do utrzymania, w jaki sposób Polska odpowiedziałaby na terroryzm ukraiński?
Polacy są safandułami i w polityce liczą na podpisane traktaty, których realność, zależy od etapu sytuacji politycznej. Ot, choćby 17 września pokazał, że w momencie, kiedy obrona Polski przez sojuszników jest sprzeczna z ich interesem, z realiami, sojusznicy są gotowi pogodzić się z losem i oddać Polskę na łup. Trzeba jasno stwierdzić, że żadne pakty, nawet pakt północnoatlantycki, nie zapewnią Polsce bezpieczeństwa. Pakty są o tyle skuteczne, o ile odpowiadają aktualnej sytuacji politycznej. Polska powinna pamiętać, że w 1939 roku miała sojuszników równie potężnych, jak dzisiaj. Pójdźmy po rozum do głowy. Polacy wielbią dwóch myślicieli politycznych, uznając ich za mężów stanu, jeden praktyk, drugi teoretyk. Piłsudski obmyślił sposób zabezpieczenia się przed Rosją, który, powiedzmy to Polakom szczerze, okazał nierealny w rzeczywistości międzynarodowej lat 1920 – 1939, choć mógłby być rozwiązanie na przyszłość, w innych realiach międzynarodowych. O ile, sprzyjający los, czy Opatrzność zechciałaby dać możliwość jego realizacji. Tak się nie stało.
Dmowski nie miał pomysłu, a jego genialna, w politycznym przewidywaniu, koncepcja wyczerpała się realnie w 1920 roku. Polska, dziś, nie ma realnych możliwości prowadzenia samodzielnej polityki. Nie ma, bo nie może być, przyjaźni polsko-niemieckiej, która po roku 1990 jest sztuczna. Istnienie Polski z niemieckimi ziemiami wschodnimi jest „nie do zniesienia”. Są realne szanse na powrót dzisiejszego „obwodu kaliningradzkiego” do Niemiec, co pozwoli na zjednoczenie ziem niemieckich w jedno państwo, co zapoczątkowano łącząc w jeden organizm NRD i NRF. Niemcy, od przeszło 300 lat, naturalnie ciążą ku Rosji, chcąc robić interesy z największym rynkiem i największym potencjalnym dostarczycielem surowców na świecie.
Polacy twierdzą, że podniesienie sprawy reparacji pozwoli im na sparaliżowanie głównych celów niemieckiej polityki historycznej, a mianowicie zafałszowywania kwestii narracji na temat obozów koncentracyjnych II wojny światowej, które zachodnie media oraz żydowskie muzea próbują przypisać Polakom. Polacy uważają, że im ta dyskusja będzie mocniejsza, tym mniej będzie „tego fałszu”, który bardzo szkodzi Polsce. Polacy, chcą w ten sposób zagłuszyć przez propagowaną „religię pomocy” swoją współwinę za Holocaust. Im dłużej, głośniej i głębiej podnosić będą sprawy, wyłącznych, zbrodni niemieckich, a zarazem, rzekomo, należnych reparacji, tym znikać będzie problem polskiej współwinny i częstokroć sprawstwa oraz ideologii nazizmu i polskiego antysemityzmu.

Opublikowano judaizm | Skomentuj

Co sądzisz o ludziach, którzy „jak ktoś im pluje w twarz, to udają, że pada deszcz”?

Można udawać , że deszcz pada – gdy ktoś pluje nam w twarz. Lepiej jednak stać w odpowiedniej odległości i tak się zabezpieczać, by oponent nie mógł nas dosięgnąć.
Wydawałoby się, że zachowanie Warszawy, państwa polskiego, wobec rządów Ukrainy i Litwy, jest niezrozumiałe. Szczególnie w sytuacji, gdy oba te państwa prowadzą własną i niezależną politykę historyczną, nie licząc się z polską wrażliwością i polskim stanowiskiem. Czy to aż tak zaskakujące? Nie, jeśli weźmiemy pod uwagę pozycję Polski na arenie międzynarodowej i w Europie środkowej. Hasła „Międzymorza”, „Trójmorza” pod polskie dyktando, nie są dla nikogo atrakcyjne, bo cóż Polska może dać w zamian? Nic.
Polski rząd podjął decyzję i w nowych paszportach nie znajdą się wizerunki wileńskiej Ostrej Bramy i Cmentarza Orląt Lwowskich. Stało się tak na skutek nacisków ze strony władz Litwy i Ukrainy. Czy decyzja ta rozczarowuje? I tak, i nie. Tak, bo państwo polskie, ów rząd „dobrej zmiany” przykłada rękę do zacierania pamięci o polskiej obecności na Ziemiach Wschodnich, nie, bo dobitnie pokazuje rzeczywistą siłę państwa polskiego. Polska nie ma szans na oderwanie Wilna od Litwy, a Lwowa od Ukrainy, choć propozycja umieszczenia Ostrej Bramy i Cmentarza Orląt na paszportach miała na celu przypomnienie o utraconym dziedzictwie. Oba te miejsca, mimo zmiany granic, pozostają dla Polaków święte. Jak budować wokół Polski jakiekolwiek pakty, gdy dla samych Polaków, ich elit politycznych, tradycje Rzeczypospolitej Obojga Narodów, nic nie znaczą. Wilno i Lwów mogły łączyć, lecz państwu polskiemu brak jest ikry, by swoich racji bronić. Inna rzecz, że Polska wrażliwość historyczna, przegrywa z nacjonalizmem Litwy i Ukrainy, a o sytuacji Polaków, w obu tych krajach, można snuć całodniowe opowieści. Na owej „aferze paszportowej” najbardziej stracili Polacy z Ziem Wschodnich i ich potomkowie, bo nie potrzeba im „karty Polaka”, ale troski i zainteresowania państwa polskiego, by być traktowanym nie jako Polacy drugiej kategorii, ale dzieci jednej ojczyzny. Szkoda, że państwo polskie nie umie przeciwstawić się poniżaniu własnego narodu. Oczywiście, bywają różne sytuacje i nie zawsze można odpluć komuś w twarz, bo bywają tacy ludzie, którzy potrafią za to nawet zabić, lecz, z drugiej strony, nie można też sobie pozwalać na lekceważące traktowanie. Naród poważny, poważne państwo, nie może pozwolić sobie, by dawać się zastraszyć, nie może udawać, że nie widzi tego, co godzi w jego bezpieczeństwo i żywotne interesy. Zależy, jak silny jest rywal i od powagi sytuacji, ale notorycznego lekceważenia i znęcania się psychicznego nie wytrzyma nawet najlepsza osoba, ponieważ to nie jest normalne. A co dopiero naród. I jak to świadczy o Polsce?

Opublikowano judaizm | Skomentuj

Szemini Aceret i Simchat Tora

Szemini Aceret zaczyna się w roku 2017 z zachodem słońca w środę, 11 października, a kończy o zmroku w czwartek, 12 października, zaś Simchat Tora wraz z zachodem słońca w czwartek, 12 października, a kończy o zmroku w piątek, 13 października (w diasporze).
W Izraelu – o dzień wcześniej. 
Następnego dnia po Sukot przypada odrębne, pełne święto Szemini Aceret, podczas którego jest – między innymi – odmawiana specjalna modlitwa o deszcz (Tefillat Geszem). W Erec Jisrael ten okres rozpoczyna porę deszczową, a zbiory rolnicze zależą od deszczu. W Izraelu obchodzi się także tego dnia Simchat Tora, które w diasporze obchodzone jest dzień później. Wieczorem i rankiem w dniu Simchat Tora wyjmuje się zwoje Tory z aron hakodesz. Zgromadzeni trzymając zwoje, okrążają bimę siedem razy tańcząc i śpiewając – to celebracja zakończenia rocznego cyklu czytania Tory i rozpoczęcia nowego. Odczytywana jest ostatnia parsza z Dewarim: Wezot habracha oraz – jako rozpoczęcie nowego cyklu czytania Tory – pierwsze fragmenty księgi Bereszit. Zwyczajowo każdy mężczyzna otrzymuje aliję (wezwanie) do Tory i dlatego parszę Wezot habrachapowtarza się niekiedy wiele razy, aby każdy mógł dostąpić tego zaszczytu. Simchat Tora („Radość Tory”) należy do najbardziej szczęśliwych świąt. Dlatego w synagodze panuje niekiedy atmosfera prawie purimowa. Taka jest tradycja, takie są zwyczaje (minhagim) – które czasem przybierają formy ekstremalne. Dominuje nastrój ludyczny, prawie karnawałowy, radosny. Polewanie chazana wodą, przywiązywanie cicit jego talitu do jakiegoś sprzętu, który nie da się przesunąć, związywanie razem sznurowadeł butów różnych ludzi, przekrzykiwanie chazana, wygłaszanie modlitw ze śmiesznym akcentem, parodiowanie jego i innych (to wszystko oczywiście najczęściej w wykonaniu młodzieży i dzieci) – bywa zjawiskiem dość zwyczajnym. Jest to często nie tylko dozwolone, ale nawet oczekiwane.
 

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna…

Nie byłoby wolnej Polski, nie byłoby wywalczonej w ciężkich bojach państwowości i utrwalonych granic, gdyby nie ofiarność mieszkańców wsi, tak znacząca w zbiorowym wysiłku całego narodu. Dewiza „Żywią y bronią” pięknie opisuje te historyczne dokonania i zawsze będzie dla państwa powodem do dumy — napisał prezydent RP w liście odczytanym, podczas uroczystości dożynek, przez szefową jego kancelarii.
Ów wysiłek Polaków i ofiarność mieszkańców wsi widać było, szczególnie, podczas Holokaustu, gdzie cały polski naród, wszystkie jego warstwy — robotnicy, żołnierze, chłopi i inteligencja, pochylała się nad tragedią Żydów wołając: „aj, niedobry Pan Hitler, krzywdzi Żydów”. Dodawali „naszych Żydów”, bo Żydzi nie byli obywatelami, ale podkategorią gości w gościnnej polskiej ziemi i tylko kradli, nie płacili podatków, wyzyskiwali, a nic, a nic nie przyczyniali się do bogactwa Polski. A tak w ogóle to niczego dla Polski nie uczynili, oczywiście, niczego dobrego, bo zła „psubraty” wyrządzili, że ho, ho. Holokaust to zasłużona kara, a bo to, mordercy „naszego Pana Jezuska”, przeciwnicy niepodległości Polski, zdrajcy i zaprzańcy, kolaborujący z kim popadnie przeciwko Polakom, w czasie powstań, wiadomo, z zaborcami, w czasie wojen z agresorami. No, po prostu, antypoloniści, którym naród polski zaczadzony nazizmem wymierzył zasłużoną i sprawiedliwą karę. Była ona sprawiedliwa i dlatego Żydom nie należą się odszkodowania za mienie „przejęte” przez Polaków, bo było ono niczyje, właściciel sam je pozostawił i uciekł, a gdzie, „a, kto to, Panie, wie”. Żydzi za swoje niecne uczynki zapłacili życiem i było to dobre, bo kto na Polskę podniesie rękę „kula w łeb”. Rozwija się ta narracja, a to że Żydzi zasłużyli sobie na śmierć, bo cieszyli się z upadku państwa polskiego w 1939 roku, a to, że byli „polscy sprawiedliwi”, choć za pieniądze ukrywali Żydów, ale ile ich było! Mówi się, że przed wojną to w stosunkach polsko-żydowskich taka była sielanka, no każdy miał kolegę Żyda, a w szkole to siedział z nim w jednej ławce i dzielił się śniadaniem, w czasie okupacji to Polacy cierpieli razem z Żydami, płakali nad losem „Żydków”, mówiąc: „jak tak można robić?”. Póki były żydowskie pieniądze i złoto, to Żydzi byli ukrywani, gdy się skończyły, skończyła się chrześcijańska i polska gościnność.
Dlatego, dziś nie ma z Polską i Polakami żadnej solidarności we wspólnych europejskich projektach. Ot, choćby w związku z uchodźcami. Pomimo zgody na relokację, rząd „dobrej zmiany” dostając w żagle wiatr polskiej ksenofobii, złamał swoje wcześniejsze porozumienie.
Czy jest problem z terroryzmem islamskim? Tak! Czy można go zwalczyć? Można spróbować być twardym w egzekwowaniu prawa i stosować odpowiedzialność zbiorową rodziny i członków społeczności, którzy wiedzą bądź o zbrodniczych planach wobec innych ludzi, albo uczestniczą w przygotowywaniu zamachów, bądź, po fakcie, pomagają w ukryciu się sprawców. Tak, czy tak winni ponieść karę. Nie powinno być lęku w zburzeniu, czy to meczetu, czy centrum kultury, w zabraniu zasiłków socjalnych, czy innych szykanach związanych z „czynnym” występowaniem przeciwko prawu.
Oczywiście, w Polsce, uchodźcy narażeni byliby, już z samego faktu obecności, w tym rasistowskim i ksenofobicznym kraju, na szykany i prawdopodobnie na terenie działania „polnische Wirtschaft” spotykałoby się na codzień „nicnierobiąc” z inwigilacją. Jeśli można dziennikarzy, czy polityków przeciwnego obozu, co praktykuje każdy rząd, to jaką ochronę mieliby imigranci, kto, by się za nimi ujął?
Polska opinia publiczna emocjonuje się wyborami w Niemczech, zapomina (?), że na największego wroga wyrasta prezydent Francji, który nie wyssał „antypolonizmu” z mlekiem matki, lecz sprzeciwia się polskiej bucie i „polskiemu wstawaniu z kolan”. Wbrew opinii polskich analityków, nie jest tak, że niemieckiemu wyborcy coraz bardziej polityka migracyjna Niemiec się nie podoba, ale zdumiony jest słabością rządu koalicyjnego, CDU i SPD, nie zapominajmy, w zapewnianiu bezpieczeństwa na ulicach.
Inna rzecz, że „nie byłoby na rodziny państw unijnych problemu uchodźczego”, gdyby zastosowano i egzekwowano racjonalne zasady zezwolenia na osiedlenie się. Oczywiście, w Polsce, komentując wybory w Niemczech, mówi się, że, ostatnia, telewizyjna debata najpoważniejszych kandydatów do fotela kanclerza pokazała, że Niemcy w istocie nie mają w kim wybierać, są skazane na status
quo i konserwowanie politycznego układu.
Mają rację, unijni politycy, że Warszawa i Budapeszt, nie postępuje solidarne, skoro oba te kraje korzystają z unijnych dotacji.
Polscy analitycy, zarzucają niemieckim rządzącym, że ci, którzy stoją u steru i biorą udział w elekcji nie reprezentują interesu społeczeństwa. Inaczej niż w Polsce, gdzie „dobra zmiana” już, prawie, reprezentuje cały naród, wszystkich wyborców, od lewa do prawa, no, ale w Polsce ” cały naród buduje swoją stolicę” i słupki poparcia dla etatyzmu i socjalizmu rosną.
Prorokuję, że ustawka wyborcza, która partia rządząca w Polsce zorganizuje, zaczęła się programami socjalnymi, a nie stworzeniem mechanizmów bogacenia sie kraju, odblokowaniem potencjału ekonomicznego społeczeństwa. Polacy, jak nie umieli, tak nie umieją budować dróg, a klasa średnia obecna jest wyłącznie w analizach socjologicznych, a nie rzeczywistości gospodarczej. Niezależny ekonomicznie obywatel, nie zagłosuje na kogokolwiek, ale na taką sile polityczną, która zapewni mu finansową niezależność. Biurokratyzowanie kraju to nie reformowanie, ale petryfikowanie układu zależności od państwa i „widzimisię” polityków. Robi się wszystko, by przy zmienionym obliczu, aby było tak jak było, przy pozornych ruchach odnowy.
Trudno zrozumieć politykę rządu polskiego na arenie
międzynarodowej, bo PiS dla wzmocnienia pozycji Polski gra
na Amerykanów, akcentując nie tylko wspólnotę interesów, ale i
wartości, gdy tymczasem Polska, może być silna tylko i wyłącznie przyjaźnią sąsiadów, a nie sojusznika, który dla globalnych korzyści zapomni o dalekim słudze. Polska to nie partner światowego mocarstwa, ale narzędzie etapu politycznego.
Widać już wyraźnie, że nie wzmacnia to pozycji Polski jako partnera
unijnego.

Opublikowano judaizm | Otagowano , | Skomentuj

Reparacje wojenne dla Polski?

Wywołany temat odszkodowania dla Polski za zniszczenia wojenne żyje swoim życiem i przykrywa niewygodną prawdę Polski – „król jest nagi”, gdzie tam król, ten bękart traktatów pokojowych, któremu inni muszą dać niepodległość, bo o własnych siłach zdobyć może, najwyżej, opustoszałą wieś. Polskie wojsko? Zbieranina zdolna do asysty na pogrzebach i defilady przy okazji poświęcenia, kolejnego, pomnika…ku czci…wymyślanych na potrzeby danego etapu bohaterów (sic!).
Polsce oddano w czasową administrację ziemie niemieckie i przez ponad 70 lat były one eksploatowane gospodarczo przez państwo polskie. Jeśli nawet, to pieniądze odebrała z nawiązką!
Polska nie jest niewinną ofiarą II wojny światowej, lecz krajem, którego liczne grupy społeczne, zakażone nazizmem, brały udział w planie zniszczenia narodu żydowskiego.
Wprawdzie Polska podpisywała traktaty graniczne ze swoimi sąsiadami, lecz mają one moc względną, obowiązują w określonych warunkach politycznych, a te właśnie zmieniają się, za sprawą Polski. „Nowy/stary front” został otwarty.
Reparacje wojenne Polsce nie należą się, i to nie ze względu na dokument z 1953 roku, który Polacy tłumaczą jako akt niesuwerennego kraju, podnosząc, że na deklaracji Polski widnieje wyłącznie podpis Bolesława Bieruta, a czyj miałby być, skoro był on uznanym przywódcą Polski i miał prawo w rozumieniu politycznym i międzynarodowym składać deklaracje w imieniu PRL. Polacy zapominają nadto, iż to „peerelowskie dziadostwo” było państwem uznanym na forum międzynarodowym, a wybory z 1947 roku uznane zostały przez państwa koalicji antyhitlerowskiej i nowotworzone zręby oenzetowskie za demokratyczne. Także traktat „2+4″ nie zmienia niczego w sytuacji prawnomiędzynarodowej Polski, a trzeba pamiętać, że deklaracje Niemiec, jakby ich nie oceniać, zostały wymuszone przez USA i Wielką Brytanię, co stawia pod znakiem zapytania ważność i moc związania nimi Niemiec. Pamiętajmy, że reparacje za II wojnę, nie należą się Polsce z jednej zasadniczej przyczyny, a mianowicie, z powodu polskiego przyczynienia się do wywołania wojny, dla Niemiec i ZSRR , będącej sprawiedliwą i konieczną. Polacy, często w aspekcie reparacji i zawłaszczenia niemieckich ziem wschodnich, wspominają o tym, że Polska w wyniku wojny utraciła 180 tys. km2 swojej powierzchni, zapominając, że siły odśrodkowe na południowo-wschodnich rubieżach rozsadziłyby państwo polskie, Ukraińcy dopieliby utworzenia własnego państwa, co II RP skutecznie blokowała. A Białorusini, czy Litwini też nie „zasypywaliby gruszek w popiele”. Polska utraciła swoje kresy wschodnie na rzecz państw narodowych, którym Polacy nie odbierają, chyba, prawa do samostanowienia. Zapewne jest inaczej, ale wolimy myśleć, że Polacy to wspaniały naród, a nie mordercy Żydów i złodzieje ich mienia, mienia pomordowanych i niewinnych ofiar antysemityzmu nazistowskiego, którego Polacy byli ważnym ogniwem.
Istnienie Polski w dzisiejszych granicach jest dla społeczności międzynarodowej nie do zniesienia, Polska poprzez swoją zwierzęcą antyrosyjskość, antylitewskość, antybiałoruskość i antyukrainizm blokuje realne możliwości pokoju w Europie.
Trzeba zrobić wszystko, by Polacy mieli swoje państwo, ale takie księstwo warszawskie, zależne gospodarczo i politycznie od Niemiec i Rosji, gdyż współpraca obu tych krajów jest konieczna dla światowego pokoju i gospodarczego powodzenia krajów Europy Środkowej.

Opublikowano judaizm | Otagowano | 2 komentarzy

Dnia pierwszego września roku pamiętnego….

Polacy świętują tragiczne w skutkach, dla własnego narodu, wydarzenia, przegrane bitwy i wojny, oszukane wybory i „przekształcenia” ustrojowe, celebra, przemówienia o wyjątkowości zdarzeń z historii Polski dla świata i Europy, o uratowaniu cywilizacji. Odbywa się to poprzez propagowaną „polską tradycję niepodległościową”, która sprowadza się do kultu „żołnierzy wyklętych”, „religii pomocy” i przedstawiania Polaków jako wyłącznie ofiar wojennych, zapominanie o antysemityzmie, udziale w Holokauście, szmalcownictwie, polowaniach na Żydów „Judenjagd”, zaborze żydowskiego mienia, co odbywa się i współcześnie.
Polska nieudolność polityczna, oderwanie od rzeczywistości, dyletanctwo polityczne nie były i nie są, wbrew zapotrzebowaniu politycznemu, inspirowane przez ośrodki zewnętrzne. Polacy otaczają kultem, przedsięwzięcia godzące w interes narodu polskiego. Czym innym jest szacunek dla prostych żołnierzy i złożonej przez nich ofiary. Nie chce pamiętać się o szkodliwości zrywów powstańczych dla narodu polskiego i ich absurdalności politycznej i wojskowej. Poprzez kultywowanie porażek i powstań wywołanych ze szkodą dla substancji narodowej, konserwuje się mentalność, która wiodła naród polski ku klęsce. Jest oczywiste, że kult określonych zachowań konserwuje się w kanonie polskich postaw patriotycznych i przez to zakaża społeczeństwo. Tworzony jest w ten sposób nie obywatel, ale człowiek niezdolny do racjonalnej analizy sytuacji politycznej, miotany, inna rzecz, czy celowo podsycanymi, emocjami, bezkrytycznie akceptujący największe absurdy i najgorsze decyzje polityczne w imię „racji”, „krzywdy”, „słuszności”, roszczeń i reparacji. Tworzy się „bogoojczyźniany” pieniacz, tokujących na jedną nutę w chórze głupców. Toczona walka pomiędzy różnymi stronami sceny politycznej odbywa się nie o „rząd dusz”, tylko o to, jakie te dusze mają być. W efekcie chodzi o to, czym się mają kierować w wyborach politycznych „owe dusze”, czy krzykliwą symboliką, emocjami, czy zimną, polityczną, kalkulacją. To jeszcze przed Polakami, ale muszą zdecydować, kogo wyłonią jako swoich przedstawicieli manipulatorów, odwołujących się do emocji, czy pragmatyków, odwołujących się do zdrowego rozsądku.
Jeśli ktoś, przymierza się do rzucenia swojego narodu do walki, powinien starannie przeliczyć siły i środki, nie, jak chce polski wieszcz „siły na zamiary”, ale „zamiar podług sił”. Z polskich „zrywów niepodległościowych”, z rachunku sił wynikało, że ten aspekt pozostawał poza zainteresowaniem osób decyzyjnych, czy chodzi tu o powstanie listopadowe, styczniowe, czy warszawskie 1944 roku.
Współczesny polski system edukacyjny wraz przekazem medialnym kształtuje fatalne wzorce i postawy Polaków. Tworzony jest fałszywy patriotyzm, który czyni z katastrof i tragedii wielkie czyny patriotyczne, a „sprawców” wynosi na pomniki. Wysocki, Chruściel, Bór-Komorowski, Pełczyński – to jedni z największych zbrodniarzy w dziejach narodu polskiego, nie bohaterowie. Wojsko Polskie obchodzi Dzień Podchorążego – ku czci głupców, którzy sprowadzili na naród polski jedną z największych klęsk politycznych i militarnych w jego historii.
Jako wzorzec patriotyzmu wpajana jest samobójcza głupota, działanie zorientowane na „bohaterszczyznę”, ignorowanie zagrożenia dla zdrowia, życia i mienia milionów Polaków. Nieliczenie się z konsekwencjami czynów dla narodu, biologicznymi, materialnymi, politycznymi, to polska wojskowa specjalność. W procederze ogłupiania narodu polskiego uczestniczy wielu historyków, publicystów i działające na polskiej scenie politycznej partie. Patriotyzm symboliczny, tworzący fetysze i egoistyczną rywalizację na „odwagę”, „złote cielce” czynią Polskę słabą, a Polaków niewolnikami, łatwymi do manipulowania przy pomocy haseł: „Polski od morza do morza”, „Trójmorza”.
Tożsamości, czy ideologii narodowej nie powinno budować się wokół głupoty i propagowania posyłania Polaków na nonsensowną rzeź. Polakom, jak każdemu narodowi potrzebne są mity wspólnego działania, odpowiedzialności, poświęcenia dla narodu życia poprzez budowę potęgi gospodarczej i dobrobytu dla wszystkich Polaków, nawet za cenę osobistego niedostatku i wyrzeczeń.
Dziś proponowane są jako wzorzec postawy sprowadzające na innych Polaków nieszczęście i śmierć, i to bez jakiejkolwiek nadziei uzyskania czegokolwiek, co mogłoby tą ofiarę usprawiedliwić. Dokąd zmierzają Polacy jako naród, podążający za tak fałszywymi symbolami?

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

Zmarnowane życie?!

Kanwą stwierdzenia niech będzie tragiczna historia młodego polskiego małżeństwa, które było na wakacjach w Rimini. Ostatnią noc wakacji 26-latkowie spędzali na plaży, gdzie zostali napadnięci przez czterech mężczyzn. Kobietę zgwałcili, a mężczyznę kilka razy uderzyli w głowę, w wyniku czego stracił przytomność. Oboje zostali też ograbieni. Oczywiście, z perspektywy kilku dni, wiemy już, że sprawcy zostaną namierzeni i ukarani, no może nie tak, jak proponuje polski wiceminister sprawiedliwości, ale w standardach włoskich, a więc łagodnie. Zresztą, i w Polsce sprawcy przestępstw seksualnych nie są wieszani, lecz korzystają z dobrodziejstwa „niezawisłości” sędziowskiej i zauroczenia orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Są „mądrale”, którzy prowadzą badania, a to, że kobiety lubią być gwałcone, po prawdzie na początku tego aktu buntują się, ale po chwili korzystają z uroku seksu, a to, że terroryzm islamski to nic strasznego, „idzie się przyzwyczaić”, takie wyzwanie współczesności i gdzie mu do terroru naszego, europejskiego z lat 60 i 70 – tych XX wieku, a to, że ofiar mało, bo więcej ginie na drogach od piractwa samochodowego, a to, że przybyszów „z niewiadomo skąd” trzeba witać chlebem i solą, rozkładać przed nimi nogi, co znowu uskuteczniają i polskie „turystki” w Egipcie.
Uważam, że kobieta nawet, jeśli położy się nago w nocy w parku, to nie jest to zaproszenie na seks, ono musi być chęcią wyrażoną jednoznacznie, co do samego aktu i ewentualnego partnera, żadne tam, „ona mnie zachęciła i sprowokowała”, czy „w jej oczach widziałem, że mnie pożąda”, albo, że „miała krótką spódniczkę i nie nosiła stanika”.
Troską powinno być dalsze, wspólne, życie tej skrzywdzonej pary. Trudno będzie otrząsnąć zgwałconej kobiecie, po traumie wymuszonego stosunku seksualnego, wywartej presji i przemocy w przełamaniu, niewątpliwego, oporu. Mężowi, po początkowym współczuciu, trudno będzie znieść niechęć żony do intymnych kontaktów, nie zaakceptuje, koniecznej, absencji, bo „on, przecież, jest czuły i delikatny”. Z perspektywy czasu, z lękiem patrzeć trzeba na trwałość uczuć pomiędzy nimi. Co może im pomóc?
Jest oczywiste lekarstwo, a mianowicie, w przyszłym roku powinni ponownie wybrać się na romantyczny urlop do Włoch, ale nie do Rimini, lecz do miejsca oddalonego o 200-300 km, po wypożyczeniu auta powinni pojechać, razem, do Rimini i po wyśledzeniu sprawców, co zrobią w ciągu najbliższego roku, ukarać sprawców w sposób, który pozwoli im pozostawić zdarzenie w przeszłości i żyć dalej. Wydaje się, że „nagroda” dla „zwierząt w ludzkiej skórze, choć czarnej” powinna uwzględnić ich bezwzględność i doznaną szkodę, tak fizyczną, jak i psychiczną.
Powodzenia i trzymam kciuki!!!

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

Pulchre, bene, recte…

Czy, aby na pewno, ktoś zapyta? Tak, bo diagnoza, że w Polsce upowszechnia się niewiedza o mechanizmach politycznych i społecznych oraz zanik kadr, mogących sprostać wyzwaniom produkcji nowych technologii jest, coraz, powszechniejsza. W Polsce produkuje się meble i sprzęt pływający, słynne motorówki i łodzie żaglowe, co samo w sobie nie jest niczym znaczącym i nie przynosi dużych pieniędzy, nie wymaga też specjalnie wykształconych kadr, każdy może skręcać, czy sklejać meble, czy być szkutnikiem, ale dla Polaków stanowi powód do dumy na znaczenie ich kraju w światowej wymianie towarowej, czy szerzej, handlu międzynarodowym. Ot, w Azji i Afryce produkuje się drewniane skrzynki na owoce i klatki dla zwierząt, ale znaczenia tych krajów to nie podnosi. Taki folklor przemysłowy. Dlaczego Polska nie odegra, bo nie może odegrać znaczącej, by nie powiedzieć jakiejkolwiek roli, w nowoczesnym świecie, w tej „globalnej wiosce”, jaką staje się (stał się ?!) współczesny nam świat? W Polsce ludzie mają w umysłach totalny chaos, nie mają świadomości przyczynowo-skutkowej, a z drugiej strony, nakłada się na jej brak, mentalność biurokratyczna, a nawet zsowietyzowana, objawiająca się przekonaniem, że to, co się dzieje w społeczeństwie, że relacje w nim istniejące tworzone są przez regulacje prawne albo, co gorsze, wynikają z medialnych instrukcji.
Ludzie, od setek lat, żyli bez ustaw, konstytucjonalistów i prawników, a życiem rządziły niesformalizowane i nieopisane reguły, ludzkość nie tylko nie znikła, ale rozwijała się dynamicznie. Język rozwijał się bez katedr uniwersyteckich. Człowiek żył w pewnej strukturze społecznej, tworzyły ją relacje międzyludzkie, a nie ustawy. Ostatnie dwa lata dały nam do myślenia, co napędza życie społeczne, okazuje się, że Konstytucja RP, jej rzekome złamanie miało dać wielu „paliwo” do działania, że bez niej nie da się żyć. Inna rzecz, że obrońcy konstytucji, demokracji i praworządności, oczywiście, z przymiotnikami świadczącymi o postępowości, a nie pojęciach ze starożytności, nie do końca wiedzieli, czego tak naprawdę bronią i co konkretnie jest naruszane. Jak to co? Przecież konstytucja! Polacy – tzw. obrońcy demokracji, a naprawdę nieuki i obrońcy sytuacji, nie do obrony, że bez ustaw ich życie nie ma sensu. Powiedzmy sobie szczerze, konstytucja potrzebna jest, jak „psu piąta noga”, ludzie tworzą procedury poprzez wchodzenie w interakcje, których podstawą są relacje społeczne tworzące system współpracy społecznej, gdzie człowiek – członek wspólnoty „rozszyfrowuje” i intencje, i zamiary współpartnerów relacji, dopasowując swoje działania do działań innych ludzi, by nie tworzyć sytuacji konfliktowych, a czasami, by je stworzyć. Oczywiście im liczniejsza grupa tym większa potrzeba formalizowania reguł gry, formalizowania, a nie współczesnego dekretowania wszystkiego.
Problemem życia politycznego i społecznego w Polsce polega na tym, że ludzie nie rozumieją różnorakich związków przyczynowo-skutkowych, związków zachodzących wielopoziomowo. Z biologicznego punku widzenia, nie ma ludzi, człowieka, ale komórki, tkanki i procesy fizjologiczne. Socjologia jako dziedzina wiedzy, dla odmiany, zajmuje się, znów, nie ludźmi, czy człowiekiem, ale grupami ludzkimi, poorganizowanymi zgodnie z tworzącymi się relacjami i zjawiskami czy procesami makrospołecznymi. Psycholog nie mówi o ludziach, czy ich grupach, ale o działaniach umysłu ludzkiego, wyrażającego się w procesach poznawczych, uczuciowych i emocjonalnych.
Efekt jest prosty do przewidzenia, coraz więcej ludzi nie umie, nie rozumie, że takie coś istnieje, dokonać analizy powstających procesów społeczno-politycznych, nie zdając sobie sprawy, że polityka to, nie to, co powiedział ten, czy inny lider, ale efekt szczątkowych działań, do którego prowadzą konkretne i jednostkowe zachowania. Ważne jest do czego zmierzamy, jaki jest cel podejmowanych kroków. Dla tych „uczestników” życia politycznego i społecznego, czyli dla masy wyborców społeczeństwo to człowiek w liczbie mnogiej – ludzie. Patrzeć trzeba, nie na „twarz, ale za pazuchę”, obserwować nie to, co na wierzchu, ale pod, patrzeć na wytwarzane relacje i je analizować. Szukać „drugiego dna”.
Co z tego wyniknie? Nic dobrego, już widać symptomy.

Opublikowano judaizm | Skomentuj