Polaczkowie to mordercy! Mają za co przepraszać!

Znowu afera wśród prawdziwych Polaków, bo jakiś biskup przepraszał w Jedwabnem. Zakrzyknięto: w czyim imieniu? Ci, co przepraszali to, zwyczajnie, sprzedawczycy na sznurku Żydów, a to Kwaśniewski, wiadomo Żyd, a to Komorowski, wiadomo „przejechał na pasach ciężarną zakonnicę”, no i teraz ten biskup, skąd się on urwał? Nie wolno przepraszać, gdyż prowadzona jest nowa narracja, narracja prawicowa, iż Polacy byli niewinnymi ofiarami. Nie tylko ofiarami, ale i dobroczyńcami Żydów, gdyż ratowali ich kosztem swojego życia, swoich bliskich i majątku. Takie poświęcenie! Tworzy się „religia pomocy”. Prawda, byli odszczepieńcy, którzy w godzinie próby nie sprawdzili się, ale to motłoch, nieliczne jednostki, reszta to „sprawiedliwi wśród narodów świata”.
Obojętnie kto, katolicy i lewacy, jedna swołocz, ci, co tworzą naród polski, obojętnie, czy serce mają po lewej, czy po prawej stronie, czy w ogóle serca nie mają – tych najwięcej, mają klękać i przepraszać! Za co, ktoś zakrzyknie?
Za zniszczenie i wymordowanie gmin żydowskich, nędznych sztetli, tych wszystkich Jedwabnych, Radziłów, Szczuczynów, Goniądzów!
Za polskie obozy koncentracyjne, za ludobójstwo, wypędzenia, za te wszystkie zbrodnie przeciw ludzkości!
Oj tam, zaraz, wielkie mecyje, wprawdzie trochę się tych domów, gruntów, kamienic wzięło, brało się i futra, kapoty, obrusy i wszystko inne, co żydostwo miało w nadmiarze, zresztą po co im to, skoro z nimi szlus…do dołów, stodół, a i zwyczajnie rowów przydrożnych. Należało im się za polską krwawicę. Gdzie więc problem?
Potem szło się do partyzantki, by walczyć „O Polskę” z najeźdźcą sowieckim, było się wyklętym przez tych komunistycznych psubratów. Teraz handluje się kamienicami i placami pożydowskimi. Ot, trzecie pokolenie szmalcowników!

Opublikowano Antysemityzm, Holokaust, Żydzi | Otagowano , | Skomentuj

Talmud to nie żydowski „Mein Kampf”!

Trudno oprzeć się wrażeniu, że autor haniebnych słów przyrównujących Talmud do „Mein Kampf” odczuwa jakieś nieokreślone uczucie dumy ze swego antysemityzmu, kiedy tylko używa słowa „Żyd”. Dlaczego nieokreślone?
Bo w moim odczuciu postawa autora tych i innych stwierdzeń przeciw Żydom jest niemoralna, nietolerancyjna i ksenofobiczna. Księdza Jacka Międlara ogranicza, jeszcze, strach przed sankcją prawną za antysemickie nawoływania. Widać, że „wiatru w żagle” dostaje od środowisk nacjonalistycznych i gdyby tylko propagował nacjonalizm byłoby „pół biedy”. „Cała bieda” w tym, że ksiądz katolicki Jacek Międlar korzysta z przywileju „późnego urodzenia”, ale nie ma pewności, choć istnieje duże prawdopodobieństwo, czy w czasie Holokaustu, nie zajmowałby się polowaniem na Żydów lub co najmniej szmalcownictwem. Powiedzmy sobie szczerze i w konwencji księdza Jacka Międlara, że kiedyś dla takiego byłaby kulka, dziś tylko wzruszenie ramion i modlitwa o uzdrowienie. Modlę się za Ciebie…
Wróćmy do słów porównujących Talmud z „Mein Kampf” Adolfa Hitlera… Przede wszystkim trzeba jednoznacznie powiedzieć, że Talmud nie jest niczym innym niż sztuką czytania i interpretowania Tory. Naprawdę, nie można zrozumieć judaizmu, jeżeli nie rozumie się powiązania Tory Pisanej (Tora Szebichtaw) z Torą Ustną (Tora Szebealpe). Księdzu katolickiemu wypada powiedzieć coś, co powinno mu utkwić głęboko w sercu: chochmat adam tair panaw – „mądrość człowieka rozświetla jego twarz”. Talmud uczy sztuki czytania i interpretowania, a zatem rozumienia Tory.
Zanim wyjaśnię znaczenie Talmudu dla judaizmu, wyjaśnię samo pojęcie
„Talmud”. Rdzeń hebrajski tego słowa to lamed-mem-dalet, czasownik lomed oznacza „uczyć się”.
By zrozumieć czym jest Talmud konieczne jest zapoznanie się z kilkoma podstawowymi słowami dotyczącymi struktury Talmudu.
Mamy tu słowo: Miszna, którego rdzeń wywodzi się od szana, oznaczającego „powtarzać”. Miszna jest podstawą Talmudu. Na Misznę składa się 60 traktatów ułożonych w sześciu porządkach. Dlatego nazywa się czasem Talmud słowem Szas, czyli 6 porządków. Tekst Miszny służył za podstawę talmudycznych debat w dwóch centrach nauki – mianowicie w
Babilonii i w Izraelu. Zapis tych dyskusji, odbywanych mniej więcej przez trzy stulecia, nazywa się Gemara. Czyli jedna Miszna i dwie Gemary. Z tego powodu istnieją też dwa Talmudy – Babiloński i Jerozolimski. Niezmiernie cenne i pomocne w studiowaniu Talmudu jest zapoznanie się z poglądami tanaitów i amoraitów. Jest niezmiernie ważne wiedzieć, czy konkretne zdanie w Talmudzie zostało wypowiedziane przez tanaitę, czyli jednego ze starszych nauczycieli, których było sześć generacji od Hilela do Rabiego, czy przez któregoś z amoraitów, dzielących się na dwie grupy, w Babilonii i w Izraelu.
Chociaż amoraici z ostatniej generacji, Rawina i raw Aszi, zredagowali tekst Talmudu Babilońskiego, Talmud nigdy nie został zamknięty ani skanonizowany, bo przeczyłoby to jego zasadniczej idei. Nauka w jesziwie rozpoczyna się od Talmudu Babilońskiego.
Zadaniem Talmudu jest sprecyzowanie i ustalanie zakresu danego przykazania. Talmud, co powinni wiedzieć jego krytycy, nie uczy normatywnego prawa żydowskiego, czyli halachy. Religijny Żyd we wszystkim chce kierować się Torą i halachą, a życie, z uwagi na swoją zmienność, zmusza wciąż do formułowania nowych pytań, pytań których jest zatrzęsienie.
Talmud nie jest przewodnikiem halachicznym, ale
z Talmudu uczymy się sposobu myślenia, dzięki któremu jesteśmy zdolni halachę wywieść. Jest to bardzo istotne, by rozumieć, że Talmud poprzez żywe i dynamiczne podejście do Tory Pisanej ustrzega nas przed popadaniem w bałwochwalcze czczenie tekstu dla niego samego. Zachowawcze podejście do tekstu pozbawia go znaczenia, sprawia, że święty tekst jest martwy i nie przemawia do nas i okazuje się zupełnie nieadekwatny do nowych sytuacji życiowych. Talmud to Tora Szebealpe, czyli inaczej Ustna Tora. Oznacza to, że Talmud należy studiować w dyskusji poprzez praktykę ustnego przekazywania wiedzy z rabina na ucznia i niemilknące dialogowanie, stałe pilnowanie i kwestionowanie toku myślenia z towarzyszem nauki. Taki sposób nazywamy chawruta.
Talmud nie jest więc książką, lecz sposobem myślenia. W odniesieniu do Talmudu użyć można określenia: jam hatalmud, a więc morze Talmudu. Odzwierciedla ono dwie jego cechy: po pierwsze ogrom, a po drugie brak ściśle oznaczonych szlaków. Ludzie, którzy krytykują Talmud są jak ci, którzy wpadli do wody i zachłysnęli się, jawi się im jako groźny żywioł, dla „wytrawnych żeglarzy” jest idealnym akwenem do wędrówki, oni są talmide chachamim. Określenie to oznacza „mądry uczeń”, co pozornie jest zestawieniem sprzeczności, bo jeśli ktoś jest uczniem to nie osiągnął, jeszcze,
mądrości.
Talmud jest stałym poszukiwaniem prawdy i mądrości, można powiedzieć, że Talmud stale rozwija się, kroczy ku rzeczywistości, jest na nią nakierowany, w tym ruchu rodzi się mądrość. Nietypowość i niezrozumienie Talmudu bierze się z ciągłego napięcia pomiędzy Torą Pisaną i Torą Ustną. Zwrócić trzeba szczególną uwagę na język Talmudu i nie chodzi tu o hebrajski, czy aramejski, ale ekspresyjność, która pozwala wejrzeć w rzeczywistość, w relacje istniejące w świecie.
Pierwszą cechą języka Talmudu jest jego precyzja. To nie jest zbiór pomieszanych bez składu i ładu zdań i opowieści, legend i mitów. Tylko, temu kto Talmudu nie zna albo zaznajomił się z nim pobieżnie się, może się on tak właśnie jawić. Talmud powstawał przez prawie pięćset lat, a jego autorami byli mędrcy i z pewnością przemyśleli każde słowo, które w nim jest. Pamiętajmy, że Talmud nigdy nie miał był spisany, Talmud jest Torą Ustną, sposobem myślenia. Spisanie Talmudu było rezultatem obawy, że Tora Ustna się zagubi, ulegnie zapomnieniu. I ta specyficzna forma zapisu została wybrana właśnie po to, żeby zapobiec bałwochwalczemu uwielbieniu dla tekstu jako takiego, którego ostatecznym następstwem jest demagogia i fanatyzm religijny. Z przejawem precyzyjności języka talmudycznego mamy do czynienia, gdy zapoznamy się z argumentację samego wywodu, badającego jakąś kwestię. Talmud, w swej językowej doskonałości, podobny jest do matematycznego dowodzenia, a jego uporządkowanie jest doskonałe. Owa precyzja ukaże się studiującemu Talmud, dopiero po dłuższym czasie cierpliwego uczenia się.
Pamiętać powinniśmy, że Talmud w dobieranych przykładach, które są rozważane, sięga po dziwność i nieprawdopodobieństwo, by plastycznie określić granice stosowalności reguły czy zasady, określając przestrzeń, w której inne, a więc bardziej codzienne i przez to powszechne będą się mieścić.
W Talmudzie idzie o pewną teorię i filozofię prawnych koncepcji, a nie o jakieś rzeczywiste zdarzenie, które gdzieś, kiedyś miało miejsce. To jest Talmud. Talmud jest o myśleniu i budowaniu koncepcji. Dlatego język Talmudu to język dialogu, a to oznacza dwie opinie, prezentację stanowisk dwóch stron. Dialog Talmudu ożywia spór, czy bardziej podział opinii zwany machloket. Nie, nie idzie tu o spór w sensie zwady, czy kłótni, ale o wymianę zdań, koncepcji dotyczących odrębnych spraw, a nie jednej i tej samej.
W Talmudzie, wszystko jest powiązane ze wszystkim, cała Tora jest jednym zagadnieniem, czyli kol hatora kula jinan echad hu.
Talmud w ciągłym dialogowaniu, stałym wypytywaniu się, ciągle tworzonych pytaniach i odpowiedziach jest antydogmatyczny i antyideologiczny. To sprawia, że jest on w pełni demokratyczny, choć dysponujemy regułami pozwalającymi określić, gdzie leży racja. Ktoś, kto „ledwie liznął” Talmud jest całkowicie zdezorientowany właśnie z tej przyczyny, że nie zna tych reguł i dlatego nie dostrzega wspaniałego wewnętrznego porządku i spójności, która w Talmudzie istnieje.
Język jest podstawą myślenia, a myślenie jest tym „obrazem” Boga, według którego zostaliśmy stworzeni. Zdolność myślenia jest tym, co w człowieku określane zostało jako celem Elokim, a więc stworzenie na podobieństwo Boga. Sugerującym, że Talmud to hitlerowski „Mein Kampf” wyjaśniam, że chodzi tu o istotę Boga i że tą cechą przekazaną człowiekowi jest zdolność do intelektualnej percepcji. Zdaje się, że brakuje jej katolickim ignorantom.
Talmud wyzwala w nas umiejętność tego, żeby na podstawie wcześniejszych koncepcji halachicznych, wygenerowywać nowe zasady prawne, które są spójne z poprzednimi, wykształca zdolność spojrzenia na analizowane zagadnienie w nowy sposób, z innej strony i z nowego punktu widzenia. Ta wielopunktowość jest bardzo istotna, bo bez tego nie ma mądrości. Tylko dzięki temu możliwe jest odkrywanie nowych aspektów Boskiego świata. Sama Tora podsuwa nam tę ideę, bowiem dowiadujemy się z niej, że Bóg tworzy świat słowem. Oczywiście musimy mieć świadomość, że stosując te określenia do Boga posługujemy się antropomorfizmami, lecz tylko w celu opisania istoty świata i istoty człowieka. Talmud pozwala na stałe poszerzanie i budowanie własnej myśli, języka, a przez to kształtowanie swego świata.
Talmud poprzez kształtowanie ludzkiej mądrości ujawnia w ludziach dążenie do nowości, do rozstrzygania coraz to nowych zagadnień. Talmud, na podstawie Tory, pomaga zrozumieć wszelkie pojęcia współczesności i pozwala na ich umiejscowienie w Boskim porządku. Talmud dostarcza narzędzi potrzebnych do tego, by zrozumieć nowe zjawiska pojawiające się w świecie. Chodzi o umiejętność wygenerowania nowych pojęć i rozstrzygnięć na podstawie wcześniejszych zasad, które Tora zawiera.
Myślenie talmudyczne charakteryzuje się, przede wszystkim, tym , że uczy zdolności tego, co nazywa się kreatywnością, czy też myśleniem lateralnym. Talmud jest ogromnym hołdem złożonym ludzkiej inteligencji.
Emmanuel Levinas powiedział, że „Życie talmudysty nie jest niczym innym, niż stałym odnawianiem słowa inteligencją”. Bo czym właściwie jest myślenie? Mogło, by się zdawać, że jest ono tylko pewną zdolnością do konstruowania stale nowych permutacji, tylko mnożenia wyliczeń. Ludzki umysł jest wyjątkowy właśnie w tym, że jest zdolny do generowania zupełnie nowych konceptów i pojęć. I to jest to, co Talmud przekazuje na wyższym poziomie jego zrozumienia.
Talmud charakteryzuje się także wielopunktowością podejścia do analizowanego zagadnienia, próbuje je rozgryźć, przeanalizować z wielu, różnych, punktów widzenia. I zawsze próbuje Talmud określić i przebadać wszystkie możliwości. Gdy to się stanie dostrzegamy konceptualną nowość w danym zagadnieniu.
Tora i Talmud to jedna idea, to wzajemne dopełnienie. Tora jest objawieniem Boga człowiekowi, a Talmud z kolei jest wzniosłym sposobem myślenia, w którym obraz Boga, według jakiego zostaliśmy stworzeni, czyli celem Elokim, nasza intelektualna percepcja, zdolności umysłowe są w pełni realizowane.
Dla łatwo rzucających słowa, dla księdza Jacka Międlara i jego akolitów, przestroga.
Talmud należy czytać z dużą ostrożnością i zwracać uwagę na wszystkie możliwe logiczne implikacje danego stwierdzenia. Trzeba też próbować ogarnąć wystarczająco duży fragment tekstu, gdzie dochodzi on do pewnych logicznych konkluzji, żeby dostrzec całość!
Powinni oni wiedzieć i pamiętać, że oddanie się Talmudowi skutkuje mądrością. Ale istotniejsze od tego, ile się razy Talmud przeczytało jest, co się z niego zrozumiało i czy jesteśmy przygotowani, by Talmud nas zmienił.
Pytanie do oszczerców nazywających Talmud ohydnym przekleństwem jest nie ile razy Talmud przeszli, ale ile razy Talmud przeszedł przez nich?
Propagowanie przesądów, które istniały i istnieją w Polsce na temat Talmudu, nie świadczy dobrze o antysemickich wojownikach.
Mądry jest ten, kto uczy się od każdego. To jest otwartość na drugiego człowieka, przywitanie go i podejście ku niemu.
Talmud ze swoim ogromem wiedzy i kreatywnym podejściem do rzeczywistości jest przewodnikiem żydostwa przez całą jego historię.
Oni potrafią tylko krzyczeć: „Duma, duma narodowa duma”.

Opublikowano Antysemityzm, Żydzi | Otagowano , | Skomentuj

Polski Holokaust? Nic podobnego!

Polacy w prowadzonej przez siebie polityce zdejmują z siebie odium współsprawców i sprawców zagłady Żydów. Propagowana idea, religia „pomocy” jest kłamliwym wytrychem historycznym, próbą zakłamania rzeczywistości. Czy była jakaś „operacja polska” radzieckiego państwa? Prawdą jest, że Polacy poddani zostali deportacjom, byli mordowani. Ale ich zasięg nie był tak masowy i ilościowo nie tak znaczący w porównaniu z eksterminacją ludności żydowskiej. Skąd więc podnoszona problematyka? Jest to szerszy obraz wybielania polskiego państwa i społeczeństwa, które wykorzystując nazistowską ideologię pozbyła się narodu żydowskiego z polskiej przestrzeni. W polskim Sejmie odbyła się pierwsza konferencja na temat tzw. operacji polskiej NKWD.
„Wszystko co państwo dzisiaj usłyszeli potwierdza, że ludobójstwo, do którego doszło w Związku Sowieckim było polskim Holokaustem”. Tymi słowami profesor Nikołaj Iwanow podsumował konferencję „Operacja polska NKWD 1937-1938. Zapomniane ludobójstwo”, która odbyła się pod koniec czerwca w Sejmie. Podczas spotkania dopieszczano polską politykę historyczną, choć nie dało się umasowić krwawego terroru wobec Polaków. Przedmiotem mordów, wywózek, śmierci głodowej padło około 200 tysięcy osób. Polacy byli częścią większej liczby ofiar reżimu komunistycznego jako obywatele sowieccy oraz w latach 1939-1941 jako mieszkańcy okupowanych terytoriów na podstawie paktu niemiecko-radzieckiego. Tym różni się, choć różnicowanie ofiar to typowo polska odsłona wszelkich badań historycznych, które mają pokazać martyrologię polskiego narodu, eksterminacja Żydów, że oni ginęli tylko i wyłącznie z tego powodu, że byli Żydami. Inna przyczyna dla oprawców nazistowskich nie była potrzebna, nie było jej. Nie jest więc prawdą, że ofiary operacji polskiej zginęły tylko za to, że były Polakami. Raz, że nie było żadnej „operacji polskiej”, dwa, że Polacy nawet w śmierci nadać chcą sobie status wyjątkowości. To nie polskość była przeszkodą w akceptacji bolszewizmu, ale własność, wolności i przywiązanie do Kościoła, to te wartości były nie do pogodzenia z ideą komunistyczną i ściągnęły na Polaków represje, tak jak na inne narody sowieckie. Jakoś po 1945 roku polskość dało się wpisać w budowany socjalizm i tworzenie nowego społeczeństwa. Nie ma żadnych tajemnic w moskiewskich sejfach na temat planów szczególnego traktowania Polaków. Trwała przebudowa społeczeństwa rosyjskiego i Polacy jako mniejszość, mniejszość niewiele znacząca, byli także przedmiotem polityki sowieckiego państwa. Nie było więc polskiego Holokaustu, była zbrodnicza polityka władzy sowieckiej w zniszczeniu dawnego carskiego porządku społecznego. Polacy mieszkający w Rosji radzieckiej doświadczali tego samego, co inne narody, ani więcej, ani mniej, a już na pewno ich wyróżnikiem jako ofiar nie była polskość, lecz pozycja społeczna i prezentowany stosunek do sowieckiego państwa. Ważnym elementem polityki bolszewików było niszczenie religii i dlatego wśród ofiar znajdowali się i księża, i wierni. Wiara była przestępstwem. To, co się działo do wybuchu II wojny światowej było dobrze znane w Europie, a mimo to nikt, także II RP nie wystąpiła w obronie Polaków mieszkających w ZSRR, pozostawiono ich na pastwę losu. Prawdziwy cel odbycia konferencji wskazano, mówiąc, co akurat nie jest prawdą, ale mieści się w tworzonej, na naszych oczach, wizji historii z udziałem Polaków, że gehenna Polaków w Rosji sowieckiej znajduje się poza nawiasem świadomości historycznej Polaków. Nie jest to prawda, pamięć jest pielęgnowana w zaciszu domowych, rodzinnych tragedii dziadków. Tych, którzy nie tylko zginęli, ale i tych, którzy brali udział w mordach na własnych pobratymcach.

Opublikowano Holokaust | Otagowano , , | Skomentuj

Encore un moment, monsieur le bourreau, un petit moment…

Po co prezydent Trump przyjechał do Polski?
Oczywiście po to, by kształtować politykę amerykańską. Czy także po to, by dopomóc Polsce w kształtowaniu własnego bezpieczeństwa wobec imperializmu rosyjskiego? Także po to, jeżeli będzie to zbieżne z potrzebami imperium amerykańskiego. Ale, czy jest? Na tą chwilę, jeszcze nie widać, jaką politykę wobec Europy prowadzić będą Stany Zjednoczone. Jej wypadkową będzie stosunek USA do Niemiec i Francji, ale głównie Niemiec. A Rosja? Jaką rolę w globalnej rozgrywce ma do odegrania Rosja? Jaką rolę chcą Stany Zjednoczone, by odegrała Rosja? Czy Polska, kraj mały, peryferyjny ma szansę odegrać jakąś rolę? Tak, tę „przypisaną” mu w tej rozgrywce przez państwa duże i poważne.
A tymczasem, w Polsce? Euforia, próba rozgrzania emocji, jacy jesteśmy ważni, chorągiewki na trasie przejazdu dostojnego gościa, relacje radiowo – telewizyjne. Strzela, strzela ….gol.
Wzrost roli Polski, jeśli, rzeczywiście, go obserwujemy nie podoba się nikomu. Silna Polska to zarzewie przyszłego konfliktu europejskiego, konfliktu o granice i pozycję Polski w regionie. Polska z możnym protektorem to śmiertelne niebezpieczeństwo dla Europy Środkowej, dla polityki Niemiec i Rosji względem tego regionu.
Dlaczego więc Donald Trump przyjechał podgrzać emocje? Komu chce dać sygnał i dlaczego zagrzewa Polskę do wojowniczości? Czy tylko piarowskie potrzeby związane z faktem, że jest atakowany i bardzo potrzebuje udanej wizyty w kraju europejskim, który w UE ustawia się w opozycji do dotychczasowej linii politycznej? Oczywiście, nikt nie lubi, gdy podczas odwiedzin, ludzie rzucają w niego pomidorami, jajkami, czy krzesłem. W Polsce czeka go przywitanie serdeczne, traktowanie z szacunkiem i życzliwością. Polacy nie zdobędą się na jakikolwiek gest dezaprobaty. Są letni, nie wywołają rewolucji, szczekają nie gryzą. Wypadki z września 1939 roku niczego ich nie nauczyły, a i dziś w sprawie zniesienia wiz (co się Polacy upierają na te wizy?!) niedotrzymanie słowa prezydenta Trumpa, zniesienia ich w przeciągu 2 tygodni, nie obudziły nikogo w zachwycie nad polityką obecnej administracji. Polityką, która ma być amerykańska, a nie polska. Chyba, nie uda się Polski umieścić na liście „miłości” aktualnego gospodarza Białego Domu. Polska, potem długo, długo nic i dopiero, gdzieś daleko Melanie Trump, dzieci i Ameryka.
Jeżeli, jak donoszą media, wizyta w Polsce jest posunięciem z kategorii PR, by zaspokoić ego prezydenta USA i aby poprzez wizytę w antyrosyjskiej Polsce zademonstrować, że wcale nie jest proputinowski, co mu imputują, i po trzecie, żeby utrzeć nos Angeli Merkel, to polskie zwycięstwo dyplomatyczne jest zaiste niewielkie. Świadczy raczej o instrumentalnym wykorzystaniu Polski już nie do działań geopolitycznych, strategicznych, co nadawałoby wizycie stosowną rangę i status ważnego sojusznika, ale powody nieistotne, śmieszne i nie budzące respektu i szacunku wśród państw poważnych. Będą słowa, słowa, które wynikną z aktualnych potrzeb retoryki politycznej, a Polacy się nimi zachłysną, będą odmieniać przez przypadki…słowa o oporze wobec komunizmu, ruchu Solidarność i tym podobne dyrdymały. Europa jest podzielona i dzieje się to za sprawą Polski. Inne kraje nie darują Polsce tego, gorzej konsekwencje swojego zachwytu nad obecną polityką amerykańską wobec Europy poniesie Polska. Ktoś musi zapłacić za spodziewaną woltę, której taktycznym wyrazem jest dziś flirt USA z Polską. Dzisiejsze biegunowanie Europy nie jest bezpieczne i projekty Międzymorza, Trójmorza i Wielkiej Polski skończą się, jak zwykle. Prężenie cudzych muskuł nie daje realnej siły, a dla partnerów z podwórka jest śmieszne i zachęca do zemsty, gdy „ochroniarz” zmieni obiekt uwielbienia. Dla Polski skończy się to osamotnieniem i co cieszy, powrotem do realnych granic państwowych. Polska znowu znajdzie się w „rodzinie narodów słowiańskich”, cokolwiek to oznacza…
Topór nad Polską już zawisł, pytanie, kiedy kat opuści ostrze na szyję „brzydkiej panny, bez posagu”?

Opublikowano judaizm | Otagowano , | Skomentuj

„Oko za oko…”

Na jednymi z portali pod znamiennym tytulem: „Czy ISIS uda się wskrzesić w Europie pogańską zasadę oko za oko?” napisano, że jeden z meczetów w Hadze, w Holandii, otrzymał list, w którym anonimowy nadawca ostrzega, że w przypadku kolejnego aktu terrorystycznego przeprowadzonego przez muzułmanów, w odwecie do niego, może dojść do ataku w meczecie lub muzułmańskiej szkole.
Interesujące jest odwołanie się w tym kontekście do odpowiedzialności na zasadzie „oko za oko”. Jak ją rozumieć, byśmy na ulicach nie spotykali jednookich?
Przeważa pogląd, że zasada ta nigdy nie była stosowana dosłownie, ale już od czasów Tory Ustnej (Tora Szebealpe) oznaczała ona wyłącznie konieczność poniesienia kary finansowej, a więc wypłacenia rekompensaty dla pokrzywdzonego przez sprawcę okaleczenia, niezależnie, kto był pokrzywdzonym, a kto wyrządzającym krzywdę. Chodziło o to, że oko każdego człowieka było warte tyle samo i za jego pozbawienie kara musiała być równa, niezależnie od statusu społecznego oskarżonego i oskarżającego. W rabinicznych dyskusjach przewija się wiele argumentów przeciw rozumieniu zasady „oko za oko” w sposób dosłowny. Zasada ta ustala ważną etyczną wartość: krzywda wyrządzona człowiekowi musi być zadośćuczyniona na zasadzie równości wobec prawa, albowiem niczyje oko nie jest mniej, ani więcej warte. A więc „oko za oko”, a nie „życie za oko”.
Pamiętajmy, że lex talonis obowiązywało w Kodeksie Hammurabiego, który nakazywał na przykład, aby – gdy w wyniku zawalenia się domu poniesie śmierć syn jego właściciela – zabity został syn architekta (budowniczego) domu. Natomiast w Torze zemsta jest wyraźnie, jednoznacznie zakazana: „Nie będziesz się mścił (…)” (Wajikra 19:18). Etyka równości jest podstawą Tory.
Zasada „oko za oko, ząb za ząb”, nigdy nie miała i nie ma do dziś, niczego wspólnego z okrucieństwem, ale wyłącznie z równością wobec prawa i jest niezasłużenie traktowana jako symbol „bezwzględnej zemsty”, jako kwintesencja barbarzyńskiego, bezwzględnego prawa odwetu. Bardzo niesłusznie. Jak to było?
W okresie poprzedzających sformułowanie w Torze zasady „oko za oko”, nie można mówić o sprawiedliwości. Sprawiedliwość nie istniała. Istniała jedynie siła: jeśli ktoś słaby i biedny wyrządził jakąś szkodę silnemu i bogatemu – musiał zginąć. Zostawał po prostu, na zasadzie zemsty i odwetu, zamordowany. Nie mogła ominąć go zemsta potężnego – silniejszego, bardziej wpływowego od niego. Natomiast, jeśli bogacz skrzywdził biedaka – biedak nie miał żadnych możliwości dochodzenia swoich praw i możny był całkowicie bezkarny. Taka barbarzyńska zasada obowiązywała jeszcze nawet w XVI Polsce: niczego innego, jak właśnie przestrzegania zasady „oko za oko” domagał się Andrzej Frycz Modrzewski w swojej księdze „O mężobójstwie”, w której, odwołując się właśnie do poczucia sprawiedliwości przejętego przez chrześcijaństwo z Tory jako wzorca moralnego – wzywał do zmiany prawa, według którego, szlachcic za zabicie chłopa miałby płacić tylko grzywnę, a chłop za zabicie pana – „dawałby gardło”. I to judaizm jest barbarzyński? Natomiast według zasad judaizmu, tysiące lat wcześniej, zamordowanie nie tylko żydowskiego sługi, ale i niewolnika nie-Żyda było karane śmiercią przez ścięcie mieczem (Sanhedryn 52b, Raszi), co jest wzorcem etycznym opartym na przekonaniu, że w oczach Boga życie niewolnika nie jest mniej istotne niż życie jego pana. Dalej nawet: za wybicie nieżydowskiemu niewolnikowi oka (lub zęba) jego żydowski właściciel musiał – wedle nakazu Tory – zwrócić mu wolność (Szemot 21:26).
Zasada „oko za oko” jest zasadą sprawiedliwości. Tora zastępowała regułą „oko za oko” niesprawiedliwe zasady wcześniejsze: z jednej strony – „życie za oko”, z drugiej – „bezkarność za oko”. „Oko za oko, ale nie oko i życie za oko” – czytamy w Ketubot 38a. Bez znaczenia miało być, według prawa Tory, czy to oko możnego, czy oko nędzarza: „oko za oko” oznaczało, że każde oko jest równie cenne, niezależnie jaki jest status społeczny sprawcy i niezależnie jaki status ofiary. Ponadto sformułowanie „oko za oko” jest metaforą zasady równości wobec prawa. Tak, tak!
Prawo to nie było nigdy traktowane dosłownie. „W całej historii żydowskiego narodu nie było sądu, który by nakazał oślepienie lub spowodowanie jakiejkolwiek fizycznej szkody jako odpłatę za uszkodzenie ciała”.
W tak znienawidzonym Talmudzie, w traktacie Bawa Kama 84a, znajdujemy logiczną argumentację, że zasada ta nie może być stosowana w praktyce w swoim dosłownym brzmieniu, bo przecież wyobraźmy sobie, że człowiek niewidomy wybija komuś oko. Jak można byłoby go ukarać?! Jeżeli miałoby traktować się zasadę „oko za oko” dosłownie, to – czytamy – „co, gdy niewidomy pozbawi kogoś oka? Lub gdy jednoręczny utnie rękę innemu człowiekowi? Lub gdy kulawy złamie komuś nogę? Jak można byłoby stosować tę zasadę wiedząc, że Tora nakazuje jedno prawo wobec wszystkich?” A każdy z tych wymienionych, tracąc swoje jedyne oko lub swoją jedyną dłoń – byłby ukarany zbyt surowo.
W praktyce chodziło o odszkodowanie dla pokrzywdzonego. W Szemot (21:24) czytamy w zgodzie z Torą Ustną: „(Odszkodowanie wartości) oka za (stratę) oka, (odszkodowanie wartości) zęba za (stratę) zęba, (odszkodowanie wartości) ręki za (stratę) ręki, (odszkodowanie wartości) nogi za (stratę) nogi”.
Kary za wszelkiego rodzaju krzywdy fizyczne były karami wyłącznie pieniężnymi w pięciu kategoriach prawnych. Wymierzane były za:
1. nezek – trwałe uszkodzenie ciała,
2. caar – ból,
3. szewet – straty pieniężne wynikające z niezdolności do pracy,
4. ripuj – koszt leczenia,
5. boszet – zawstydzenie.
Poza wypłaceniem odszkodowania, sprawca musiał publicznie prosić pokrzywdzonego o przebaczenie.
Celem prawa nie było powodowanie kalectwa. Rekompensata pieniężna dla okaleczonego obowiązywała zarówno bogacza, jak i biedaka, bo niczyje oko – według tej zasady – nie było mniej ani więcej warte. Judaizm propagował postęp w dziedzinie prawa, w porównaniu z katolickimi okrutnymi zasadami.
Jedynym wyjątkiem była kara za odebranie komuś życia. Tora zakazywała akceptacji pieniędzy jako rekompensaty za spowodowanie czyjejś śmierci: „Nie przyjmujcie wykupu za życie mordercy, który został skazany na śmierć, bo musi ponieść śmierć” (Bemidbar 35, 31). Za życie trzeba płacić życiem, bo pieniądze mogą pomóc żyć komuś pozbawionemu oka, ale nie ma takich pieniędzy, które mogłyby opłacić niesprawiedliwość i krzywdę wyrządzoną przez morderstwo. To, czym różni się sens dosłowny od metaforycznego, jest werset Szemot 21, 24, gdzie pada sformułowanie „oko za oko”. Padające tam sformułowanie stało się podstawą do oskarżania religii żydowskiej, żydowskiej „sprawiedliwości” i samych Żydów o okrucieństwo. Podstawą jest nieznajomość pszatu, ktory jest stopniem zrozumienia, a nie literalnym zrozumieniem. W wersecie Szemot 21, 24 napisane jest rzeczywiście „oko za oko”, ale pszatem tego wyrażenia nie jest nakaz wydłubania komuś oka w sytuacji, gdy ów ktoś pozbawił innego człowieka organu wzroku. Pszatem jest nakaz wypłacenia przez niego zadośćuczynienia, odszkodowania pieniężnego. Nigdy, w całej historii judaizmu, słowa te nie były brane dosłownie. Talmud na kilku stronach dowodzi, że werset ten nie ma być traktowany dosłownie. Oczywiście warto tu postawić pytanie, dlaczego w takim razie Tora mówi: „oko za oko”, a nie „pieniądze za oko”? Talmud, tak rygorystycznie ścisły i dociekliwy, to pytanie, tak naturalnie się nasuwające, również stawia. Logika nakazywałaby powiedzenie wprost „odszkodowanie za oko”. Tora, drodzy państwo, przedstawia etykę najwyższego rzędu pokazując, że nigdy nie da się zrekompensować pieniędzmi straty oka – lub innych organów, wymienionych w dalszej części wersetu. Każde odszkodowanie jest niewystarczające. W takim sformułowaniu zawiera się więc głęboka lekcja etyczna: uważaj, bo uszkodzisz komuś oko i wówczas nie da się naprawić tej krzywdy. Nie byłoby tej, tak ważnej, etycznej nauki, gdyby w wersecie napisano wprost i po prostu o odszkodowaniu. Według Bożej miary sprawca zasłużył na utratę oka, dlatego wypłacenie przez niego pieniędzy osobie poszkodowanej nie jest wystarczające, by uzyskał on odkupienie za dokonany grzech. Musi on błagać pokrzywdzonego o przebaczenie. Ludzki sąd nie może uczynić nic więcej, poza nakazaniem wypłaty odszkodowania. Owych podstaw rozumienia tekstu, trzeba się nauczyć, nie wystarczy zacytować dany fragment, konieczne jest zrozumienie Tory jako jedności jej aspektu pisanego i ustnego. Ma to swoją metodologię, swoje poziomy i tylko wtedy, kiedy jesteśmy w ramach owego pszatu odnajdziemy właściwe znaczenia. Głębsze zrozumienie nie zmienia sensu tego, co chcemy zrozumieć. Powinniśmy…

Opublikowano Antysemityzm, judaizm | Otagowano , , | Skomentuj

Czy ksiądz Jacek Międlar nie lubi Żydów?

Wszyscy wydają się być poruszeni, gdyż „za mówienie NIE Talmudowi… ” Jackowi Międlarowi grożą 2 lata więzienia! Co konkretnie powiedział przeciwko Talmudowi nie wiemy, ale krytycyzm, z całą pewnością, nie jest karalny. Karalne są za to antysemickie odniesienia. Na czym polega sprzeciw i „święte” oburzenie J. Międlara w związku z Talmudem? Niestety, na ignorancji.
Co mam konkretnie na myśli?
Prezentowana na lewo i prawo ignorancja wpisuje się w trwały antyżydowski stereotyp na temat wartości wywodzących się z judaizmu, a w zasadzie ich braku: oto barbarzyńskie, pustynne i prymitywne „chazarskie” przybłędy mają czelność pouczać nas katolików, a tam katolików, Nas – „prawdziwych Polaków i katolików”, to tych na prawicy, albo „postępowców”, światłych, rzecz jasna, tych z lewej strony. Schemat zachowania jest ten sam: basują przeciw Żydom, judaizmowi, gdy pojawia się, a to temat wpływu żydowskich idei, a to Tory na kształtowanie się cywilizacji zachodniej.
Po stronie „walczących katolików” jest to zaprzeczanie, że judaizm jest źródłem większości podstawowych idei chrześcijaństwa, to twierdzenie, że judaizm to jakieś „rytuały” i starodawne praktyki tych, którzy odrzucając Jezusa, postawili się na marginesie cywilizacji. Jedyna prawdziwa i twórcza jest cywilizacja chrześcijańska, a „nowy” testament ucywilizował „stary” testament i lud Lewantu. No przecież, „duch talmudyczny”, kamienowanie ludzi, zarzynanie zwierząt i mściwość. Ten typ rozumowania kształtował się przez wieki pod wpływem Kościoła i ksiądz Międlar jest tego rozumowania nieodrodnym synem. Ludzie postępowi, dla odmiany przywołują te same wątki „przesądów żydowskich”, a więc rzekome okrucieństwo i mściwość Boga, dla tezy odwrotnej, by uderzać w chrześcijaństwo, które żydowskością jest „skażone”.
Tym wszystkim ignorantom trzeba wytłumaczyć, że poza Torą Pisaną (Tora Szebichtaw) istnieje Tora Ustna (Tora Szebealpe), która ją interpretuje oraz uzupełnia. To ona decyduje, decydowała, o rzeczywistej praktyce stosowania nakazów i zakazów Tory Pisanej, których nigdy nie traktuje się dosłownie. A, i ważna uwaga, one dotyczą wyłącznie Żydów. Dlatego zapisy Tory o kamienowaniu miały uzmysławiać ciężar gatunkowy popełnianego przestępstwa, a nie wskazywać nieuchronną karę. Ignorują ignoranci (!) rzeczywiste znaczenie zasady „oko za oko, ząb za ząb” i nie wiedzą, dlaczego nie ma ona, absolutnie nic wspólnego, z okrucieństwem i mściwością. Nie było żadnego wyłupywania oczu. Gwoli przypomnienia, od 2000 lat żaden żydowski sąd – ani świecki, ani religijny – nie skazał nikogo na karę śmierci. Nikogo, poza jednym, jedynym wyjątkiem – Adolfem Eichmann. A chrześcijanie?
W szerszej perspektywie, ignoranci pokroju księdza J. Międlara, nie wiedzą, co ideom i etycznym wartościom judaizmu zawdzięcza kultura Zachodu i czym naprawdę był i jest judaizm.
Jest oczywiste, że nie ma takiego tworu jak „judeochrześcijanizm”, a judaizm i chrześcijaństwo stoją względem siebie w opozycji. Najlepiej ilustruje ją stosunek do zła. Wizję Boga w obu religiach najsilniej odróżnia postawa wobec zła: „Pan miłuje tych, co zła nienawidzą” (Księga Psalmów 97:10), powiemy starotestamentowo, stając na przeciwko nowotestamentowego: „A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu” (Mat. 5:39). Stawianie oporu to również sprawa tego, jak traktujemy zło, a jak dobro. I jak traktujemy dobrych i złych. Judaizm wymaga innego traktowania złych i dobrych. Dzieje się to w imię sprawiedliwości. Dla współczesnego człowieka, który akceptuje wartości chrześcijańskie, egzekwowanie sprawiedliwości jest zbędnym luksusem, ideałem jest szybkie przebaczanie i bezwzględna wyrozumiałość. Jednak traktowanie złych tak, jak dobrych, wywołuje następne zło i okrucieństwo. Starożytna maksyma hebrajska wyprowadzona z ducha znienawidzonego przez księdza Międlara Talmudu mówi: „Ci, którzy są dobrzy dla złych, staną się źli (okrutni) dla dobrych”. Jeżeli kogoś, kto krzywdzi niewinnych ludzi, traktuje się tak samo jak kogoś, kto nikogo nie krzywdzi, krzywdzi się niewinnych.
Katolicyzm propaguje dla „złych” ciągle powtarzanie, że „Bóg was kocha”, gdy tymczasem gwałciciele i mordercy powinni usłyszeć jedno zdanie: „you are the scum of the earth” (jesteście brudem ziemi). Zauważmy, że gdy sprawiedliwość, czyli zasady moralne, zostają podporządkowane miłości i bezwarunkowemu i szybkiemu przebaczaniu, komuś dzieje się krzywda. Bo może takie słowa należy skierować do tych, którzy wiedli uczciwe życie, w czasie którego nie tylko, że nie skrzywdzili nikogo, ale poświęcili je pracy dla dobra innych ludzi, a nie do ludzkich potworów. Judaizm propaguje ideał równowagi pomiędzy umiejętnością przebaczania i sprawiedliwością, chrześcijaństwo skupia się, wyłącznie, na miłosierdziu, miłosierdziu, które w katolickim rozumieniu przeistacza się w swoje własne przeciwieństwo.

Opublikowano judaizm, Żydzi | Otagowano , , , | Skomentuj

Civil disobedience

Polacy mają szczególny pociąg do korzystania z porównań z „górnej półki” dla zobrazowania nawet jakiejś nieistotnej sprawy. Im „cięższe” gatunkowo słowo tym bardziej kuriozalny efekt. A to faszyzm, a to PRL, a to ZOMO, czy milicja obywatelska. Choć to akurat porównanie z obecną policją jest na rzeczy, bo wszystkim wiadomo, że polska Policja bije zatrzymanych, ba nawet niektórych zabija. No, ale porównanie decyzji prezydent Warszawy o niestawieniu się przed komisją weryfikacyjną do sprzeciwu obywatelskiego na wzór Gandhiego to szczyt szczytów.
Bo, czymże jest obywatelskie nieposłuszeństwo? Dość powszechnie uznaje się je za celowe działanie łamiące konkretne przepisy prawne w imię przekonania, że owe przepisy rażąco naruszają wartości istotne dla stosującego nieposłuszeństwo obywatelskie i co nie mniej ważne, połączone ze świadomością możliwości i gotowości na poniesienie negatywnych konsekwencji prawnych.
Na tą specyficzną formę obywatelskiego nieposłuszeństwa składają się dwa elementy: łamanie prawa oraz oczekiwanie kary. Przywołany jako wzorzec zachowania pani prezydent Warszawy Mahatma Gandhi, w swoich metodach walki o niepodległość Indii ograniczał się do demonstracji, pochodów, odmowy posłuszeństwa władzom, np. w sprawie płacenia podatków, wykonywania zarządzeń, podejmowania pracy, głosowania w wyborach, czy bojkotu państwowych instytucji. Jednym z najsłynniejszch przejawów obywatelskiego nieposłuszeństwa był zorganizowany przez pomiędzy 12 marca a 6 kwietnia 1930 r. marsz solny. Był on wyrazem bezsilności Indyjskiego Kongresu Narodowego, a bezpośrednim bodźcem do jego zorganizowania była brytyjska odmowa przyznania Indiom statusu dominium. Jako pretekst swej kampanii Gandhi wybrał powszechnie znienawidzony podatek solny.
Pani prezydent winna pamiętać, że o powodzeniu lub niepowodzeniu obywatelskiego nieposłuszeństwa decyduje w największym stopniu postawa opinii publicznej. Przygotowani muszą zostać nie tylko bezpośredni uczestnicy, ale i tzw. trzecia „niezainteresowana” strona konfliktu. Opór musi zostać przeprowadzany otwarcie, by nawet osoby postronne wciągać w dialog. Jest to niezbędne z punktu widzenia ochrony protestujących przed izolacją i brakiem możliwości wyjścia z problemami na zewnątrz własnej grupy. Efektywność obywatelskiego nieposłuszeństwa polega na tym, że moralnie prowokuje nawet biernych obserwatorów. Poprzez pokazanie kontrastu pomiędzy tym, co jest uznane za niewłaściwe, obywatelskie nieposłuszeństwo jest wskazywane społeczeństwu jako moralnie właściwy sposób walki.
Wygląda, że ów sprzeciw to próba zakłamania rzeczywistości i faktu istnienia antysemityzmu państwa polskiego i Polaków, którzy pod pozorem „prawnych” działań kryją złodziejstwo żydowskich majątków. Szmalcownicy…
Nie wystarczy więc przypiąć żółty żonkil i mówić, że się nie kradło…

Opublikowano judaizm | Otagowano , , | Skomentuj

Ofiarni Polacy…

Polacy słusznie uważają się za ofiary II wojny światowej. Polacy w swojej polityce historycznej, zaprzeczającej faktom, że byli także sprawcami i są odpowiedzialni za Holocaust, podnoszą, że iluś Polaków dostało medale Yad Vashem i to ma zrównoważyć wszystkich tych, którzy wydawali Żydów. To jest nonsens, bo nie można odpowiedzialności moralnej relatywizować. Nie ma wytłumaczenia dla żadnego człowieka, który wydawał Żydów, jest to sytuacja nie do obrony na jakiejkolwiek płaszczyźnie. W Polsce w ramach propagowania „religii pomocy” i utrwalania obrazu Polaków jako ofiar, odbywa się szukanie na siłę kolejnych „sprawiedliwych”, co jest żałosne. Dziś tymi sprawiedliwymi są ich wnukowie lub nawet prawnukowie, którzy pamiętają tylko, że dziadek „miał coś z Żydami do czynienia”. Trudno dowiedzieć się, czy ich ratował, czy raczej wydawał. Nie wiadomo. Raczej i częściej, to drugie. Skoro można wyciągnąć jakąś „kasę” to idziemy w „sprawiedliwych”. Wiemy, że więcej było tych, którzy Żydów wydawali, niż tych, którzy ich chronili. Wielu zagładzie Żydów przyglądało się z aprobatą. Owa aprobata wynikała z polskiego antysemityzmu i nietolerancji polskich sąsiadów. W Polsce rozliczenie się z przeszłością nie nastąpiło, wszystko jest schowane „pod dywan”.

Opublikowano Antysemityzm, Holokaust | Otagowano , | Skomentuj

Polacy nie byliście sami!

Francja przywoływana jest, częstokroć, jako kraj, który „modelowo” współpracował z Niemcami w dziele zniszczenia żydostwa. Jednakże zginęli głównie Żydzi, którzy osiedlali się we Francji od lat 20 – tych XX wieku i pochodzili głównie z wschodniej Europy. Ci, którzy mieszkali we Francji od setek lat i byli zasymilowani zostali uratowani. Stopień zniszczenia, wymordowania Żydów we Francji był stosunkowo łagodny w skali Europy. Nie zmienia to oceny kolaboracji Francuzów, ale uściślenie jest konieczne. Bardziej wstrząsająca jest historia Węgier, Słowacji i Chorwacji, które wydały swoich Żydów niemal co do jednego. Słowacy i Węgrzy, „swoich Żydów” wysyłali pociągami do Oświęcimia i na Majdanek. Chorwaci, swoich Żydów, Cyganów i Serbów mordowali w Jasenovacu. Nie mniej dramatyczne były losy Żydów łotewskich, których poza Żydami z Rygi wymordowali sami Łotysze. Na Litwie oddziały tamtejszej policji nie tylko eskortowały, ale też rozstrzeliwały Żydów. Strasznie było na Ukrainie, gdzie po wejściu Niemców nasiliły się pogromy Żydów, a potem Ukraińcy albo pomagali Niemcom przy wywożeniu Żydów do obozów, głównie do Bełżca, albo sami ich mordowali. W ilościach „hurtowych”. Żydów zabijali też Rumuni, ale głównie w północnej części kraju. Żydzi z południowej części Rumunii ocaleli w całości. Okrucieństwo mordów na Żydach było nawet dla Niemców szokujące. Bułgarzy nie wydali swoich Żydów na zagładę, choć brali udział w deportacjach Żydów z Salonik, gdzie mieszkała największa wspólnota żydowska w Grecji, a także z Macedonii. Swoich nielicznych Żydów nie wydali również Finowie, a Duńczycy ocalili większość swoich, wysyłając ich do neutralnej Szwecji. Na początku XX w. zaogniły się kontakty między Europą, a żyjącymi tam Żydami, w dużej mierze był to efekt fali antysemityzmu. Uważa się, że praprzyczyną tego były procesy narodowotwórcze, powstawanie nowoczesnych narodów w znaczeniu politycznym. W przypadku polskości, jej poczucie, wiążące Polaków w naród, narodziło się dopiero podczas wojny z bolszewikami w 1920 r., a potwierdzone zostało w czasie II wojny światowej. Duch narodowy to produkt okresu międzywojennego i dlatego Niemcom tak łatwo było wprowadzić w życie „ostateczne rozwiązanie”, w tym sensie łatwo, że nie potrzebowali zaangażowania wielkich sił, setek tysięcy żołnierzy. Bardzo niewielu Żydów ocalało po stronie aryjskiej. Biorąc pod uwagę liczbę Żydów, którzy mieszkali w Polsce, sytuacja Polski nie wygląda najlepiej i Polacy nie mają być z czego dumni. Z getta łatwo był uciec, ale nie było dokąd. Za murami panował terror i strach. Oczywiście rola policji żydowskich była dość paskudna, ale to nieprawda, że Żydzi zostali wymordowani rękoma Żydów. Policja w getcie pilnowała porządku również dlatego, że jej funkcjonariusze nie otrzymywali pensji, policjanci utrzymywali się, głównie, z pewnego rodzaju przekupstwa i wykonywania różnego rodzaju rozkazów. Panowała swoista „hierarchia mordowania”, co oznacza, że jeśli ty nie zabijesz, to ciebie zabiją. Tworzył się specyficzny łańcuch strachu, który funkcjonował w getcie, każdy chciał się ratować za wszelką cenę. Pamietajmy, iż deportacje do Treblinki w 1942 r. były organizowane, przede wszystkim, przez Niemców oraz formacje sojusznicze Łotyszy i Ukraińców. To było bezwzględne polowanie na Żydów. Rozdzielanie na przydatnych i bezużytecznych. W polskim przekazie policja żydowska opisywana jest jako postrach mieszkańców gett, lecz jest to uwypuklane, by zdejmować ciężar winy z Polaków. To nie tak, że Żydzi mordowali się nawzajem. Policja żydowska, w dużej mierze, składała się z zasymilowanych Żydów, którzy uważali się za Polaków i w dużym stopniu uczestniczyli w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym przedwojennej Polski. Tworzyli ją prawnicy, a więc grupa zawodowa, która utraciła swoją pozycję społeczną. Na marginesie tylko wspomnijmy, że w policji było proporcjonalnie najwięcej katolików. A zatem: Żydzi kontra katolicy, Żydzi neofici kontra Żydzi związani z tradycją. Policjanci stawali przed dramatycznym wyboru: albo ja i moje dzieci zginiemy, albo … będziemy się zachowywali w pożądany przez okupanta sposób. Jeden z ocalałych z Holocaustu: „W naszym wypadku grozę budzi nie tyle wielomilionowa cyfra ofiar, ile potworny klimat zbrodni, atmosfera nabrzmiała krwiożerczym sadyzmem i bestialstwem, okrucieństwem wyrachowania i na zimno zaplanowania, w jakiej się ta zagłada dokonała. Jednym słowem poraża tu nie tyle kolosalna w swych rozmiarach katastrofa fizyczna, ile raczej katastrofa moralna, upadek ludzkości tak straszny i niski, jakiego nie znały jeszcze dzieje świata. Z tego wszystkiego opinia świata jeszcze sobie w pełni sprawy nie zdaje”.

Opublikowano judaizm | Skomentuj

„Polskie obozy śmierci” – termin z pogranicza głupoty, czy nic nie znaczące określenie geograficzne?

Polacy toczą wojnę! Na razie semantyczną, by nie używać określenia „polskie obozy śmierci”. Niestety przegrywają ją i w przekazie medialnym nadal pobrzmiewają słowa o „polskich obozach”. Wytoczono ciężkie działa! Wprowadzono prawny zakaz używania takiego sformułowania i zadbano o podbudowę „zagranicznych autorytetów naukowych”, by jak „gruba Berta” dali salwę. Nie wiadomo, po co to wszystko, bo naukowo termin ten jest nie do obrony. Polakom tego mało. Ich wygrana musi być totalna, nie uznają „półśrodków”, że mogą polec totalnie to już nie zauważają tego.
W sukurs Polakom przyszedł zakochany w Polsce, jak sam przyznaje, prof. John Merriman z Uniwersytetu Yale, który stwierdził: „Nie pamiętam już, który idiota to powiedział, ale to był przejaw głupoty autora tego stwierdzenia. Jeśli chce pan przykładu braków w wiedzy Amerykanów, szczególnie polityków, ten jest świetny. To było całkowite szaleństwo, oczywiste, że ktoś powinien na nie zareagować”.
Nie pora przytaczać nazwisk Polaków, którzy w latach tużpowojennych używali tego określenia, oznaczając w ten sposób położenie geograficzne obozów stworzonych przez Niemców, które w ich chorym zamyśle były obozami zagłady. W czym więc problem? Powiedzmy jeszcze raz głośno: nie, nie było „polskich obozów śmierci”.
Były za to polskie obozy koncentracyjne i to w porażającej liczbie ponad tysiąca – najstarszy ufundował Józef Piłsudski, ostatni zamknięto w 1956 roku, 12 lat po wojnie. Auschwitz pracował do roku 1949 a więc dłużej pod polską komendą niż pod niemiecką.
W polskich obozach koncentracyjnych oprócz standardowych zbrodni i gwałtów dokonano ludobójstw na mniejszościach etnicznych – Niemcach, Ślązakach i Ukraińcach. Tyle o historii.
Czy John Merriman pomoże Polsce? Sądzę, że nie, gdyż nawet w takim prostym przekazie nie ustrzegł się swojej politycznej afiliacji. Objawił rzecz następującą: „Amerykanie wiedzą bardzo niewiele o wszystkim, co znajduje się poza Ameryką. Nie sądzę, aby prezydent USA, którym niestety jest Donald Trump, potrafił znaleźć Polskę na mapie. To jest właśnie część problemu – Amerykanie zawsze interesowali się amerykańską historią i wiedzą niewiele o świecie. 70 proc. Amerykanów nie potrafi wskazać Francji na mapie świata. Dochodzi do zabawnych sytuacji, gdy umieszczają ją w Afryce, obok Zimbabwe. Wygląda na to, że obecny prezydent USA należy do tej samej kategorii. Dlatego nie wiem, dlaczego go u siebie przyjmujecie. Mam nadzieję, że ludzie będą protestować”. Nie sądzę, by problem sprowadzał się do znalezienia Polski na mapie, lecz do wiedzy i „trzymania języka za zębami”, gdy nie ma się niczego do powiedzenia. Okazuje się, że wykształcenie uniwersyteckie nie jest przepustką do mądrości, ba nawet profesura nie powinna zastępować myślenia i gadania „byle czego”.
Rzekomą niewiedzę Amerykanów łączy z obecnym prezydentem amerykańskim, zapominając, że słowa o polskich obozach śmierci „puścił” w świat 44. Prezydent Stanów Zjednoczonych, absolwent Columbia University, na kierunku politologia ze specjalizacją stosunki międzynarodowe i Harvard Law School.
John Merriman dodał, że „wykładam na Uniwersytecie Yale, więc są to bardzo dobrzy studenci”, jeśli tak się przykładają do nauki, jak ich starszy kolega, który jest laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, to miejcie wszyscy świeci Polskę w obronie, bo tacy bojownicy o jej dobre imię mogą być mało pomocni.
Może się okazać, ze szkodą dla zdrowia wszelkiej maści autoryterów, że więcej o świecie, a i o Polsce, wie absolwent ekonomii na Wharton School of Business niż profesor z Yale.

Opublikowano judaizm | Otagowano , , | Skomentuj