jekke.blox.pl

Szukaj blogu w innej lokalizacji!
Z uwagi na ogłoszenie zamknięcia dotychczasowego miejsca publikowania bloga zainteresowanych proszę o przeniesienie się na lokalizację:
jekke.blox.pl.
Po 13 grudnia 2017 wpisy będą się ukazywały wyłącznie tam.
Zapraszam!

Opublikowano judaizm | Skomentuj

„Dobra zmiana” 2.0

Mamy pewność, że sprawy ułożą się źle. Prowadzona w Polsce polityka zmierza ku upadkowi ekonomicznemu i społecznemu kraju. Czy to coś niedobrego? Z racji innych projektów można się cieszyć, że Polska jako państwo, w tym kształcie terytorialnym, nie utrzyma się. Najwyraźniej, także dla wielu Polaków nie będzie stanowiło różnicy trzymanie oszczędności w Sparkasse, czy w Sbierbank Rossii. Polacy nie szanują ani siebie, ani państwa polskiego.
Prowadzą swoje sprawy tak, by inni odnosili korzyść. Ani w polityce zagranicznej, ani gospodarczej bardziej dbają o „dobre samopoczucie” przeciwników politycznych, którzy działają, by Polsce uszczuplić, a nie przydać.
Ekipa „dobrej zmiany”, choć rządzi od 2 lat nie zrobiła niczego, by odblokować potencjał ekonomiczny Polaków, ba, czyni wiele, by zabetonować go jeszcze bardziej, restrykcjami, polityką fiskalną, utrudnieniami. Powiedzieć trzeba, że w Polsce nie wykształciło się społeczeństwo obywatelskie, świadome celów i troski o wspólne dobro. Nie jest nim, nawet zalążkiem, zbieranina osobników demonstrujących w obronie „konstytucji”, „wolnych sądów”, spacerująca ze świeczkami, czy wkładami do zniczy i świecąca w oczy tym, którzy wcześnie kładą się do łóżka. Ci „obrońcy demokracji” albo obrażają kobiety, albo po robocie, dajmy na to w teatrze, zamiast bisować i wyjść zza kulis, by odebrać oklaski i podziękować widowni, wychodzą z transparentami z napisami „konstytucja”. Hołota. Jednakże rządząca kamaryla dokonuje zmiany nie polityki, jak możnaby się spodziewać, lecz polityka. Trudno dociec, jaka ważna przyczyna polityczna wymusza zmianę i to przyczyna ważna z punktu widzenia państwa, dostrzegamy tylko i wyłącznie przetasowanie spowodowane niejasnymi rozgrywkami wewnątrzpartyjnymi. Polska klasa polityczna nie wykształciła czytelnych i przejrzystych mechanizmów awansów i degradacji, oczywiście, związanych z osiąganiem celów. Obecna ekipa będąca „grupą rekonstrukcji rządów sanacji” i to raczej z jej błędami i potknięciami, zwielokrotniając je, bo elity już nie tej kondiuty, gardzi obywatelami, choć po prawdzie, oni tylko z nazwy, zapomina, że dla wolnych obywateli Republiki zasadą jest nieufność wobec władzy, domaganie się wyjaśnień z podejmowanych decyzji, szczegółowe ich weryfikowanie, nierzadko kwestionowanie ich. Dzisiejsi rządzący mniemają, że są „podobni królom i namaszczeni świętymi olejami”, więc poddani mają mieć do nich nabożny, może nawet bałwochwalczy stosunek i pod żadnym pozorem nie mogą kwestionować podejmowanych decyzji, bo one dla ich dobra, znaczy poddanych.
W Polsce zaczyna być podobne to do demokratycznego absolutyzmu, oby choć ten demokratyzm pozostał…

Opublikowano judaizm | Skomentuj

Chanuka

Chanuka, zaczyna się w roku 2017, z zachodem słońca we wtorek, 12 grudnia, a kończy o zmroku w środę, 20 grudnia, trwa 8 dni.
Chanuka („Święto Świateł”) jest uważana powszechnie za święto upamiętniające cud, jaki wydarzył się w Świątyni Jerozolimskiej podczas powstania żydowskiego pod wodzą Hasmoneuszy, skierowanego przeciw Grekom, za czasów panowania Antiocha IV Epifanesa.
Jednak głębsze znaczenie tego święta dotyczy przełomowego momentu w historii świata zachodniego, w historii ludzkości. Jest to bowiem święto upamiętniające ocalenie judaizmu, a więc pierwszej i wówczas jedynej religii monoteistycznej, opartej na podstawach etycznych.
Przez osiem nocy, począwszy od 25 dnia miesiąca kislew, zapala się świece w menorze chanukowej (chanukiji), korzystając z szamasza, przed którego zapaleniem nie wygłasza się błogosławieństwa. Zawsze jako pierwszą zapala się kolejną nową świecę (aż do ośmiu w ósmy dzień) i zawsze jest to świeca znajdująca się z lewej strony (patrząc od przodu na menorę) świecy zapalonej poprzedniego dnia. Wynika z tego, że pierwszą zapalaną świecą (pierwszego dnia) jest ta najbardziej wysunięta na prawo i ona jest też ostatnią zapalaną w ostatni dzień świąt.
Świece zapala głowa domu (mężczyzna lub kobieta) i osoba ta wygłasza też błogosławieństwa. Ostatnio upowszechnia się zwyczaj zapalania specjalnych, miniaturowych menor przez dzieci. Chanuka jest wesołym, radosnym świętem. Świecznik powinien być ustawiany tak (np. na parapecie okna), aby był widziany przez przechodniów. Chodzi o „głoszenie światu” chanukowego cudu. Aby cel ten został właściwie spełniony, świateł chanukowego świecznika nie wolno wykorzystywać do innych celów: nie wolno przy nim czytać albo czegokolwiek nim oświetlać, ani odpalać od świec chanukowych innej świecy, czy papierosów lub cygar.
Co takiego się stało, że mamy Chanukę?
Tolerancyjni władcy greccy zezwalali podbitym ludom na kontynuowanie lokalnych kultów politeistycznych. Jednak judaizm wyznawany przez Żydów – jedynych etycznych monoteistów tamtych czasów – stanowił wyjątek. Władze greckie okupujące obszar starożytnego Izraela rozpoczęły bezwzględną i krwawą kampanię przeciwko religii, która twierdziła, że istnieje jeden, niewidzialny i niematerialny Bóg całej ludzkości. Już fakt, że Bóg jest niewidzialny, wywoływał przerażenie u Greków. Greckie wierzenia składały hołd widzialnej Naturze. Bóg Izraela, czyli znajdujący się poza Naturą twórca tej Natury, był niepojętą abstrakcją, która wzbudzała lęk i nienawiść. A stąd już krok do oskarżeń o czary, o rzucanie klątw i zadawanie uroków, trucicielstwo i potajemne rytuały.
Antyjudaistyczna propaganda Greków oskarżyła Żydów właśnie wtedy – po raz pierwszy w historii – o mord rytualny (to oskarżenie powróci później w Rzymie, następnie w średniowiecznej Europie i trwa sporadycznie do dziś). Jednocześnie w walce z judaizmem sięgnięto właśnie do morderstw: zabroniono rytuału obrzezania i żydowscy rodzice, którzy łamali ten zakaz, poddawani byli publicznym egzekucjom wraz z dziećmi. Śmiercią karane było również najpierw posiadanie Tory, a później wyznawanie w jakikolwiek sposób judaizmu. Świątynia Jerozolimska została zbezczeszczona. Na ołtarzu świątynnym, na rozkaz króla Antiocha, składano świnie, aby ołtarz ten sprofanować. Ostatecznie Beit Hamikdasz został przekształcony na rozkaz władz greckich w miejsce kultu Zeusa.
Wówczas wybuchło powstanie, które dało Hasmoneuszom, po wygnaniu okupantów greckich, władzę na okres 115 lat zarówno nad Judeą i Jerozolimą, jak i nad Świątynią.
Historyczne znaczenie powstania trudno przecenić. Była to przecież – zakończona sukcesem – rewolta nie tylko w obronie niepodległości i tradycji, ale przede wszystkim w obronie monoteizmu.
Szczególnie że kultura grecka stanowiła, pod wieloma aspektami, dokładne przeciwieństwo kultury żydowskiej. Gdyby postarać się ująć tę archetypową opozycję – trwającą przez tysiąclecia do dziś – w jednym zdaniu, ukazującym opozycyjne wartości tych kultur i światopoglądów, które z nich wyrosły, trzeba by było przywołać znane stwierdzenie: „Dla Greków piękno było świętością. Dla Żydów świętość była pięknem”.
Grecy mordowali kalekie i brzydkie dzieci (akceptował ten zwyczaj Platon, popierał Arystoteles), podczas gdy Żydzi głosili, że każdy człowiek, nawet najbardziej kaleki i brzydki, jest stworzony na podobieństwo Boga. Politeizm grecki kształtował bogów wedle wizerunku ludzi, podczas gdy judaizm starał się kształtować ludzi według wizerunku Boga.
Gdyby powstanie nie wybuchło i nie zwyciężyło – judaizm najprawdopodobniej przestałby istnieć, Żydzi poddani zostaliby hellenizacji tak, jak inne ludy, z powierzchni Ziemi zniknąłby jedyny ośrodek monoteizmu etycznego i można przypuszczać, że losy całego świata potoczyłyby się inaczej.
Zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż z ocalonego wówczas judaizmu narodziły się w ciągu następnych stuleci wielkie religie monoteistyczne (chrześcijaństwo i islam), kształtujące historię ludzkości, przede wszystkim chrześcijaństwo, w obszarze świata zachodniego przez ostatnie 2 tysiące lat.
Chanuka jest więc także świętem ocalenia samej idei monoteizmu i w tym sensie wykracza swoim znaczeniem poza świat wyłącznie żydowski.
Głęboki sens święta Chanuka zwiera jeszcze jedno przesłanie: że cud chanukowy może się zdarzyć, ale to od ludzi, od ich woli i poświęcenia zależy, czy powstaną warunki, aby mógł nastąpić. Cud z oliwą do świątynnej menory pojawił się przecież dopiero wtedy, gdy Świątynia została odebrana Grekom po krwawych walkach.
Obrona monoteizmu wymagała nie tylko modlitw, studiowania Tory, składania ofiar, ale przede wszystkim czynu – czynu militarnego, gdy składa się ofiarę z własnego życia.
Aleksander Wielki, grecki król, który sprawował władzę między innymi nad Egiptem, Syrią i Izraelem w czwartym wieku p.n.e, zezwalał podbitym ludom (w tym Żydom) na kultywowanie ich tradycji i religii.
Po jego śmierci w 320 roku p.n.e. imperium zostało podzielone i oddane pod kontrolę jego generałów. Władzę nad Syrią i Judeą przejęła dynastia Seleucydów. Ci, w odróżnieniu od Aleksandra, narzucili mieszkańcom tych ziem kulturę grecką i odpowiedzią na agresywną hellenizację było powstanie żydowskie skierowane przeciw Grekom, któremu przewodził kapłan Matiasz (Matatiachu) i jego pięciu synów. Po śmierci Matiasza dowództwo nad powstaniem przejął jeden z jego synów – Juda zwany Machabeuszem. Od jego imienia powstańcy nazywani byli Machabeuszami.
W 165 roku p.n.e. Żydzi wyparli Greków z Judei. Wolność religijna została przywrócona. Świątynia jerozolimska, którą król Antioch IV przemienił na miejsce kultu greckiego, została rytualnie oczyszczona i na nowo poświęcona.

Chanuka oznacza „poświęcenie”, jest też akronimem słów chanu kaf he – „odpoczywali dwudziestego piątego dnia”. Słowo chanu znaczy „odpoczywali”, natomiast litera kaf ma wartość liczbową 20, a he – 5. Chanuka zaczyna się 25 dnia miesiąca kislew.
Według Talmudu, po oczyszczeniu Świątyni kapłani stwierdzili, że zapas oleju do siedmioramiennego świecznika świątynnego wystarczy tylko na jeden dzień. Jednak, w cudowny sposób, olej ten palił się aż przez osiem dni, a więc wystarczająco długo, aby był czas na przygotowanie nowego zapasu. 
Historia zwycięstwa Żydów nad Seleucydami nie jest zapisana w Tanach (Biblii Hebrajskiej). Znajdujemy ją w Księdze Machabejskiej – jednej z ksiąg apokryficznych.
 Od czasów talmudycznych, Chanuka jest świętem obchodzonym przez osiem kolejnych dni, na pamiątkę ośmiu dni, na które wystarczył olej.
Menora chanukowa (chanukija) to kandelabr używany w Świątyni miał siedem ramion (6+1) reprezentujących – Zrozumienie, Siłę, Bojaźń Boga, Boską Obecność, Wiedzę, Radę, Mądrość, ale świecznik chanukowy (chanukija) ma ich dziewięć – na końcu każdego z nich znajduje się pojemnik na olej lub na świecę. Nie zawsze zresztą są to ramiona, ponieważ tradycyjną formą chanukiji jest również lampka z tzw. zapleckiem – naczyńka na olej lub tulejki na świeczki są tu umieszczone z przodu, na podłużnej listwie.
Ramion jest aż dziewięć, ponieważ osiem reprezentuje osiem dni święta, a dziewiąte spełnia ważną rolę pomocniczą i nazywa się szamasz (sługa). Jednak ponieważ jest to rola pomocnicza – światło szamaszu nie jest uważane za „oficjalne” światło menory.
Menory chanukowe wykonywane są najczęściej z mosiądzu, miedzi, srebra, bywają też ceramiczne. Niektóre przystosowane są do świec, inne do oleju. W domach starców i w szpitalach, gdzie istnieje większe niż zazwyczaj niebezpieczeństwo pożaru, używane są menory elektryczne.
Przez osiem nocy, począwszy od 25. dnia miesiąca kislew zapala się świece w menorze, korzystając z szamaszu, przed którego zapaleniem nie wygłasza się błogosławieństwa.
Zawsze jako pierwszą zapala się kolejną nową świecę (aż do ośmiu w ósmy dzień) i zawsze jest to świeca znajdująca się z lewej strony (patrząc na menorę) świecy zapalonej poprzedniego dnia. Wynika z tego, że pierwszą zapalaną świecą (pierwszego dnia) jest ta najbardziej po stronie prawej i ona jest też ostatnią zapalaną w ostatni dzień świąt.
Świece zapala głowa domu (mężczyzna lub kobieta) i osoba ta wygłasza też błogosławieństwa. Zapalamy je, przy wejściu do domu, jeżeli jest ono skierowane na przestrzeń publiczną. Jeżeli dom (mieszkanie) nie ma takiego wejścia, światła zapalamy na parapecie, który jest widoczny z ulicy.
Światła chanukowe zapala się albo o zachodzie słońca, albo wtedy, gdy na niebie pojawią się pierwsze gwiazdy. Oba te czasy zapalania świec lub lampek są halachicznie poprawne. Można je także zapalić później, ale wtedy, gdy członkowie rodziny jeszcze nie poszli spać i uczestniczą w zapalaniu. Światła chanukowe powinny zawsze palić się co najmniej pół godziny od pojawienia się gwiazd na niebie.
Ostatnio upowszechnia się też zwyczaj zapalania świateł specjalnych, miniaturowych menor przez dzieci.
Jakoże świętowanie nie może się obyć bez biesiadowania na chanukę przygotowuje się specjalne, dziś tradycyjne potrawy chanukowe:
Placki (latkes) ziemniaczane są z pewnością najbardziej tradycyjnym i ulubionym daniem na Chanukę, jakkolwiek w Izraelu równie popularne są pączki. To, co jest dla nich wspólne, to oczywiście olej. Zarówno placki ziemniaczane, jak i pączki smaży się na oleju, a przecież cud chanukowy dotyczył właśnie oleju, którego wystarczyło na osiem dni, mimo że jego ilość była wystarczająca zaledwie na jeden dzień.
W Izraelu najbardziej popularnym przysmakiem chanukowym są sufganijot (sufganija w liczbie pojedynczej). Są ro pączki nadziewane konfiturami, dżemem lub marmoladą i posypane cukrem pudrem. Jakkolwiek placki ziemniaczane są podawane w Izraelu w czasie Chanuki, to jednak popularność sufganijot jest coraz większa.
Znacznie mniej powszechną obecnie potrawą chanukowa jest pieczona gęś – której tłuszcz używany był w poprzednich stuleciach do sporządzania chanukowych przysmaków. W czasie święta Chanuki popularne są też potrawy z sera. Wynika to z faktu, że według legendy Judyta, z rodu Hasmoneuszy, częstowała serem generała Holofernesa – dowódcę armii asyryjskiej, który planował zniszczenie Izraela. Ser spowodował u Holofernesa takie pragnienie, że zaczął pochłaniać ogromne ilości wina. Gdy zapadł w pijacki sen – Judyta obcięła mu głowę, co – w dalszym rozwoju wydarzeń – spowodowało klęskę Asyryjczyków.
Przy biesiadowaniu nie wolno zapomnieć o zabawie. I tak:
Drejdel, w języku jidysz, a po hebrajsku: sewiwon, to czteroboczny bączek z pojedynczą literą hebrajską po każdej stronie. Gra w drejdel jest tradycyjną rozrywką w święto Chanuka w kręgu rodziny i znajomych. Przed powstaniem państwa Izrael w roku 1948 na wszystkich drejdlach znajdowały się litery nun, gimel, hej i szin, które są pierwszymi literami słów w zdaniu: „nes gadol haja szam” („wielki cud stał się tam”).
Dziś w Izraelu na drejdlu znajdują się litery nun, gimel, hej, pej, które są pierwszymi literami słów w zdaniu: „nes gadol haja po” („wielki cud stał się tu”).
Drejdel jest słowem języka jidysz pochodzącym od niemieckiego słowa „drehen” (wymawianego „drejen”), które oznacza „obracać”.
Zasady gry polegają na tym, że każdy z graczy przystępuje do gry z określoną liczbą monet (cukierków, czekoladek itd.). Wszyscy gracze dają do „banku” jedną monetę. Następnie kolejno kręci się bączkiem i zabiera się z banku lub wpłaca do niego swoje monety w zależności od tego, która litera ukaże się po zatrzymaniu bączka.
Istnieje kilka sposobów gry, ale najczęściej :
nun – oznacza, że każdy dokłada do „banku” ( w innej wersji: nikt nie wygrywa),
gimel – obracający bączkiem bierze wszystko,
hej – bierze się połowę,
szin lub pej – obracający dodaje do „banku” jedną monetę.
Dlaczego akurat drejdel jest tradycyjną grą chanukową? Co symbolizuje?

 Żadna inna gra nie jest związana z religijnym, żydowskim świętem, oprócz drejdla, w który gra się w czasie Chanuki. Dlaczego?
Istnieje kilka wyjaśnień. Oto trzy z nich:

• W okresie prześladowania religii żydowskiej przez Greków, gdy Żydzi zbierali się na Szabat albo na uroczystość obrzezania, grano w drejdel, aby upozorować przed okupantami, że to gra hazardowa jest powodem spotkania. Taka postawa nie mogła jednak poprawić sytuacji Żydów. Tylko bunt i walka z okupantami mogła odmienić ich los. Drejdel ma więc symboliczne znaczenie negatywne. Przypomina, że ukrywanie się i zwodzenie wroga, zamiast oporu, nie jest właściwą postawą.

• Chasydzki rabin Cwi Elimelech uważał coś zupełnie przeciwnego: drejdel to gra losowa; ani ludzka wola, ani umiejętności nie wpływają na jej wynik, zwraca więc ona symbolicznie uwagę na to, że w wydarzeniach, które upamiętnia Chanuka, zasadniczą rolę odgrywały decyzje Boga, a nie ludzi.

• Drejdel jest metaforą historycznej sytuacji Jisraela: cztery potężne królestwa, reprezentowane przez cztery strony drejdla, to Babilonia, Persja, Grecja i Rzym. Wszystkie one obracają się dookoła osi, którą stanowi los Izraela. Są widoczne i sprawiają wrażenie, że to one decydują o wyniku gry. Jednak naprawdę wszystko w tej grze zależy od obrotów dookoła tej niewidocznej osi bączka, czyli drejdla.
Do gry w drejdla dzieci używają najczęściej monet zrobionych z czekolady, zawiniętych w ozdobną folię aluminiową w kolorze złotym lub srebrnym (tzw. chanuka gelt).

Opublikowano judaizm | Skomentuj

Test charakteru…czy rzeczywiście prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie?

Judaizm nie odżegnuje się od żadnych pytań, które dotyczą człowieka i jego kondycji. Oczywiście, fakt, że odpowiedzi na zasadnicze pytania udzielane są z pozycji religijnych wzmacnia tylko przekaz. W przeciwieństwie do psychologii, która nie jest nauką, judaizm udziela odpowiedzi oczywistych i namacalnych dla każdego, niekoniecznie wyznawcy judaizmu.
Prawdziwy charakter człowieka może być oceniony przez trzy rzeczy: jego kubek (koso), czyli to, jak zachowuje się pod wpływem alkoholu, jego portfel (kiso), a więc to, jak postępuje w sprawach dotyczących swoich pieniędzy i poprzez jego gniew (ka’aso) (Traktat Eruwin 65b).
Dodaje się czasami, że jeszcze po tym, co robi dla przyjemności lub inaczej: z czego się śmieje, co go bawi. Był czas, gdy w Polsce podstawą oceny była trójca: „fura, skóra i komóra”.
W przytoczonym fragmencie Traktatu Eruwin ( Moed, drugi z sześciu porządków Miszny, Talmud) zawarta jest rada, w jaki sposób poznać charakter człowieka. Tam właśnie mówi się, że „Człowieka najprędzej i najlepiej poznaje się po jego koso, kiso i ka’aso’”, czyli po jego „kielichu, kiesie i kipiącym gniewie”. Rozumiemy to tak, że prawdziwy charakter człowieka ujawnia się szczególnie wyraźnie wówczas, gdy jest on pod wpływem działania alkoholu, gdy jest zmuszony wbrew swojej woli do wyjęcia portfela i gdy postawiony jest w sytuacji konfliktowej, na którą normalną reakcją jest gniew. Często mówi się, że „co, po trzeźwemu w sercu, to po pijanemu na języku”. Zapewne niektórzy doświadczyli tego, że alkohol znosi wszelkie bariery i odbiera takt, uniemożliwia samokontrolę oraz samokrytycyzm. Zdziera człowiekowi maskę. Ponadto konieczność wydania pieniędzy często ujawnia w człowieku jego charakter, bo poddaje go działaniu stresu i wpływa na jego nastrój. A gniew? Często odbiera, czasami silniej niż alkohol, samokontrolę. Stan ten pozwala zaobserwować, na ile – w emocjach – człowiek przestaje logicznie i racjonalnie myśleć. A na koniec daje też okazję do sprawdzenia, czy umie przyznać się do błędu i czy zna słowo „przepraszam”.
To, czy w kimś mamy przyjaciela bardzo łatwo jest zaobserwować u osób, z którymi jesteśmy związani uczuciowo lub biznesowo. Przypatrzmy się, jak osoba ta traktuje ludzi, wobec których odczuwa wyższość. kiedy występuje z pozycji uprzywilejowanej, traktując innych jako junior-partnerów i z których zdaniem nie musi się liczyć, a ich obowiązuje zawodowa uprzejmość. Szczególnie objawia się to w traktowaniu kelnerek, obsługi hotelowej, parkingowych.
Jest to znakomity test charakteru i wielce pożyteczny dla tych, którzy chcieliby związać się z taką osobą, czy to więzami przyjaźni, czy uczuciowo. Istnieje realne zagrożenie, że gdy pojawią się jakieś problemy w naszym związku, będziemy najpierw traktowani właśnie tak, a wkrótce później – jeszcze gorzej. Jak to już swobodne uznanie „naszego” dręczyciela.
Wystrzegajmy się fałszywych przyjaciół i kochanków.

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

Czy rasizm jest złem?

Większość zapytanych ludzi odpowie, że tak, jest złem.
Przy takiej dobitnej odpowiedzi ciśnie się pytanie: Dlaczego rasizm to coś złego? I dodatkowe, czy głoszenie poglądów rasistowskich, a szerzej rasizmu jest złem? Człowiek jako istota złożona, składa się z dwóch, całkiem różnych, „składników”, a mianowicie takich, których nie wybierał i takich, które wynikają z jego wyboru.
Każdy z nas stanowi zbiór takich cech, na które nie ma wpływu, takich jak rasa, pochodzenie etniczne, narodowość, miejsce urodzenia, wiek, cechy fizyczne, nikt tych rzeczy nie wybiera oraz z takich cech, na które ma wpływ i o których może decydować, a są to postawy, wartości, które akceptuje, czyny, których dokonuje, sposób odnoszenia się do innych ludzi.
Wydaje się, że nie jest sprawiedliwe osądzanie kogokolwiek na podstawie tego, na co nie ma wpływu. Natomiast całkowicie odmiennie wygląda ocenianie ludzi na podstawie tego, co jest rezultatem ich wyboru. Człowiek dysponuje wolną wolą, ma rozum i dlatego to, jak wybiera oraz co wybiera, może podlegać i podlega ocenie innych ludzi.
Jednakże rasizm to zespół poglądów głoszących istnienie różnic i nierówności pomiędzy ludźmi. Przynależność do rasy jest niezależna od woli człowieka. Rasy nie można ani wybrać, ani zmienić. Jedną z zasad rasizmu jest ocenianie ludzi na podstawie ich cech naturalnych, biologicznych.
Pamiętać musimy, że w powszechnie uznawanym porządku prawnym istnieje prawo każdego człowieka do posiadania własnych poglądów oraz do swobodnego ich wyrażania, zastrzegając tylko, że korzystanie z tego prawa wiąże się z odpowiedzialnością, co oznacza, że może ono podlegać ograniczeniom, które są niezbędne dla poszanowania praw i dobrego imienia innych, ochrony bezpieczeństwa państwowego, porządku publicznego albo zdrowia i moralności publicznej.
W tym rozumieniu „rasizm” jako jeden z poglądów ideologicznych, bez znaczenia praktycznego, czy słuszny, czy nie, może być głoszony przez wszelkiej maści „rasistów”. Korzysta on z wolności słowa. Zakłada ona bowiem także możliwość głoszenia poglądów niesłusznych, czy też takich, które nie podobają się nam. Nie istnieje coś takiego, jak „rasa ludzka”, albowiem ludzie to gatunek, w którego obrębie funkcjonują rozmaite rasy, które różnią się od siebie pod wieloma względami i oczywiste jest, że nikt nie może zabronić publicznego podkreślania tego.

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

„Zdradzieckie mordy”?!

Julia Pitera, Barbara Kudrycka, Danuta Huebner, Danuta Jazłowiecka, Róża Thun i Michał Boni – oto lista europosłów PO, których nazwiska warto zapamiętać. To oni głosowali za rezolucją Parlamentu Europejskiego w sprawie praworządności w Polsce, brzmią media „szczeropolskie”. Pozostali członkowie PO wstrzymali się od głosu, przeciw rezolucji głosowali europosłowie Prawa i Sprawiedliwości.
Na wysokości zadania stanęło, na wskroś polskie, Polskie Stronnictwo Ludowe, które na swoim twitter’ze, a jakże, poinformowało, że „polskie sprawy musimy rozwiązywać w Polsce”. Pozostali to „Targowica”.
Co się stało?
Przyjęta została przez Parlament Europejski rezolucja, która wzywa polski rząd do przestrzegania zasad praworządności i praw podstawowych, zapisanych w Traktacie o UE. Europosłowie zainicjowali też procedurę zmierzającą do uruchomienia wobec Polski art. 7 traktatu. Oznacza, że Polskę mogą objąć sankcje, w tym zawieszenie jej prawa głosu. Za rezolucją głosowało 438 eurodeputowanych (ok. 66 %). Chyba nie wszyscy to działacze Platformy Obywatelskiej?!
Parlament Europejski przegłosował także poprawkę do rezolucji, wzywająca polskie władze do potępienia faszystowsko ksenofobicznego marszu 11.11 w Warszawie.
Wprawdzie polska konstytucja gwarantuje wolność głoszenia poglądów, ale najwyraźniej, polscy europarlamentarzyści nie wytłumaczyli autorom poprawki, że ewentualne potępienie przez rząd legalnej manifestacji nie byłoby zgodne z polskim prawem, ba, najprawdopodobniej stanowiłoby jego naruszenie. Ale, kto by się tym przejmował. Nie przejmują się tym, ci którzy głosowali za takim tekstem rezolucji, gdyż są niedoukami. Czy szubrawcami, to się okaże w dalszym rozwoju zdarzeń.
Rząd polski oburzył się rezolucją i zareagował zarzutem „braku uprawnień” Parlamentu do ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski. Podniósł pogwałcenie suwerenności Polski. Nie wydaje się ten zarzut trafny, ale pokazuje, że Polacy, elity Polski zupełnie nie rozumieją, czym jest Unia Europejska i czym się stała po traktacie lizbońskim, który, o ile pamięć nie płata figla, został przez Polskę ratyfikowany.
Wyjaśniając sprawę, przypomnijmy wszystkim obrońcom polskiej konstytucji, tym z prawa i lewa, że zawiera ona postanowienie artykułu 91 ustęp 3, stanowiącym o wiążącym charakterze uchwały organizacji międzynarodowej, będącej częścią krajowego porządku prawnego, która, uwaga, uwaga, jest bezpośrednio stosowana. Oznacza to, że z niej wynikają bezpośrednio dla osób fizycznych i prawnych uprawnienia oraz obowiązki, na które można skutecznie powoływać się przed krajowymi organami ochrony prawnej.
Parlament Europejski posiada pełne prawo do wyjaśniania sytuacji prawnej w państwach członkowskich, w razie podjęcia wątpliwości, co do braku respektowania w tych państwach reguł państwa prawnego. Nie działa on pochopnie, ani gołosłownie, albowiem opiera swoje stanowisko na kompetentnych opiniach instytucji międzynarodowych, np. Komisji Weneckiej, bezpośrednich analizach własnych dokonanych w krajach podejrzanych o łamanie prawa, a co najważniejsze – na wysłuchaniu krajowych instytucji nadzoru praworządności i demokracji, takich jak np. rzecznik praw obywatelskich, polskie autorytety akademickie i sądownicze, organizacje pozarządowe.
Ustalenia te są podstawą do debaty w PE zakończonej wnioskami podjętymi przez głosowanie w demokratycznej procedurze. Rezolucję uchwalono większością 66 % głosów. Gwoli przypomnienia, mandat rządu „dobrej zmiany” opiera się na „większości” 37% głosów, uznaje on ją za wystarczającą, w sensie demokratycznym, do przeprowadzania reform ustrojowych.
Czy zatem, ci którzy głosowali za rezolucją „zdradzili” Polskę?
Trudno zgodzić się z tym, gdyż nie tylko, że nie reprezentują oni w Parlamencie Europejskim Polski, ale cała ta Unia Europejska to nie jest „zagranica”, więc nie donoszą za granicą na swój kraj. Jest to forum przedstawicielskie państw członkowskich, które jest powołana do reprezentowania interesów europejskiej „Wspólnoty”, opartej na traktatach, które, w swej treści, zawierają obowiązek respektowania ich postanowień przez kraje członkowskie, w tym praworządności i trójpodziału władzy. Ci europosłowie z Polski, głosujący za rezolucją nie głosowali przeciwko Polsce tylko za przywróceniem zagrożonego porządku prawnego w jednym z krajów unijnych. Oczywiście, Polacy przekonani o swojej wyjątkowości uważają, że inni dybią na niepodległość i suwerenność ich kraju, a „wstawanie z kolan” nie podoba się europejskim elitom, dążącym do stłamszenia wolnego głosu Polaków, którzy wszędzie walczą, jak w przeszłości, za „wolność waszą i naszą”.
Powiedzmy sobie dodatkowo, że to przecież ten rząd polski nie respektuje decyzji UE i Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie puszczy białowieskiej. Czyni to wbrew obowiązkowi wynikającemu, wprost, z ratyfikowanych przez Polskę traktatów. Jeśli nie jest to dobitnym dowodem na wypowiedzenie przez rząd polski lojalności władzom Wspólnoty to, jak to nazwać?
Nie ma więc żadnego powodu do oburzania się na polskich europarlamentarzystów, którzy poparli rezolucję dyscyplinującą Polskę i reprezentujący ją rząd do lojalności wobec przyjętych zasad Unii Europejskiej.
Mówienie, że nie wykazali oni lojalności wobec Polski jest demagogiczne, wykazali lojalność strukturze, do której Polska dobrowolnie przystąpiła i przyjęła reguły gry, znane od dawna. Inna rzecz, czy nie wystarczające byłoby wzięcie udziału w samym głosowaniu i np. wstrzymanie się od głosu, bo skutkiem rezolucji jest możliwość sankcji wobec własnego kraju, a sprzeciw wobec tego, to abecadło świadomego obywatela, chyba, że ten „obywatel” należy do koterii opłacanych przez wrogów jego kraju.
Polsce, czy to pod rządami „dobrej zmiany”, czy „stronnictwa zaprzaństwa”, jak się różnicuje obie partie, z trudem przychodzi spełnianie reguł państwa prawnego, choćby tylko w aspekcie respektowania praw Wspólnoty, do których przestrzegania jest zobowiązana traktatami członkowskimi UE. Pacta sunt servanda…
Obywatele bardziej spostrzegawczy, którzy widzą, jak działa państwo, którym kieruje określony rząd, a nie krasnoludki, choć w Polsce to nigdy nie wiadomo, mają prawo domagać się przestrzegania prawa i postulować, aby państwo działało w granicach prawa, sprzężenie zwrotne pozwoli na egzekwowanie tego samego od obywateli. Inaczej obywatele mogą być „nieposłuszni”, gdy państwo żąda przestrzegania prawa tylko od nich, a samo go nie respektuje.
Upór rządu „dobrej zmiany” trwania na swoich pozycjach, mimo że wszystkie uprawnione organizacje i instytucje oceniają te rządowe zachowania jako naruszające przyjęte zobowiązania, to typowy polski upór, „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”.
Przypomnieć trzeba zapomnianą prawdę – państwo ma służyć obywatelom, a nie obywatele państwu. Trudno to wbić w puste głowy, chociaż w takie powinno wchodzić najwięcej, ale ustrój narodowo – socjalistyczny, który jest w Polsce, chce poprzez etatyzm i biurokrację ubezwłasnowolnić wolnych ludzi.
Co z tym zrobić?

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

Hipokryzja księżniczek…

Powinno być, jak w tańcu, gdzie mężczyzna wprawdzie prowadzi, ale kobieta podąża za nim. Może zgodzić się na krok lub nie. Feministki „walczące” nie poradzą sobie, tak nienawidzą mężczyzn, że deptać bedą jemu po nogach. Jeśli mężczyzna prowadzi to znaczy, że kobieta mu na to pozwala, bo mu ufa, ufa też sobie. W parze, mężczyzna i kobieta, uczą się wzajemnego szacunku, mężczyzna odpowiedniego traktowania kobiety, a kobieta szacunku do siebie i swego ciała. Znając siebie, mężczyzna nie zrobi wobec kobiety niczego głupiego, kobieta szanując się, nie zajdzie w niepotrzebną ciążę. Nie zmarnują sobie życia niczym niestosownym, przedwczesnym, czymś, co wyprzedza naturalną i radosną kolej rzeczy.
Jednakże, już młode kobiety, dziewczęta uczone są kultu księżniczki, trochę rozkapryszonej księżniczki, coraz chudszej, której jedynym życiowym celem, wręcz zadaniem, by nie powiedzieć przeznaczeniem, jest wyjście za mąż za bogatego księcia. Zanim to nastąpi, najpierw musi się zbuntować przed rodzicami, którzy, jakby inaczej, przedstawiani są jako bardzo surowi przedstawiciele skostniałego systemu, reprezentują konserwatywne wartości. To one są antagonistami kobiet, zakładającymi im kajdany niewoli, a te z kolei w imię swych fantazji chcą uwolnić się z jarzma tak istotnych wartości, jak rodzina i tradycja. Znudzone normalnym życiem dokonują rewolucji, bunt bohaterek zawsze kończy się tym samym – małżeństwem z bogaczem. Owe buntowniczki „nie chcą żyć w klatce i odmawiają stworzenia rodziny, wyjścia za mąż, tylko po to, żeby wyjść za mąż” – jak w bajce.
Kobiety, odrzucają wydanie się za mąż, by swoją wartość, mimo wszystko, zdefiniować poprzez mężczyznę.
Co zostaje ze zbuntowanej księżniczki? Koszulka „hello kitty”.

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

„Niewinne” ofiary II wojny światowej. „Dobra zmiana” w polityce historycznej

Polska ma wielki plan…. Plan stworzenia nowojorskiej filii Muzeum Ulmów, która miałaby być zmodyfikowaną wersją placówki w Markowej pod Rzeszowem. Polski IPN, ustami swego wiceprezesa, zadeklarował: „…Teraz, tych co oskarżają Polaków o udział w Holokauście, będzie można zaprosić do Muzeum w Nowym Jorku. II wojna światowa jest obecna w dyskursie historycznym, ale jest bardzo zniekształcana, zwłaszcza w przypadku dziejów Polski. Dzięki temu Muzeum będzie można pokazać właściwą proporcję rzeczy. Byliśmy przecież narodem ofiar II wojny światowej, jedną z największych w tym konflikcie”.
Pokazać „właściwą proporcję rzeczy”….
Jest to zapowiedź uświatowienia obrazu Polaków jako niewinnych ofiar wojny światowej, mitu religii pomocy. Prawda przyznajemy, że w Polsce przedwojennej były postawy antysemickie, ale, spokojnie, był to antysemityzm niegroźny, ekonomiczny i nikt Żydów nie zamierzał mordować, może zmusić do wyjazdu, a to na Madagaskar, w życzliwych groźbach do Ziemi Izraela. Uff… Stało się coś w wyniku II wojny światowej, że polityka eksterminacyjna Niemiec hitlerowskich znalazła żyzną pożywkę w polskich umysłach i sercach. Polacy stali się nazistami. I nie żadne męty, ale szerokie i opiniotwórcze kręgi polskiego społeczeństwa. Elita narodu, nie, cofam, cały naród. Na szczęście, nie ma jedności, choć Polacy wszędzie jej szukają, uważając, że na tym polega demokracja i wolność. Powiedzmy szczerze, po raz kolejny na tych łamach, że postawa rodziny Ulmów nie była powszechna, i choć Polacy „…ratowali swoich bliźnich wyznania mojżeszowego” to bardzo nieliczni mogli się zdobyć na tak heroiczną postawę, by postawić na szali życie swoje i swojej rodziny. Ich dobroć kłuła w oczy polskich sąsiadów, gdyż Ulmowie zginęli w wyniku donosu polskich sąsiadów. Zapewne z zazdrości, że ci „zażywają żydowskiego bogactwa” i na ukrywaniu Żydów „zbijają fortunę”.
W filii na Manhattan’ie, już w zgodzie z oficjalną polityką historyczną państwa polskiego, tą „dobrą zmianą” w historii, większy nacisk ma być położony na postawę Polskiego Państwa Podziemnego, na Żegotę czy osób zaangażowanych w powstrzymywanie Holokaustu. No, tu już „Sprawiedliwi” urosną do rozmiarów prawdziwej armii.
W większości przypadków za tragedią Żydów stała denuncjacja, doniesienie na ukrywających. Ulmowie są wyjątkowym przypadkiem, gdyż zabito, nie tylko ukrywanych Żydów, ale i całą polską rodzinę, która przechowywała żydowskich uciekinierów, co może świadczyć o bardzo blisko ulokowanym denuncjatorze, dla ukrycia którego tożsamości zadecydowano o zabiciu całej rodziny, w tym dzieci. Rodzina, która wydała Ulmów bała się zemsty po latach, od dzieci, które mogłyby przeżyć wojnę? Bo przecież Żydzi nie donieśli na siebie, ani Ulmowie nie informowali władz o swoich „gościach”. Zrobił to ktoś im bliski, sąsiad, czy współparafianin, który zainteresował się dziwną lokalną aktywnością Ulmów.
Zjawisko denuncjacji było w latach okupacji powszechne, a sprzyjały mu, polski antysemityzm, osłabienie norm moralnych oraz propaganda nazistowska. Okupacyjne donosicielstwo obecne było w wielu dziedzinach życia codzienne­go, gospodarczego, w konspiracji. Najboleśniej dotykało Żydów. Przyczyny tego stanu były różnorodne. Zachowane dokumenty świadczą o niechęci wobec Żydów i obojętności na ich cierpienia, a także o kolaboracji obywateli polskich z okupan­tem i uczestnictwie w prześladowaniach ludności żydowskiej.
To jest „właściwa proporcja rzeczy”!

Opublikowano Antysemityzm, Holokaust, Żydzi | Otagowano , , | Skomentuj

Czy warto sprzątać w domu?

Wydawałoby się, że to oczywista oczywistość i nie ma o czym mówić. Ale w świecie, gdzie „sobota to niedziela” warto tę „oczywistą oczywistość” podbudować religijnie. Nie ma to, jak przyjemność przebywania w czystym pomieszczeniu, z przyjemnością uzasadnioną duchowo. Dniem, który szczególnie uzasadnia bycie z bliskimi i przyjaciółmi jest szabat. To czas odpoczynku i zatrzymania się. Dzień ten jest specjalnym czasem i jako taki składa się z wielu elementów. Jednym z nich jest specjalny posiłek, posprzątany dom, odświętnie ubrani domownicy, a więc wszystko to, co pozwoli nam odróżnić dzień szabatu od zwykłych dni.
Każdego szabasowego wieczoru odwiedzają nas dwa anioły. Jeden z nich to anioł Dobra, drugi, a jakże, to anioł Zła. Oba odwiedzają żydowskie domy. Po wejściu, jeśli zobaczą, że jest on nie posprzątany, a stół nie zastawiony, „ręce zaciera” Anioł Zła, mówiąc radośnie, by ten szabat był wzorem dla kolejnych:”Niech wszystkie wasze Szabaty będą takie, jak ten”. Anioł Dobrego jest „w kropce” i musi powiedzieć:
„Amen, niech tak będzie”. Jeżeli jednak anioły zobaczą dom przygotowany na szabat, to wtedy Anioł Dobrego, radosny, mówi: „Niech wszystkie wasze Szabaty będą takie, jak ten”. Teraz Anioł Złego „w kropce” musi powiedzieć: „Amen, niech tak będzie”.
Warto dbać o porządek, a jakże…

Opublikowano judaizm | Skomentuj

Reprywatyzacja w polskim wydaniu…

Nadal trwa państwowe przywłaszczanie żydowskiego mienia pozostawionego w Polsce, mienia pomordowanych w Holokauście. Polacy to nie tylko mordercy Żydów, którzy zarazili się nazizmem i uczestniczyli w ludobójstwie, ale i spadkobiercy szmalcowników, których prawo zostało tak ukształtowane, że umożliwia zabór mienia.
W normalnie funkcjonującym państwie prywatyzacja to proces przywrócenia dóbr majątkowych byłym właścicielom, którzy zostali ich pozbawieni w wyniku nacjonalizacji. Termin ten jest jednak nieścisły, a to dlatego, że proces przewłaszczenia dóbr z domeny państwowej czy publicznej do prywatnej nazywamy przecież prywatyzacją. Reprywatyzacja jest więc wąskim wycinkiem znacznie szerszego zjawiska, ściśle związanego z prawami majątkowymi do nieruchomości – gruntów czy budynków. Reprywatyzacja ma miejsce w krajach, w których po II wojnie światowej budowano porządek ustrojowy zakładający nacjonalizację różnorakiego majątku, oparty o doktrynę komunistyczną i dominację sowiecką. Państwo polskie podjęło ogromny wysiłek, by mimo szumnie zapowiadanych rozwiązań przywracających własność dawnym właścicielom, nic nie zmieniło się. Przyjęto tzw. małą ustawę reprywatyzacyjną, ale nazywanie tego prawem, ustawą to jawne nadużycie. Po prawdzie to zwykła nowelizacja ustawy o gospodarce nieruchomościami i kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. I tyle i aż tyle. W Polsce wciąż obowiązują, pytanie dlaczego, dekret Bieruta i dekret o reformie rolnej i to one są podstawą działań reprywatyzacyjnych. Tak naprawdę większość spraw opiera się na orzecznictwie, bazującym na modelu restytucyjnym. Mimo 27 lat niepodległości (sic!) nadal utrzymywany jest komunistyczny system prawny i jedyną szansą do ewentualnego odzyskania zagrabionych nieruchomosci jest kwestionowanie podstawy tego, czy dany majątek podpadał pod reformę rolną – w Wielkopolsce podlegały jej majątki powyżej stu hektarów, w Polsce centralnej – powyżej pięćdziesięciu hektarów. Reprywatyzacja opiera się na szukaniu błędów w sztuce nacjonalizacji dokonywanej przez komunistów. Takie, a nie inne ułożenie spraw majątkowych pozwoliło na zblatowanie różnych środowisk, by drogą układów i praktyk korupcyjnych faktycznie uregulować sprawę tzw. reprywatyzacji.
Meandry tej gry poprzez wypracowane mechanizmy zaczęły służyć grupie patologizującej proces reprywatyzacji. Instytucje samorządowe, państwowe i korporacyjne państwa polskiego wykorzystały stworzone przez siebie mechanizmy do przejmowanie nieruchomości od Skarbu Państwa czy samorządu. Praprzyczyną tego stanu rzeczy jest zaniechanie ze strony państwa przyjęcia kompleksowej ustawy reprywatyzacyjnej.
W latach 90. XX wieku podejmowano próby tworzenia ustaw reprywatyzacyjnych. Najbardziej zaawansowana ustawa reprywatyzacyjna wyszła z gabinetu Jerzego Buzka i została zawetowana przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Działacze lewicy, Marek Belka i Ryszard Kalisz wprost przyznawali, że go do tego namówili. Reprywatyzacja, wprost, pokazuje realne grupy interesów, które działają w państwie. Widzimy przez nie, ile ma to wspólnego z podziałami, które dostrzegamy, choćby w momencie wyborów i jak to się rozkłada w polskiej rzeczywistości.
W przypadku źródeł współczesnej reprywatyzacji chodzi, oczywiście, o dekret o reformie rolnej z 1944 roku, dekret Bieruta z 1945 roku i prawo stanowiące o nacjonalizacji przemysłu ze stycznia 1946 roku. Wziąć trzeba także pod uwagę nacjonalizację, dokonaną przez Rosjan w 1939 roku i przez Niemców, w czasie okupacji. Wspomnieć trzeba, że nacjonalizacja w latach 1944-1946 roku dotyczyła przedwojennego polskiego przemysłu, w dużej mierze zniszczonego, albo już znacjonalizowanego lub w inny sposób poddanego kontroli okupantów. Sposób tzw. reprywatyzacji jest fundamentem założycielskim III Rzeczpospolitej i pokazuje skalę rozpadu państwa. Modele prywatyzacji i reprywatyzacji, które realizowane są w Polsce, służą elitom powstałym w wyniku transformacji czasów PRL, zamieszani są w nią także ludzie, którzy wywodzą się z przedwojennych elit. Widzimy dziś, że afera reprywatyzacyjna zostanie wykorzystana do bieżących rozgrywek politycznych, choćby do zmiany na stanowisku prezydenta Warszawy, i nie zaowocuje pozytywnymi zmianami w przestrzeni publicznej. Brak jest w społeczeństwie polskim refleksji nad przeszłością i mrocznymi ideami oraz ich realizacją w stosunku do Żydów. Stawiane w przestrzeni publicznej pytania nie uzyskują odpowiedzi, Polacy tworzą mit Polaków jako niewinnych ofiar wojny i mit religii pomocy, oba „dogmaty”, choć wzmacniane ustawowo, by zablokować wolność nauki i usta świadków polskiego barbarzyństwa, pozostają w jawnej sprzeczności z tym, co wiadomo o polskim antysemityźmie i jego pokłosiu. Jasne, że czym innym są odszkodowania za straty wojenne, a czym innym reprywatyzacja.
W Polsce nie udało się ani w ujęciu filozoficznym, ani praktycznym wypracować, jakim państwem ma być Polska, jakie wartości mają być dla obywateli cenne.
Polacy są silni wobec słabych i słabi wobec silnych, dziadostwo instytucji, niemoc, jaka tu panuje służy okradaniu tych, którzy zginęli i sami bronić się nie mogą, a ich „zniknięcie” jest udziałem narodu szmalcowników, łowców Żydów i elit zakażonych nazizmem.
Co więc będzie z mieniem żydowskim?

Opublikowano Holokaust, Żydzi | Otagowano , , | Skomentuj