Wróg Polski

Jakiś czas temu ukazał się w „Die Welt” tekst przygotowany przez Jana Tomasza Gross’a dla Project Syndicate pod tytułem „Die Osteuropäer haben kein Schamgefühl”, który wywołał nawoływania do ukarania niepokornego naukowca, który odważył się napisać kilka słów o narodzie polskim. Najpierw trzeba, jak nawołują „prawdziwi polacy”, odebrać przyznane mu w 1996 roku odznaczenie państwowe, rozpocząć dochodzenie prokuratorskie, złożyć pozew zbiorowy, a na końcu zakazać mu wjazdu do Polski, a może odebrać obywatelstwo, co już miało miejsce w 1969 roku.
Trudno w tym miejscu odnieść się do liczb podawanych przez naukowca, ale wydaje się faktem, że nierozliczenie się przez Polaków ze stosunku do Żydów tak podczas wojny światowej, jak i po niej powoduje istnienie nienawiści do obcych. Co dziwne, a co podkreślają komentatorzy jego słów tych problemów nie widać w Austrii i Niemczech, gdzie przecież narodził się narodowy socjalizm. Te nacje „przepracowały” swoją przeszłość, zaś zbrodnicza przeszłość Polaków pozostaje ukrywana pod hasłem „ochrony dobrego imienia” Polski. Każdy, kto odważy się zakwestionować bohaterstwo, ofiary oraz wszechobecną (sic!) podczas okupacji niemieckiej miłość do Żydów staje się z marszu wrogiem narodu polskiego. Ciągłe przypominanie o drzewkach w Yad Vashem nie zamaże prawdziwego oblicza stosunku do Żydów, którego Polacy wypierają się. Uchodźcy są tu tematem zastępczym dla ksenofobii, antysemityzmu i rasizmu, któremu hołduje znaczna liczba etnicznych Polaków. Polacy powinni zgłosić akces przyjęcia 100 czy 200 tysięcy uchodźców już teraz i skierować ich do stojących pusto ośrodków wypoczynkowych, kolonijnych i innych. Rząd winien zawrzeć z właścicielem takiego ośrodka umowę o pobyt, kształcenie, opiekę lekarską i ochronę, na co pieniądze gwarantuje UE, a po 6 miesiącach przeanalizować przydatność poszczególnego uchodźcy, biorąc pod uwagę postępy w nauce języka, wykształcenie, stan rodzinny i inne, dla gospodarki kraju. Ci, którzy przyjechali z powodów ekonomicznych i ci, którzy nie wykazali postępu w nauce języka, albo mają nieprzydatne kwalifikacje i inne przeszkody do pobytu wróciliby do swoich krajów. Jasna polityka azylowa zagwarantowałaby umiar w wyjazdach i zrównoważony dopływ siły roboczej.
No, ale dogmat o homogeniczności Polski jest ważniejszy, jak się okazuje.
Dlaczego tak się dzieje?
W Polsce obecna jest od ponad 100 lat sytuacja, że wrogiem śmiertelnym Polski i Polaków jest Żyd, nastąpiła judaizacja wroga narodowego.
Antysemityzm nie urodził się nad Wisłą, choć pierwotne uprzedzenia przyszły do Polski wraz z chrześcijaństwem. Jednak Żydzi prześladowani na zachodzie Europy wybrali właśnie Polskę na schronienie. Scenariusze pogromów przyszły potem ze Wschodu, przećwiczone w carskiej Rosji. Towarzyszyły im teorie o żydowskim spisku, zawarte w spreparowanych przez Ochranę „Protokołach mędrców Syjonu”. Rasistowskich teorii o wyższości rasy aryjskiej dostarczyli pruscy i austro-węgierscy ideologowie. To wkład Zachodu.
To wszystko zmieszało się w Polsce, by stworzyć polski antysemityzm. Antysemityzm, o który Polacy gotowi są spierać się do upadłego, ale którego przyczyn nikt nie rozumie.
Dla pierwszych polskich ideologów nacjonalizmu asymilujący się Żyd wtopiony w narodową wspólnotę stanowi śmiertelne zagrożenie: „Milszy nam ciemny ortodoks żyd, aniżeli cywilizowane zero, bo pierwszy wierzy w coś, jest czymś, a drugi nie daje żadnej gwarancji. Dla geszeftu sprzeda, przeszachruje wszystko, gdyż jest zwolennikiem bezwzględnego, podłego utylitaryzmu” – pisał pod koniec 
XIX wieku Jan Jeleński, wydawca „Roli”, pierwszego na polskich ziemiach periodyku otwarcie 
antysemickiego.
Okrzepnięcie rasistowskiego antysemityzmu nadejdzie wraz z Narodową Demokracją.
„Polskość zaczęła być definiowana w kategoriach negatywnych – w tym jako przeciwieństwo »żydowskości« i bez tego przeciwieństwa nie mogła się już obejść. Gdyby ówczesnym Polakom zabrać Żydów, wielu z nich przestałoby wiedzieć, kim naprawdę są. Patriotyzm coraz powszechniej wyrażał się nie tyle w dumie narodowej, ile we wrogości do innych, a praca organiczna, dawniej ukierunkowana na rozwiązywanie problemów społecznych, przez endeków została przekierowana na zwalczanie innych 
narodowości”.
Roman Dmowski dowodził, iż Żydzi zagrażają Polakom już nie ze względu na spiski, a całym swoim istnieniem. Uporczywie twierdził, że za nieszczęścia Polski odpowiedzialność ponoszą Niemcy i Żydzi. Z czasem w koncepcji Dmowskiego Żydzi wyparli Niemców. Każdy naród miał zresztą swoich Dmowskich i takie koncepcje. Zmieniała się tylko osoba „obcego”.
Owa nienawiść, stopniowo narastająca, obudowywana kolejnymi wątkami, splatająca się co rusz ze starymi kliszami ludowego antysemityzmu, prowadziła do tragedii – Jedwabnego, polskiej obojętności na Zagładę, pogromu kieleckiego. Na gruncie tej nienawiści polscy komuniści szukali społecznej legitymizacji, co skończyło się Marcem 1968.

Ta nienawiść jest nadal obecna we współczesnej Polsce. A to, że Żydów nie ma nad Wisłą nie ma większego znaczenia. „Antysemityzm jest zamkniętym konstruktem, żywi się sam sobą”.
Od tamtych czasów minęła cała epoka, a książki Jana Tomasza Grossa przewartościowały myślenie o stosunkach polsko – żydowskich, przy okazji radykalizując dyskurs i wyostrzając ostrość tez.
Docenić trzeba wielką rolę Jana Pawła II w odcinaniu wielowiekowej antysemickiej narośli, choć trzeba zaznaczyć, że jego przesłanie przyjmowane było nieraz opacznie.
Żydzi nie są już winni ukrzyżowania Chrystusa, ale ciągle pozostają zagrożeniem dla naszej substancji narodowej. Ślady takiego myślenia odnajdujemy w wypowiedziach prominentnych hierarchów, tekstach powstających na KUL oraz publikowanych w prasie katolickiej. Ów ukryty antysemityzm, posługujący się aluzją i niedopowiedzeniem, nadal pozostaje grzechem polskiego Kościoła.
Czy są powody do optymistycznych wniosków?
Czy współczesna endecja, stawiająca w centrum kwestię narodowych interesów, jest w stanie skutecznie porzucić antysemityzm?
Można mówić o szczególnej więzi polskości i antysemityzmu, albowiem wielu Polaków czuło się członkiem wspólnoty tylko o tyle, o ile odmawiali takiego prawa innym.
„Jestem Polakiem, bo nie jestem Żydem” – brzmiało ich hasło. Mimo, iż bardziej racjonalne było odniesienie do odrębności Rosjan i Niemców, to właśnie mniejszość żydowska stała się „wrogiem” dla dużej części polskiego społeczeństwa. W narodowym sacrum zaczęła pełnić funkcję diabła. Fascynacja nim objawiała się obsesyjnie w momentach zagrożenia kulturowej integralności – jako wrogość lub jako filosemityzm. Jej stereotyp oderwał się od rzeczywistości i społecznej praktyki, służył wyładowaniu frustracji, cementowaniu sztucznej jedności, projekcji własnej niemocy i grzechów. Dlatego dla podsycenia antysemityzmu nie jest potrzebne fizyczne istnienie wyznawców judaizmu. Utrzymuje się on pomimo zagłady tej grupy. Antysemityzm miał pełnić w świadomości narodowej funkcję identyfikacji negatywnej. Świadomość narodowa powstała w dużej mierze na zasadzie przeciwstawienia się obcości, „mianowała” Żydów wrogiem naczelnym polskości, wrogiem większym od Rosjan i Niemców. Żydzi są polskim kozłem ofiarnym, ich pierwszoplanowa pozycja w świadomości narodowej, większa od pozycji Rosji i Niemiec dowodzi, że w obrazie Żydów mieszczą się wszelkie polskie urazy, krzywdy, zagrożenia.
Antysemityzm polski odrzucając Żydów, obarcza ich polskimi nieszczęściami, ale Żydzi realni, konkretni nie są antysemitom potrzebni. Żydzi są dla antysemityzmu bytem abstrakcyjnym, szczególnie nierealność Żydów objawia się obecnie, w kraju gdzie w naturze Żydzi nie występują. Właśnie w takiej sytuacji świetnie widać istotę polskiego antysemityzmu, który na Żyda-kozła ofiarnego przenosi całe zło świata. I właśnie w kraju bez Żydów antysemityzm kwitnie w najlepsze, skoro Żydów nie ma, to Żydem może być każdy. I jest.
Często formułowana wątpliwość, czy antysemityzm polski potrzebuje fizycznego istnienia Żydów ma swoją odpowiedź.
Do istnienia antysemityzmu potrzebni są Polacy. Zło polityczne (korupcja, alienacja elit rządzących), zło gospodarcze (bezrobocie, bieda) czy wreszcie zło duchowe, ci, którzy dokonują zniszczenia polskich wartości zbiorowych interpretuje się w najprostszy sposób, jako efekt wrogiej działalności Żydów. Teraz w Polsce już tylko Żydów „mianowanych”.
Wróg dybie zewsząd, z zewnątrz, z zagranicy, ale, co szczególną grozę wywołuje i wewnątrz polskiego społeczeństwa. Jest to logika obłędu, ale jednak logika. Żyd jest doskonałą realizacją etnocentrycznego Obcego, działa jako potężna siła zewnętrzna, jako rząd światowy, jako światowe media, opanowane całkowicie przez Żydów, wreszcie-sławny żydowski kapitał międzynarodowy. Nie koniec na tym, Żydzi działają wewnątrz polskiego narodu, prowadzą tajną, dywersyjną robotę, będą to Żydzi, a raczej osoby pochodzenia żydowskiego, od 10 pokoleń zasymilowani, będą także Żydzi „mianowani”. Istnieją w Polsce żydowskie gazety i żydowskie ugrupowania polityczne, żydowscy intelektualiści.
Oskarżanie Żydów o sprowadzenie do Polski komunizmu ma głęboki sens etnocentryczny. Skoro to Żydzi – Obcy są temu winni, to niewinni są Polacy. Problem współpracy w komunistami ogółu polskiego społeczeństwa zostaje odrzucony, Polacy byli czyści i niewinni.
Czasem tłumaczy się powstanie antysemityzmu w Polsce jako naturalną reakcję na obecność olbrzymiej, trzymilionowej masy Żydów zamieszkujących na polskim terytorium. Liczba jest zupełnie bez znaczenia, dzisiejsze fizyczne nieistnienie Żydów też jest bez znaczenia. Żydzi jako konkretna zbiorowość byli biernymi uczestnikami mechanizmu przenoszenia winy za zagrożenie i kryzys.
Zbiorowość – kozioł ofiarny musi się rzeczywiście czymś odróżniać od reszty ludności, kulturowo, czy pozycją ekonomiczną, jednak istotny dla wytworzenia się potrzeby prześladowań jest kryzys. Opinie na temat przyczyn kryzysu Rosji i wrzenia rewolucyjnego w 2 poł. XIX w. były podzielone, jedni uważali, że wszystkiemu winni są Polacy, zaś car Mikołaj II twierdził, że 9/10 ogółu rewolucjonistów i socjalistów rosyjskich to Żydzi.
Prusy, których wyższe klasy snobowały się na towarzystwo Żydów (modne salony asymilatorek) przeniosły gniew i upokorzenie po klęsce zadanej im przez Napoleona w 1807 r. właśnie na Żydów. I to właśnie wyższe klasy rozpoczęły bojkot Żydów, wtedy tylko towarzyski. Ironią dziejów określić można to, że upokorzenie Francji przez Prusy w 1870 dla części Francuzów stało się powodem dla rozpętania sprawy Dreyfusa, Żyda i niemieckiego agenta. Żydzi – wrogowie Prus łatwo stali się wrogami Francji.
Właściwie antysemityzm jest oznaką normalności Polaków, nie ma zbiorowości, która, poddana praktykom dyskryminacyjnym nie odreagowałaby autorytarnością zbiorowego myślenia.
Nowoczesny antysemityzm polski narodził się w wieku XIX. Wielki narodowy dramat, brutalne represje, obsesja narodowa została skanalizowana w obrazie wroga naczelnego – Żyda. Dokonała się szczególna judaizacja zła narodowego.
Co paradoksalne antysemityzm więcej mówił o „kwestii” polskiej, niemieckiej czy ukraińskiej, niż o żydowskiej. Żydzi byli tu okolicznością raczej przypadkową i zewnętrzną. Antagonizm do jakiegoś obcego musiałby się tu wytworzyć nawet gdyby Żydów w ogóle nie było. Miejsce Żydów w innych wypadkach z podobnym skutkiem zajmowali Ormianie i Persowie, katolicy i protestanci, Chińczycy, metysi i tak w nieskończoność. W Rosji carskiej podobna rola była przydzielona Polakom. Inna rzecz, że w każdym z tych wypadków wybór obcego – wroga nie był sprawą czystego przypadku. Grupa, która była przedmiotem antagonizmu, zajmowała określoną pozycję społeczną, wykonywała określone funkcje, co stwarzało korzystne warunki dla antagonistycznego ustosunkowania się do niej i dawało wygodną podstawę do racjonalizacji nienawiści.
Magia w postawach ludzi okresu kryzysu stale prowadzi do personifikowania i konkretyzacji Zła. Wytwarza się wtedy taka sytuacja, która odrzuca bezosobowy charakter wielkich procesów społecznych. Muszą być jacyś konkretni sprawcy nieszczęścia. Ktoś musi być za nie odpowiedzialny. Wyrasta mit wroga – winowajcy naszej niedoli i odpowiedzialnego za nią. Niekiedy wrogiem takim są określone jednostki – politycy, myśliciele i tym podobni, częściej stają się nim zespoły ludzkie, którym z tych czy innych względów przypisujemy złe wobec nas zamiary. Z punktu widzenia grupy są to zespoły nonkonformistyczne, od nas różne, budzące w nas podejrzenia. Czy jest to obiektywnie uzasadnione, nie jest istotne. Działa tu aparat magicznego myślenia, który – choć stale posługuje się racjonalizacjami – jest w swej treści alogiczny. Jeżeli zespół taki w zachowaniu się swym zaczyna odbiegać od tradycyjnego wzoru, jeżeli przez to zaczyna zagrażać dawnemu porządkowi, łatwo w nim zaczyna być personifikowane Zło – źródło naszej niedoli. Całe dzieje ludzkości pełne są takich mityzacji wroga – obcego.
Jest rzeczą wysoce prawdopodobną, że gdyby w Polsce czy w Niemczech nie było ani jednego Żyda, wytworzyłby się w latach międzywojennych antagonizm do jakiejś innej grupy ludzkiej. Mit wroga, odpowiedzialnego za naszą niedolę stale powstaje w czasie wielkich katastrof historycznych i bynajmniej nie zawsze jest personifikacją Żyda. I to nie tylko tam, gdzie Żydów nie ma. W Ameryce mityzacja wroga nie miała charakteru antysemickiego, choć istnieje tam wielomilionowa ludność żydowska. Były to mity cudzoziemca w ogóle, zuchwałego Murzyna, komunisty, intelektualisty. Zawsze jednak podłoże wszelkich masowych mityzacji wroga jest jednakowe. Jest nim jakaś katastrofa, załamywanie się ustalonego porządku społecznego, rozpadanie się przyjętych systemów wartości, rosnące poczucie osamotnienia, niepewności, zagrożenia. Jednostka czuje się osamotniona i przez to niepewna, pozbawiona poczucia kierunku i sensu istnienia. Przy upadku gospodarczym jednostka nie znajduje zastosowania dla swoich umiejętności i sił. Ulega deklasacji, stacza się w dół, czy też jest wyrzucona na margines życia.
Kryzys polski nie miał charakteru socjalnego, czy gospodarczego, był kryzysem narodowym. Utworzenie koncepcji narodu etnicznie jednolitego niosło ze sobą odrzucenie dwunarodowości. Szczególna obsesja obrony narodowej kultury przyniosła odrzucenie asymilacji i popularność rasizmu kulturowego. Zacofanie gospodarcze kraju i klęska pozytywnej „pracy organicznej” przyniosła hasła antysemityzmu gospodarczego.
Wreszcie tworzenie się narodowej świadomości wobec silnej presji zewnętrznych wrogów przyniosło „mianowanie” Żydów wrogami naczelnymi Polaków, przyniosło obraz Żyda utożsamiający wszelkie winy narodowe. Żydzi stali się elementem narodowej świadomości. Polacy stali się Polakami, przeciwstawiając się Żydom.
„Dzięki Żydom” staliście się Polakami.
Przez swą pozycję w narodowej świadomości antysemityzm będzie rozkwitał nie tylko w sytuacji kryzysu, zagrożenia, obcej dominacji. Zawsze wraz z wyzwalaniem się spod okupacji, obcej dominacji, wraz z chwilą walki z obcymi, narastać będzie i etnocentryzm, a co za tym idzie i antysemityzm. Jak dowodzą badania nad antysemityzmem polskim poziom antysemityzmu w pokoleniu dojrzewającym w czasie II wojny jest wyższy niż w pokoleniu starszym, ludzi urodzonych przed I wojną światową. Bardziej antysemiccy są uczestnicy narodowych zmagań w czasie wojny, bardziej od uczestników czy świadków fali antysemityzmu z lat 30-tych. Stan strachu, potrzeba odreagowania narodowej frustracji są ważniejsze od wszelkich propagandowych nagonek.
Moment wyzwolenia, niepodległościowego upojenia wobec szczególnej roli Żydów w polskiej tożsamości narodowej będzie się wiązał z antysemityzmem. Niezależnie od tego, kim jest wróg realny, przeciwko któremu skierowana jest narodowa energia antysemityzm będzie nieodłącznym elementem niepodległości. Tylko forma, w jakiej antysemityzm będzie się objawiał, będzie różnoraka.
Dlatego dla pełnego tryumfu idei narodowej potrzebne były masakry żydowskie u progu niepodległości w latach 1918-20, tak jak potrzebne były pogromy i rozniecenie oszalałego antysemityzmu w latach 30-tych wobec oczywistego zaostrzenia sytuacji zewnętrznej i konieczności narodowej mobilizacji. Nie były przypadkiem pogromy żydowskie w Warszawie i prawdopodobnie w innych polskich miastach w roku 1940, w sytuacji szczególnego natężenia mobilizacji wewnętrznej.
Czy można nazwać przypadkiem, że czas aktywności narodowej, niepodległościowej Polaków wiąże się z wybuchem antysemityzmu, czy wręcz z pogromami?
Należy wymienić tu Powstanie Warszawskie, czy też lata bezpośrednio po zakończeniu II wojny, kiedy szereg pogromów w różnych miastach polskich (nawet w Krakowie) wraz z działaniami podziemia niepodległościowego doprowadziły, pewnie zgodnie z odczuciami społecznymi, do pierwszej powojennej wielkiej fali emigracji Żydów z Polski. Jak inaczej pojąć popularność narodowo-komunistycznego programu generała Moczara, jak pojąć przemilczany fakt poparcia go przez środowiska akowskie, co począć z niezwykłą, spontaniczną gorliwością „odżydzania” Polski w 1968 r., kiedy z triumfem obwieszczano, że Łódź stała się miastem czysto polskim. Okresy antykomunistycznego wrzenia narodowego w latach 1956 i 1980-81 związane są ściśle z natężeniem antysemityzmu, przemilczana dla świętego spokoju jest ofensywa „prawdziwych Polaków” na wrześniowym zjeździe „Solidarności” w 1981 r. Przemilczenie to wobec „nagłego” obecnego ujawnienia się antysemickich tendencji w „Solidarności” jest kolejną odsłoną polskiego antysemityzmu. Nie jest przypadkiem, że odzyskanie wolności w 1989 r. wyzwoliło niezwykle silną akcję społecznego tropienia ukrytych Żydów u władzy. Narodowe misterium trwa, Żydzi wciąż muszą być karani. Wciąż i bez końca.
Polacy chlubią się tym, że jako naród przetrwali piekło zaborów i okupacji. Ale czy wyszli z nich aniołami?
Etnocentryzm Polaków uległ konserwacji w czasach PRL. Pomogła temu ambiwalentna postawa większości społeczeństwa wobec ustroju, zarazem stawiającej opór i uczestniczącej w rzeczywistości PRL. Ambiwalencja ta oznaczała uczestnictwo w katolickim obrzędzie, który już od ponad 100 lat oznacza uczestnictwo w oporze przeciw obcym i poczucie obcości systemu komunistycznego, ale też internalizację języka reżimu.
Lata 1956, 1968 i 80-te to komunistyczny antysemityzm. Silny antygermanizm i antyukrainizm to też w dużej części spadek po PRL-u. Może najistotniejszym konserwantem polskiego etnocentryzmu była niepodważalna w PRL teza o jednolitości etnicznej Polski, fałszowanie statystyk nt. mniejszości narodowych (rzekomy 1% mniejszości wobec 99% Polaków), wypędzenia po II wojnie światowej, poparte przez ogół społeczeństwa polskiego, potwierdziły XIX-wieczne przekonanie o Polakach, jako jedynych gospodarzach terytorium narodowego.
Paradoksalnie, podsycaniu etnocentryzmu może służyć transformacja gospodarcza po 1989 r. Przed rokiem 1989 Polska była krajem, pod każdym względem prowincjonalnym, egalitaryzm i bierność były powszechnymi postawami. Kontakt z obcymi wartościami cywilizacyjnymi sprowadzał się najczęściej do kupowania amerykańskich produktów w Pewexie. Rok 1989 był dla wielu Polaków nie wybawieniem, lecz zesłaniem do piekła wolności.
Etnocentryzm naraz stał się obciążeniem, nie narodowa walka, lecz aktywność i przedsiębiorczość cechą korzystną, patriotyczny dogmat społecznej jedności prysł wobec wymogów konkurencji. Transformacja była dla Polski przede wszystkim transformacją kulturową, dla wielu gwałtowne odejście od paradygmatu narodowego było wstrząsem. Problem kulturowego szoku nie ogranicza się tylko, jak sugerują niektórzy, do sfer „ludzi prostych”. Szczególnie silnie artykułowały swoje zaskoczenie środowiska intelektualistów i był to szok utraty prestiżu, szok intelektualny, który wobec rozpadu prostego układu: władza – społeczeństwo dla wielu zakończył się obywatelską impotencją. Literaci i filmowcy przywykli do kreacji sztuki etnocentrycznej, opartej wyłącznie na polskim doświadczeniu przerazili się piekła wolności.
Cała polska kultura wysoka, z etosem ukształtowanym w XIX wieku, sprowadzała się do narodowej mobilizacji, do nawoływania do walki z wrogiem. Literatura i film ograniczają swą tematykę do kreowania obrazów walecznych i opiewania herosów. Takie były filmy Wajdy, czy to będzie „Kanał” z lat 50-tych, czy „Pierścionek z orłem w koronie” z lat 90-tych, śląskie filmy Kutza, niewinne „kino moralnego niepokoju”, w którym obraz polskiego społeczeństwa lat 70-tych ograniczał się do opisu degeneracji obcego systemu. Po latach zaangażowania sztuki w sprawę narodową okazuje się, że żadnej sztuki w Polsce nie ma. Polska poezja, proza i filmy są okazami sztuki utylitarnej, nieuniewersalnej, której jedynym podmiotem refleksji jest Polak, Polska, sprawa polska.
Etnocentryzm Polaków nie jest wcale sprzeczny z entuzjazmem dla obecności Polski w NATO i UE. Poparcie dla integracji związane jest z zupełnym niezrozumieniem realnego jej wymiaru. Ograniczenia związane z integracją interpretowane są jako „ograniczenie suwerenności Polski” czyli kolejną okupację.
W oczach wielu Polaków obecny proces przemian społeczno – gospodarczych nie jest tworzeniem nowej jakości, ale jawi się jako postępująca dezintegracja społeczeństwa. Takiemu przekonaniu musi towarzyszyć wzrost nastrojów etnocentrycznych, także antysemityzmu. Tak jak w roku 1912, tak i dziś antysemityzm może spełniać rolę czynnika integracyjnego. Reakcją na upadek ładu etnocentrycznego, na kryzys ekonomiczny jest narastająca w Polsce fala autorytaryzmu. Opisana przez Fromma ucieczka od wolności dla wielu grup religijno – politycznych wydaje się być naturalnym odruchem. Co bardziej niepokojące, nastroje autorytarne udzielają się młodzieży, rzekomo otwartej na świat wolności. Wspólnymi cechami przeróżnych grup jest silny rygoryzm i apologia katolicko – narodowej aksjologii, rozumianej absolutystycznie. Przekonanie o dychotomii świata narzuca obraz obcych jako świata duchowego rozkładu, permisywizmu, bezbożności, zaniku wartości narodowych i społecznych. Świat obcych jest światem nihilizmu.
Aksjologia swojska ma posiadać instytucjonalną sankcję, słuszne wartości muszą się bronić przed niesłusznym systemem kontroli.
Ogólne znaczenie etnocentryzmu to negacja i odrzucenie obcych. Etnocentryzm polski żyje obrazem obcego-wroga, samą ideą obcego zagrażającego swojskiej grupie. Z obcym nie można paktować, zawierać kompromisów, można tylko walczyć.
Obsesje walki z obcością szczególnie widoczne są wśród emigrantów politycznych z czasu Wielkiej Emigracji i emigracji po II wojnie światowej. Życie emigrantów niemal w zupełności ograniczało się do walk frakcyjnych, poszukiwania wroga wewnętrznego, na wzajemnym wyniszczaniu się. Kogóż nie obwołano na emigracji zdrajcą i agentem? Konieczność narodowej mobilizacji wymaga pacyfikowania własnej, narodowej społeczności. Konieczne jest eliminowanie duchowych dezerterów, zdrajców, defetystów, niszczycieli narodowej kultury. Imperatyw ciągłej walki będący istotą polskości każe wierzyć w istnienie wrogów realnych – Rosję, Niemcy, ale też klimat nieustannej walki każe mianować wroga urojonego. Życie emigrantów politycznych dowodzi, że klimat walki permanentnej wymaga oczyszczenia oblężonej zbiorowości, wymaga eliminacji wrogów od wewnątrz drążących obronnego ducha warownej twierdzy. Proceder mianowania Żydów nie jest przecież wyjątkiem. Świat demoniczny, który czyha na polską duszę jest potężny.
Wróg urojony posiada wszelkie cechy wroga rzeczywistego, zaś gdy tego zabraknie, gdy czas wojny mija, wróg urojony przejmuje rolę wroga rzeczywistego. Etos narodowej walki z obcoścą nakazuje dziś części społeczeństwa polskiego, identyfikującej się ze środowiskami katolickimi i prawicowymi walczyć z obcą okupacją, jaką poddano Polskę. Światowe kręgi finansowe, masońskie, żydowskie wraz z miejscowymi agentami, Żydami i liberałami niszczą Polskę, tak jak niegdyś stalinowcy, Rosjanie, Hakata. Etos polski nakazuje walczyć, więc walczą. Seanse nienawiści, gwałtownego poszukiwania „wroga wewnętrznego” nie są wcale prawicową aberracją, jest to smutna spuścizna Polskości Walczącej od lat 200.
W Polsce brakuje samoorganizacji społecznej, etosu pracy, indywidualizmu i odpowiedzialności. Jedyne, czego Polacy nauczyli się przez dwa wieki procesu narodowotwórczego to poczucia wszechobecnego strachu i umiejętności oporu. Antysemityzm w kraju bez Żydów, wojna z obcą okupacją, jaką toczą grupy katolicko – prawicowe to nie dowód ciemnoty, lecz kulturowego kalectwa Polaków.
Jest to więzienie narodowej świadomości.
Etnocentryzm to także kwestia megalomanii narodowej. Wartości własnej grupy, jej tradycje, są święte, niepodważalne. Jeśli znajdują się w defensywie, są bezlitośnie atakowane to tylko oparcie się na nich może pozwolić zachować tożsamość. Naród defensywny pojmuje swoją tradycję, system wartości w sposób totalny, wszelkie aspekty życia trzeba podporządkować wartościom swojskim, a odrzucać obce. Poczucie własnej wartości narodu defensywnego jest olbrzymie, przecież wszelkie niepowodzenia, słabości, nieudolność są wynikiem tylko i wyłącznie działalności obcych. Polskość, uformowana w wieku XIX jest agresywną, ksenofobiczną, autorytarną kulturą, wykluczającą wszelką krytykę.
Fenomen antysemityzmu dzisiejszej Polski, kiedy zagrożenia zewnętrznego brak, jest prosty. Polacy odczuwają transformację jako kryzys, jako efekt działania nieznanych sił. Polityka jest, nie bez entuzjastycznego udziału samych polityków, w społecznym rozumieniu cyniczną grą, prowadzoną w interesie politykierów, nie zaś społeczeństwa. Zubożenie, nagły brak wieloletniej opieki państwa, wreszcie zjawisko „szoku kulturowego” – wyraźny przestrach wobec „inwazji obcych wartości” – wszystko to sumuje się na stan zagrożenia. Od końca wieku XIX Polacy nauczyli się odreagowywać strach antysemityzmem, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Antysemityzm rodzi się ze strachu i lekarstwem nie jest, jak sądzą niektórzy, „oświecenie umysłów”, bo antysemityzm to także domena umysłów oświeconych.
Często także antysemityzm jest kontynuacją walki z …komunizmem. Przecież przeznaczeniem Polaka jest walka. Kto zaprzeczy?
Po zakończeniu II wojny światowej w Polsce zapanował nowy ustrój, który pierwotnie zdawał się być przychylnie ustosunkowany do mniejszości żydowskiej. Jednakże rzeczywistość pokazała, że tak w istocie nie było. Deportacje ludności żydowskiej spowodowały utrwalenie stereotypu Polaków – antysemitów, co jest okrutną ironią historii, zważywszy na fakt, że wśród odznaczonych orderem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata najwięcej jest właśnie Polaków. Żydzi zawsze byli bardzo silnie obecni w polskiej kulturze, tradycja tolerancji, kultywowana na ziemiach polskich pozwalała im częstokroć znaleźć tutaj schronienie przed prześladowaniami religijnymi.

Informacje o Rothkirch

Denn, wie du anfingst wirst du bleiben, so viel auch wirket die Not und die Zucht das meiste nämlich Vermag die Geburt und der Lichtstrahl der dem Neugebornen begegnet.
Ten wpis został opublikowany w kategorii judaizm i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>