Ilu zatem Żydów zabito podczas Powstania w 1944 roku?

Szacunki liczby Żydów ukrywających się w Warszawie w chwili wybuchu powstania wahają się od 7 do 30 tys. (M. Cichy, Polacy – Żydzi…, s. 13). Andrzej Żbikowski z ŻIH w posłowiu do wspomnien Willenberga stwierdza: w samej Warszawie, jak podają liczne świadectwa źródłowe, ukrywało się po stronie aryjskiej w latach 1943-1944 około 20 tys. Żydów (A. Zbikowski, Posłowie, [w:] S. Willenberg, Bunt w Treblince, Warszawa 1991, s. 119).
Polacy reagują na przytoczone fakty niesłychanie gwałtownie, czują się urażeni. Bo pomagać Niemcom w mordowaniu Żydów mogli Ukraińcy, Łotysze, Litwini czy inni kolaboranci. Ale Polacy? To wykracza tak daleko poza horyzont ich (naszej) percepcji, że niemal powszechnie spotyka się z oburzeniem i potępieniem. To przekonanie o niewinności Polaków jest nawet zapisane w prawie, gdzie jeden z artykułów głosi: „Kto publicznie pomawia Naród Polski o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″.
Swoją drogą to genialny pomysł, aby o historycznej winie jakiegoś narodu decydowała ustawa sejmowa, grożąca inaczej myślącym więzieniem. Przykład Turcji, w której mówienie o ludobójstwie Ormian jest również karane odsiadką, nasuwa się sam. Skandaliczna ustawa odzwierciedla jednak stan umysłów i ducha dużej części polskiego społeczeństwa, nieprzyjmującego do wiadomości faktu, że Polacy mogliby mieć cokolwiek wspólnego ze zbrodniami hitlerowskimi. Z udziałem w zbrodniach komunistycznych uporano się w prosty sposób, zbrodniarzami stalinowskimi byli przecież Żydzi, a nie Polacy.
To zaprzeczenie i wyparcie nie ma racjonalnego podłoża, nie opiera się też na żadnych wiarygodnych przesłankach historycznych. Choć prawicowe media i wydawnictwa dwoją się i troją, aby zakłamać bądź pomniejszyć i usprawiedliwić udział Polaków w mordowaniu Żydów, to zarówno w Polsce, jak i na świecie ukazało się dostatecznie dużo bogato udokumentowanych prac historycznych, aby podobne pseudonaukowe ekwilibrystyki wsadzić do jednego worka z twierdzeniami Davida Irvinga, że Hitler nie miał nic wspólnego z Holocaustem.
Należy upowszechniać wiedzę dostępną historykom, która wciąż w zbyt małym stopniu stała się wiedzą powszechną, odkrywaną nie przy okazji wydania książki Grossa, ale obecną chociażby w podręcznikach szkolnych.
Dlaczego?
Głównie po to, aby odebrać orężyideologiczną polskim nacjonalistom, którzy w parlamencie, mediach głównego nurtu i kościołach cynicznie, wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi, lansując mit czystości i niewinności Polski i Polaków, usiłują zmienić Polskę w skansen, wrogi sąsiadom, niechętny zmianom kulturowym i obyczajowym, z zamieszkującym go narodem Polaków- katolików, którzy wszędzie wietrzą antynarodowe spiski.
Dzisiaj, po latach wolności, słuchając debat historycznych polskich polityków, publicystów i naukowców, odnosi się nieodparte wrażenie, że białe plamy wypełnione są czernią kłamstwa i hipokryzji.
Instytucje państwowe powołane do kształtowania polityki historycznej państwa, takie jak Instytut Pamięci Narodowej i Muzeum Powstania Warszawskiego, czy też autorzy i grona recenzenckie dopuszczające podręczniki historii do szkół mniej więcej w takim samym stopniu wyjaśniają i przybliżają historię, jak ją zniekształcają, karykaturyzują i zakłamują. Stąd biorą się np. tkwiące głęboko i wciąż na nowo podsycane mity o wyjątkowej roli Polski i Polaków w II wojnie światowej, bohaterstwie tzw. żołnierzy wyklętych, znaczeniu powstania warszawskiego, pomocy Polaków dla ukrywających się Żydów, czy walce narodu z „komuną” i obaleniu jej przez Jana Pawła II. Stąd ciągle obecne pytanie Polaków: „No to, kto w końcu wygrał to powstanie?”.
Stąd wynika również poparcie wszystkich klubów parlamentarnych dla ustanowienia dnia upamiętniającego „żołnierzy wyklętych” czy przyjęta przed laty przez aklamację uchwała oddającą hołd Romanowi Dmowskiemu. Ale nie tylko, 9 listopada 2012 r. polski Sejm przyjął – z inicjatywy posłów Prawa i Sprawiedliwości, ale popartą przez posłów Platformy Obywatelskiej, uchwałę oddającą hołd Narodowym Siłom Zbrojnym, z uzasadnieniem, że „dobrze zasłużyły się Ojczyźnie”.
Byłoby naturalne, by po okresie cenzury i historii pisanej przez komunistycznych aparatczyków, dano pole rzeczowej debacie historycznej opartej na faktach, a nie na ideologicznej nienawiści. Nic takiego, niestety, nie miało miejsca. Przeciwnie, jesteśmy świadkami wkraczania do instytucji państwowych i na rynek wydawniczy coraz to nowych zastępów młodych historyków, niepamiętających czasów PRL, w których przypadku ten fakt zamiast pomagać w rzeczowych i obiektywnych badaniach nad najnowszą historią, wzmacnia ideologiczną zapiekłość w obronie tzw. dobrego imienia narodu polskiego.
Nie ma szans, by Polacy przeżyli podobny katharsis, jak młodzi Niemcy w latach 60-tych, kiedy to rozpoczęto debatę o Holocauście i niemieckich zbrodniach okresu II wojny światowej, czy później, kiedy dotarło do niemieckiego społeczeństwa, że Wehrmacht i policja popełniały te same zbrodnie, co SS. To prawda, że Polacy, podobnie jak Żydzi, byli ofiarami zbrodniczej ideologii narodowego socjalizmu. Dopiero podczas powstania w getcie warszawskim Żydzi „zasłużyli” na zauważenie, szacunek i potraktowanie niemal jak współobywatele przez organa Państwa Podziemnego. W „Biuletynie Informacyjnym” (nr 172 z 29 kwietnia 1943 r.) ukazał się artykuł Ostatni akt wielkiej tragedii, w którym pisano m.in.: „Dotychczasowa bierna śmierć mas żydowskich nie stwarzała nowych wartości – była bezużyteczna; śmierć z bronią wnieść może nowe wartości w życie narodu żydowskiego, nadające męce Żydów w Polsce blask orężnej walki o prawo do życia. Tak pojęło obronę ghetta społeczeństwo Warszawy, z uznaniem wsłuchując się w trzask salw obrońców i z niepokojem śledząc łuny i dymy coraz rozleglej szych pożarów. Walczący obywatele Państwa Polskiego zza murów ghetta stali się bardziej zrozumiali społeczeństwu stolicy niż bierne ofiary, bez oporu dające się wlec na śmierć”.
Nazwanie Żydów przez Polaków „walczącymi obywatelami Państwa Polskiego” to doprawdy coś wyjątkowego. I jak każdy ewenement trwało to tylko chwilę.

Informacje o Noah Donnersmarck

Denn, wie du anfingst wirst du bleiben, so viel auch wirket die Not und die Zucht das meiste nämlich Vermag die Geburt und der Lichtstrahl der dem Neugebornen begegnet.
Ten wpis został opublikowany w kategorii judaizm. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>