Jak Polacy zohydzili niepodległość Polski

Pogromy Żydów zaczęły się na ziemiach polskich tuż po I wojnie światowej, od 1918. Zbrodniczym ramieniem niechęci do Żydów była sprowadzona w 1919 z Francji Armia Hallera. Już w czasie powrotu do Polski 27 maja 1919 dokonała ona w Częstochowie pogromu Żydów (zginęło 7 Żydów, a 32 zostało rannych). Zaczęło się od tego, że żołnierze Hallera napotkanym w mieście Żydom przemocą obcinali brody. To, że odzyskanie przez Polskę niepodległości wiązało się z wymordowaniem setek Żydów kładzie się cieniem na niej, tym bardziej, że działo się to na dwie dekady przed Holocaustem.
Polacy usprawiedliwiając swój antysemityzm wytworzyli mit o szczególnej skłonności Żydów do bolszewizmu, co jest tym bardziej zaskakujące, że jeszcze do niedawna widziano w nich głównie kapitalistów. Pogrom lwowski racjonalizowany jest rzekomą kolaboracją z wojskami ukraińskimi. I znowu zaskoczenie, bo pośród Ukraińców jeszcze więcej było „żydożerców” aniżeli w wojsku polskim. Pogromy w okresie wojny z Rosją uzasadniano dla odmiany rzekomą kolaboracją Żydów z bolszewikami. Środowiska żydowskie alarmowały jednak społeczność międzynarodową i w związku z tymi wydarzeniami było w Polsce kilka komisji międzynarodowych, których raporty popsuły wizerunek państwa polskiego. Pomimo takiego zachowania na progu odzyskania niepodległości, w czasie gdy armia bolszewicka szła na Warszawę, Żydzi zachowywali się patriotycznie.
Warszawska Gmina Żydowska w odezwie do swoich członków pisała: „Wróg wschodni, którego dłoń ciężką Polska odczuwała w ciągu stu z górą lat, znów stanął u wierzei kraju, chcąc je wywalić i ziemię naszą zwyczajem swoim zniszczyć w ogniu i utopić we krwi… nakazem dla wszystkich nas jest wziąć broń do ręki i oddać się pod rozkazy naczelnego wodza… Precz z urazami, kiedy nad krajem zawisa groza, wszak idziemy bronić nie naszych wrogów wewnętrznych, tylko ziemi, której nikt z nas kochać nie przestanie. Czynem wspólnym, da Bóg ciemięzcę wschodniego odeprzemy”.
Także środowiska syjonistyczne wezwały do obrony kraju pomimo „doznanych krzywd.
Poza obowiązkowym zaciągiem, kilka tysięcy Żydów zgłosiło się na ochotnika do armii. Zaciąg ochotniczy powierzony był pieczy gen. Hallera, więc bardzo szybko Żydzi-ochotnicy zderzyli się z antysemicką rzeczywistością.
Jeśli dziś komentując odezwy władz żydowskich, wytyka Żydom, że mieli czelność podnosić istnienie w kraju wrogich im środowisk, to można sobie wyobrazić, co o tym myślały przedholocaustowe środowiska katolickie. Próbką tego niech będzie atak Przeglądu Powszechnego na żydowską organizację charytatywną, Joint Distribution Committee, która po tragedii wojennej przybyła do Polski, by udzielić Żydom polskim pomocy. Pisano jednocześnie o „prześladowaniach” i „pogromach” — w cudzysłowie, by podkreślić, że to „urojone ofiary fanatyzmu polskiego”, konkludując z pesymizmem: „W każdym jednak razie musimy sobie zdać sprawę z tego, że w obronie przed żydostwem będziemy mieli do czynienia z organizacją z za morza, silną liczebnie i finansowo”.
Oczywiście, były sytuacje, w których Żydzi opowiadali się za bolszewikami, ale były także przypadki wręcz przeciwne, kiedy Żydzi stawali się głównymi poszkodowanymi bolszewickich wojsk i rabunków. Były też przypadki, kiedy chrześcijanie pozostawali bierni wobec inwazji, a walkę z bolszewikami podejmowali Żydzi. Tak było w Wysokim Mazowieckim na Podlasiu, gdzie to żydowskie „Orlęta” sformowały oddział partyzancki i wyparły bolszewików.
Józef Piłsudski w wywiadzie dla „Kuriera Porannego” z 26 sierpnia 1920 tak o tym mówił: „W walce 300 osobowego oddziału partyzanckiego, rekrutującego się głównie z młodzieży Żydowskiej, a próbując usunąć bolszewików z Wysokiego Mazowieckiego, poległo 18 partyzantów wyznania mojżeszowego. Kilku żydowskich partyzantów wziętych do niewoli bolszewicy wkrótce rozstrzelali.”
W 1936 roku nacjonaliści polscy wywołali tam rozruchy antyżydowskie w wyniku których rannych zostały 23 osoby, w tym dwie bardzo ciężko, wybito ponad tysiąc szyb i zdemolowano obiekty żydowskie. Holocaust zmiótł całą społeczność żydowską miasta, więc dziś nie ma tam już praktycznie Żydów.W dniu 19 marca 2012 cmentarz żydowski w Wysokim Mazowieckim został zdewastowany przez „nieznanych sprawców”, którzy opatrzyli swoje dzieło swastykami i napisem: „Tu jest Polska, nie Izrael”. Dziś w Polsce prowadzona jest polityka rekonstrukcji dwudziestolecia międzywojennego, co powoduje zaszczepienie na nowe pokolenia postawy najwyższej nietolerancji.
W „Myśli Niepodległej” z 10 kwietnia 1920 Andrzej Niemojewski pisał: „Odżydzanie Państwa Polskiego staje się hasłem powszechnym. Wedle wiadomości, które do nas dochodzą, żydom nie jest w tej chwili w Polsce dobrze. Rozpoczyna się ich emigracja. A dokąd? Jest nam wszystko jedno. Mają przecież swoją Palestynę”.
W obozie w Jabłonnie „Poznańczycy” odegrali bardzo niechlubną rolę, co jest o tyle znamienne, że dwa miesiące przed powołaniem obozu w Poznaniu powstała Antyżydowska Liga Obrony Wiary i Ojczyzny, która zaczęła posługiwać się w swej propagandzie symbolem antysemickiej swastyki. Poznańczycy i pewna część armii Hallera tworzyli wówczas w polskiej armii środowisko realizujące nie tylko cele stricte militarne, ale i polityczne, wymierzone w Żydów. W kontekście aktywności wojennej tych środowisk należy ocenić powstające wówczas doniesienia i raporty wojskowe na dużą skalę obciążające Żydów działalnością sabotażowo-dywersyjną. Środowisko polskich antysemitów, w szczególności poznańskie, znajdowało się pod dużym wpływem działaczy antysemickich z Niemiec. Niemieccy antysemici tymczasem w czasie I wojny światowej dokonali wzorcowej prowokacji antyżydowskiej, która znana jest jako tzw. legenda o ciosie w plecy „Dolchstoß” i która w okresie międzywojennym stała się kluczowym katalizatorem rozpowszechnienia postaw antysemickich w Niemczech.
11 października 1916 Pruskie Ministerstwo Wojny wydało niesławny dekret o Spisie Żydów (Judenzählung). Oficjalnie — w celu zweryfikowania licznych zarzutów i doniesień o braku patriotyzmu pośród niemieckich Żydów. Miał ustalić liczbę Żydów poborowych, walczących na froncie, przeniesienia, zgłoszonych na ochotnika, ukaranych oraz poległych na froncie. Nieoficjalne wybuch wojny organizacje antysemickie postanowiły wykorzystać do wielkiej akcji antyżydowskiej. W rozpętanej nagonce antyżydowskiej wzięła udział wpływowa, ultranacjonalistyczna i rasistowska Liga Pangermańska, kreując obraz Żyda uchylającego się od obowiązków wojennych, robiącego interesy na wojnie, skupionego głównie na tyłach, dokonującego aktów sabotażu i dywersji w imię interesów ekonomicznych lub ideologicznych. Kampania przyniosła efekt w postaci wspomnianego dekretu, który dla naczelnego dowództwa stał się okazją do szukania kozła ofiarnego, w sytuacji coraz wyraźniejszego załamywania się niemieckiej ofensywy. Dla Żydów, którzy nie tylko nie unikali udziału w walkach, ale traktowali wojnę jako okazję do okazania swego przywiązania do Rzeszy — był to szok. Wielu z nich porzuciło wówczas nadzieję na asymilację w społeczeństwie niemieckim. Spis był niewątpliwie instrumentem antysemickim i sama jego realizacja dała okazję do eskalacji nastrojów antysemickich. Przerwano go po kilku miesiącach.
Na początku 1919 Alfred Roth, pod pseudonimem Otto von Arnim, opublikował książkę Żydzi w armii — badania statystyczne oparte na oficjalnych źródłach (Die Juden im Heere — Eine Statistische Untersuchung nach amtlichen Quellen), gdzie wykazywał małe zaangażowanie Żydów w walkach. Jej przesłanie głosiło, że kiedy dzielni niemieccy chrześcijanie ginęli na froncie, Żydzi robili na niej interesy. W lipcu 1921 ministerstwo obrony potwierdziło jego dane, lecz odmówiono publikacji wyników spisu. Szczegółowe badania dyrektora naukowego Urzędu Statystycznego Berlina, Jacoba Segalla, w 1922 wykazały, że mobilizacji podlegało ok. 17% Żydów. W wojsku służyło 100 tys. Żydów (w tym 10 tys. na ochotnika), spośród których 78 tys. (78%) brało udział w działaniach frontowych, zaś 12 tys. poległo. 19 tys. zostało awansowanych, zaś 30 tys. było wyróżnione medalami za wyjątkową odwagę. Dane te odpowiadają analogicznym odsetkom wśród reszty ludności. Niestety, antysemityzm był już wówczas bardzo rozwinięty w społeczeństwie niemieckim i opierał się on w dużej mierze na legendzie o „ciosie w plecy”, która z czasem stała się zarzewiem mitu judeobolszewika, z radością przyjętego także przez polskich antysemitów.
Widząc, jakie efekty daje szeroki front antysemicki, niemieckie organizacje nacjonalistyczne zaangażowane w kampanię antysemicką w czasie I wojny światowej, w 1919 dokonały zjednoczenia powołując Niemiecką Nacjonalistyczną Ligę Obrony i Ochrony (Deutschvölkischer Schutz- und Trutzbund), która w pierwszych latach powojennych stała się „największą, najbardziej aktywną i najbardziej wpływową organizacją antysemicką Niemiec”, była to jednocześnie jedna z czołowych organizacji antysystemowych, wroga Republice Weimarskiej. O ile początkowo liczyła 25 tys. członków skupionych w 85 oddziałach, to w 1922 skupiała 200 tys. członków w 600 oddziałach. Na jej czele stanął dotychczasowy lider Reichshammerbundu Alfred Roth (1879-1948).
Z kolei przewodniczącym jej tajnych struktur, zwanych po prostu Ligą, został gen. Konstantin von Gebsattel (1854-1932), bawarski katolik z rodziny arystokratycznej. W czasie wojny stał on na czele Ligi Pangermańskiej, której nadał nowe oblicze, czyniąc z niej organizację bojowego antysemityzmu. Już w październiku 1913 agitował na rzecz wprowadzenia stanu wojennego, „całkowitą ochronę monarchii i religii przed atakami dziennikarskimi” oraz wprowadzenie rasistowskich praw antysemickich przeciwko siejącemu materializm żydostwu. Po wybuchu wojny, w grudniu 1914 orzekł, że celem walki Niemców ma być „rozstrzygnięcie kwestii żydowskiej”, domagał się też oglądu spraw politycznych przez pryzmat rasowy. W sierpniu 1915 apelował do bawarskiego rządu, by zatamował napływ Żydów ze Wschodu (Ostjuden), którzy „niczym rój szarańczy spadli na Rzeszę Niemiecką”. W 1916 pisał: „Wojna ta jest śmiertelnym starciem pomiędzy duchem heroizmu i kupiectwa — pomiędzy aryjskością a judaizmem — pomiędzy idealną wspólnotą rodzinną a podłym anglo-amerykańskim mamonizmem”. Do Ligi Pangermańskiej udało mu się ściągnąć wielu katolików. Od razu po wojnie oskarżył Żydów, że wnoszą „ferment rozkładu” i są głównymi odpowiedzialnymi za klęskę Niemiec.
Jednym z ważnych elementów tej kampanii była „afera Fechenbacha”, czyli skazanie 20 października 1922 Felixa Fechenbacha, żyda-pacyfisty, byłego sekretarza partii SPD i w latach 1918-1919 sekretarza kancelarii bawarskiego premiera, Kurta Eisnera, na karę 11 lat więzienia i 10 lat utraty praw obywatelskich, za zdradę stanu polegającą na ujawnieniu tajnych dokumentów państwowych z początku wojny. Jednym z nich był telegram nr 216 z 24 lipca 1914 przedstawiciela Niemiec przy Stolicy Apostolskiej, Otto Freiherra von Ritter zu Grünstein, który informował, że z Watykanu przyszło zielone światło na atak, który rozpoczął I wojnę światową: „Papież Pius X aprobuje represje Austrii przeciwko Serbii. Kardynał Sekretarz Stanu ma nadzieję, że tym razem Austria się nie ugnie (…) W jego wypowiedziach przejawia się obawa Kurii przed panslawizmem”. W istocie dokumenty te ujawnił sam premier Eisner, też zresztą Żyd, zaprzysięgły pacyfista, który chciał budować zaufanie międzynarodowe do Niemiec. Tyle że Eisner został zastrzelony kilka lat wcześniej (21 lutego 1919) przez zabójcę z Towarzystwa Thule, Arco auf Valley. Ostatecznie Fechenbacha ułaskawiono w 1924, lecz został zamordowany dziesięć lat później z rozkazu Hitlera.
Istotną rolę w powstaniu pierwszego polskiego obozu koncentracyjnego w Jabłonnie miały niewątpliwie rozpowszechnione wówczas Protokoły Mędrców Syjonu. Stawia to w innym świetle fakt ulokowania przez hitlerowców obozów koncentracyjnych w Polsce. W jednej z najlepszych polskiej pracy Janusza Tazbira pt. Protokoły Mędrców Syjonu: Autentyk czy falsyfikat, autor odnotował 9 międzywojennych wydań polskich, pomijając dwa pierwsze z 1919 i 1920, wydane pt. Baczność!! Przeczytaj i daj innym. Powtarza się tezę, że pierwsze nierosyjskie wydanie było wydaniem niemieckim Ludwiga Müllera von Hausena. Wydanie Müllera ukazało się w styczniu 1920, podczas kiedy polscy antysemici z tego okresu podają, że polskie wydanie miało miejsce jeszcze w 1919. Publikacja zaczęła wzbudzać sensację. Ukazało się wówczas wiele publikacji prasowych na ten temat, m.in. Niebezpieczeństwo żydowskie („Kurier Warszawski”, 1 czerwca),Jeszcze o niebezpieczeństwie żydowskim („Gazeta Warszawska”, 5 czerwca).
„Moment historyczny jest taki, że kropla była potrzebna, aby się puchar przelał”.
W istocie płomień Protokołów miał iść niemal niezatrzymany przez polskie dwudziestolecie międzywojenne. Jak zauważył prof. Norman Cohn, na krótko przed kluczowym atakiem Armii Czerwonej na Warszawę 1920, biskupi polscy wydali list Do biskupów świata (7 lipca), gdzie przywołali tezy Protokołów, odwołując się nadto do retoryki rasistowskiej. Przesłanie było takie, że wprawdzie atakują nas bolszewicy, lecz tak naprawdę atakują nas Żydzi:
„Bolszewizm idzie na podbój świata. Rasa, która nim kieruje, już przedtem podbiła sobie świat przez złoto i banki, a dziś gnana odwieczną żądzą imperialistyczną, płynącą w jej żyłach, zmierza już bezpośrednio do ostatecznego podboju narodów pod jarzmo swych rządów. Wszystkie slogany, jakie są przy tym używane: lud, robotnicy, wolność itp. mają na celu zakrycie prawdziwego celu. (…) Nienawiść bolszewizmu skierowana jest przeciw Chrystusowi i jego Kościołowi przede wszystkim dlatego, że ci, którzy nim kierują noszą w swej krwi tradycyjną nienawiść ku chrystianizmowi. Bolszewizm prawdziwie jest żywym wcieleniem i ujawnieniem się na ziemi ducha Antychrysta”. Polski episkopat upubliczniał pogląd: bolszewizm jest elementem żydowskiego projektu nowego porządku świata. Z Warszawy komunikat ten idzie do episkopatów katolickich na całym świecie.
Komentując ten list w „Przeglądzie Powszechnym”, ks. Jan Urban pisze: „Nasi pasterze, znowu pierwsi publicznie i urzędowo wobec całego świata, odważyli się wskazać, kto w rzeczywistości bolszewizmem kieruje”, gdyż: „rasa ta osiąga przez bolszewizm, choć w inny sposób, te same cele, o jakich marzy od tysięcy lat mesjanizm wybranego narodu — panowanie nad światem”. Ksiądz Urban odkrywa także, że „mamonizm Rotschildów” oraz „komunizm Trockiego” są elementami żydowskiego panowania nad światem, „niepodobna wszakże nie spostrzec, że oba te kierunki mają źródło w ostatnich głębinach żydowskiej duszy”.
Księża w Polsce rychło poszli za ciosem, czasami dodając nieco od siebie. Przykładowo 11 lipca 1920 w Nowym Sączu ks. Stanisław Cierniak na publicznym zgromadzeniu oskarżał Żydów o bolszewizm i wygrażał, że „krew się poleje i naród sam sobie wymierzy sprawiedliwość”.
W tym czasie w Jabłonnie pod Warszawą założono pierwszy polski obóz koncentracyjny. W okresie od 13 sierpnia do 9 września 1920 zamknięto tam kilka tysięcy Żydów, głównie oficerów. Znamienne jest, że strażnikami w obozie mianowano „Poznańczyków”, największych żydożerców w polskim wojsku. Wielomiesięczna nagonka, prowokacje oraz spiskowe teorie przyniosły wymierny efekt. Żydzi jako cała grupa uznani zostali za element podejrzany, na każdego padł cień podejrzenia o kolaborację lub sabotaż. Największy cios musiał spaść na tych, którzy do armii zgłosili się na ochotnika, a którzy paradoksalnie spotykali się z jeszcze większą podejrzliwością, jako potencjalni dywersanci. Zamknięto w Jabłonnie nawet tych Żydów, którzy mieli odznaczenia za służbę w Legionach czy dzielną obronę Lwowa.
Kiedy dziś padnie sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne” w Polsce przetacza się fala oburzenia. Naturalnie, sformułowania takie fałszują historię II wojny światowej, ale gdy znamy historię przedwojennego antysemityzmu polskiego, czujemy niesmak związany ze starannością Polaków dbania, by nie wiązano ich z hitlerowskimi obozami zagłady.
Dlaczego jednak Polacy tak starannie oczyścili swoją pamięć historyczną ze zła, które spotkało Żydów w międzywojennej Polsce?
Polacy z lubością rozpamiętują internowania w PRL, lecz zapominają, że w czasie wojny z bolszewikami polscy Żydzi siedzieli internowani w polskim obozie koncentracyjnym?
Oczywiste jest, że to nie była zbrodnia tej rangi, co hitlerowskie obozy zagłady. Obóz koncentracyjny to miejsce przetrzymywania, zwykle bez wyroku sądu, dużej liczby osób uznawanych z różnych powodów za niewygodne dla władz. Służyć może różnym celom: od miejsca internowania osób, wobec których zostaną podjęte później inne decyzje, poprzez obóz pracy przymusowej, czyli de facto niewolniczej, aż po miejsce fizycznej eksterminacji. Obóz koncentracyjny w Jabłonnie nie był obozem zagłady. To jasne. Był jednak miejscem, gdzie Żydzi traktowani byli brutalnie i poniżająco.
Polscy antysemici nie formułowali wówczas postulatów eksterminacji Żydów, lecz wypowiadano się o nich nie tylko z pogardą: używano języka dehumanizującego, odbierano im człowieczeństwo, a na takiej retoryce kwitnie „mentalność pogromowa”. Podczas obrad I Konferencji Żydoznawczej, która w grudniu 1921 roku zgromadziła w Warszawie ponad 3 tys. działaczy antysemickich z całego kraju. Ks. prof. Czesław Oraczewski, późniejszy współtwórca faszystowskiego Pogotowia Patriotów, w swoim wystąpieniu, w którym zastanawiał się nad „rozwiązaniem kwestii żydowskiej”, mówił:
„Ponieważ jednak żydzi są bezwzględnie obcym dla aryjskości organizmem, będą zawsze zatruwać organizm, w którym się znajdują”.
Inny prelegent, Mirosław Obiezierski, który swój referat zatytułował „Zasadniczy sposób rozwiązania sprawy żydowskiej” wywodził:
„Jeżeli prawdą jest, że żydostwo jest bakterią chorobotwórczą, która podkopuje organizm narodu polskiego, to ażeby zdecydować, w jaki sposób leczyć chorobę, należy przede wszystkim poddać ścisłemu badaniu tę bakterię i dopiero, poznawszy istotę zarazka, można postawić nie tylko diagnozę, ale wskazać właściwe środki leczenia (…) miejmy odwagę powiedzieć, że nie możemy poprzestać na biernym krytycyźmie w stosunku do żydów, lub na ich bojkocie ekonomicznym, który ma podobno stworzyć mur chiński pomiędzy nami a żydostwem, pozostającym nadal w Polsce i żyjącym za tym murem na jednej z nami ziemi. Jest to paliatyw dobry, a nawet może konieczny na krótką metę, ale nie dający zasadniczego rozwiązania. Pasożyt, dążący do władztwa nad światem, pierwej czy później rozsadzi mur i zniszczy naród, który wyeliminował go, ale nie wyzbył się ostatecznie.”
Żydzi są tutaj chorobą, bakterią, zarazkiem,pasożytem. Jest to retoryka, której później używał Hitler, który również porównywał Żydów do bakterii, „z którymi musi prowadzić równie bezwzględną walkę jak ta, którą w ubiegłym stuleciu toczyli Pasteur i Koch”.
Dr Tadeusz Mścisław Dymowski, jeden z komendantów Straży Narodowej, współorganizator prawicowej próby zamachu stanu z 1919, a następnie wieloletni poseł chrześcijańsko-narodowy, był wówczas jednym z liderów ruchu antysemickiego, a na Konferencji perorował:
„Jeżeli żydzi potrafili tak skutecznie opanować Polskę, jeżeli dziś z tego powodu wołamy już na alarm i obmyślamy akcję ratowniczą, bez której, jako naród niezależny, możemy zginąć”.
Kilka tygodni później na wiecu antyżydowskim w Poznaniu wzywał do stworzenia narodowego frontu antyżydowskiego a następnie międzynarodówki antysemickiej pod przewodnictwem Polski.
Jeszcze w tym samym, 1922 roku głosił, że to na ziemiach polskich rozegra się ostateczne rozwiązanie problemu żydowskiego:
„(…) najważniejsza walka o pognębienie krzyża i o panowanie żydostwa nad całym światem na pewno rozegra się na ziemiach naszych. Tu rozbić się musi ta cuchnąca fala, która grozi swym zalewem światu całemu, tu musimy kres położyć niedorzecznym mrzonkom żydostwa o panowaniu nad światem”.
W 1922 roku miesięcznik żydowskiej młodzieży akademickiej „Rozwaga”, odnosząc się do gloryfikacji obozu w Jabłonnej przez endecką gazetę „Pochód”, dodawał: „historia Jabłonny jest plamą bolesną na karcie odrodzonej Rzeczypospolitej”. W 1924 roku pisano:
„Generał Latinik nakazał podczas inwazji bolszewickiej usunięcie żydów ze wszystkich podległych sobie oddziałów i założył słynny obóz koncentracyjny w Jabłonnie, uważając naród wybrany za naturalnego wroga Polski”.
Nawet kiedy już od kilku lat funkcjonował hitlerowski obóz koncentracyjny w Dachau, na niecałe dwa lata przed wybuchem II wojny światowej Kurier Bydgoski z 28 października 1937 na pierwszej stronie grzmiał złowieszczo:
„Prof. Radlińskiemu warto przypomnieć, bo zdaje się o tym nie wiedzieć, że polskie władze wojskowe już raz zainteresowały się żydami. Było to w 1920 r., kiedy gen. Sosnkowski musiał dla nich utworzyć obóz koncentracyjny w Jabłonnie pod Warszawą, by uniemożliwić im popełnianie zdrad. (…) Jeśli daliśmy sobie radę z żydami w 1920, kiedy Polska była państwem bardzo wyniszczonym i osłabionym, to na pewno uporamy się z nimi dziś, kiedy już niczym nie przypominamy Polski z 1920″.
Wedle opowieści Żydów było to miejsce bardzo brutalne, co było zasługą „Poznańczyków”. Zbiorowy list protestacyjny przeciwko obozowi ukazał się w „Robotniku”, sygnowany przez m.in. Andrzeja Struga, Stefana Żeromskiego, Baudouina de Courtenay oraz kilku liderów PPS.
Drugi transport z obozu padł ofiarą „tajemniczego wypadku kolejowego nieopodal Lublina”, gdzie zginęło 20 osób, a wiele zostało rannych.
Posłowie żydowscy domagali się powołania sejmowej komisji śledczej w związku ze sprawą Jabłonny. Wniosek złożony został w Sejmie 24 września 1920 r. przez posłów: Grunbauma, Farbsteina, Hartglasa i in. „w sprawie polityki prześladowania żydów, uprawianej przez Rząd”. Opisywano tam nie tylko sam obóz, ale i pokazywano mechanizmy społeczno-wojskowe, jakie doprowadziły do zbudowania „legendy o zdradzie żydowskiej”. Czytając materiały na ten temat, uderzające są analogie do niemieckiego ciosu w plecy, którą w 1919 stworzyli antysemici niemieccy.
Jednym z więźniów Jabłonny był Józef Lejtes, artylerzysta z 16 pułku konnej artylerii, który do armii zgłosił się z patriotycznej potrzeby na ochotnika. Obecnie uznany za jednego z najwybitniejszych twórców polskiego kina przedwojennego. Jak wspominał jeszcze w latach 80., „Jabłonna, pierwszy obóz koncentracyjny dla polskich żołnierzy ‚wyznania mojżeszowego’” była dlań „bolesnym rozczarowaniem”.
Innym obozowiczem był Alfred Tejtelbaum, który później został Alfredem Tarskim, co dało mu tyle, że określano go „żydowską przechrztą”. Jego kariera była blokowana do końca II RP. Choć był już wówczas logikiem światowej sławy, nie otrzymał własnej katedry. Poznań posunął się do tego, że gdy w 1937 zwolniła się katedra logiki, pospiesznie ją zlikwidowano wobec realnej groźby, że przypadłaby Tarskiemu. Przed II wojną wyjechał do USA, gdzie wyrobił sobie opinię jednego z największych logików wszechczasów. Wbrew jednak wszystkiemu, do końca życia czuł się Polakiem (sic!).

Informacje o Noah Donnersmarck

Denn, wie du anfingst wirst du bleiben, so viel auch wirket die Not und die Zucht das meiste nämlich Vermag die Geburt und der Lichtstrahl der dem Neugebornen begegnet.
Ten wpis został opublikowany w kategorii judaizm i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>