Pulchre, bene, recte…

Czy, aby na pewno, ktoś zapyta? Tak, bo diagnoza, że w Polsce upowszechnia się niewiedza o mechanizmach politycznych i społecznych oraz zanik kadr, mogących sprostać wyzwaniom produkcji nowych technologii jest, coraz, powszechniejsza. W Polsce produkuje się meble i sprzęt pływający, słynne motorówki i łodzie żaglowe, co samo w sobie nie jest niczym znaczącym i nie przynosi dużych pieniędzy, nie wymaga też specjalnie wykształconych kadr, każdy może skręcać, czy sklejać meble, czy być szkutnikiem, ale dla Polaków stanowi powód do dumy na znaczenie ich kraju w światowej wymianie towarowej, czy szerzej, handlu międzynarodowym. Ot, w Azji i Afryce produkuje się drewniane skrzynki na owoce i klatki dla zwierząt, ale znaczenia tych krajów to nie podnosi. Taki folklor przemysłowy. Dlaczego Polska nie odegra, bo nie może odegrać znaczącej, by nie powiedzieć jakiejkolwiek roli, w nowoczesnym świecie, w tej „globalnej wiosce”, jaką staje się (stał się ?!) współczesny nam świat? W Polsce ludzie mają w umysłach totalny chaos, nie mają świadomości przyczynowo-skutkowej, a z drugiej strony, nakłada się na jej brak, mentalność biurokratyczna, a nawet zsowietyzowana, objawiająca się przekonaniem, że to, co się dzieje w społeczeństwie, że relacje w nim istniejące tworzone są przez regulacje prawne albo, co gorsze, wynikają z medialnych instrukcji.
Ludzie, od setek lat, żyli bez ustaw, konstytucjonalistów i prawników, a życiem rządziły niesformalizowane i nieopisane reguły, ludzkość nie tylko nie znikła, ale rozwijała się dynamicznie. Język rozwijał się bez katedr uniwersyteckich. Człowiek żył w pewnej strukturze społecznej, tworzyły ją relacje międzyludzkie, a nie ustawy. Ostatnie dwa lata dały nam do myślenia, co napędza życie społeczne, okazuje się, że Konstytucja RP, jej rzekome złamanie miało dać wielu „paliwo” do działania, że bez niej nie da się żyć. Inna rzecz, że obrońcy konstytucji, demokracji i praworządności, oczywiście, z przymiotnikami świadczącymi o postępowości, a nie pojęciach ze starożytności, nie do końca wiedzieli, czego tak naprawdę bronią i co konkretnie jest naruszane. Jak to co? Przecież konstytucja! Polacy – tzw. obrońcy demokracji, a naprawdę nieuki i obrońcy sytuacji, nie do obrony, że bez ustaw ich życie nie ma sensu. Powiedzmy sobie szczerze, konstytucja potrzebna jest, jak „psu piąta noga”, ludzie tworzą procedury poprzez wchodzenie w interakcje, których podstawą są relacje społeczne tworzące system współpracy społecznej, gdzie człowiek – członek wspólnoty „rozszyfrowuje” i intencje, i zamiary współpartnerów relacji, dopasowując swoje działania do działań innych ludzi, by nie tworzyć sytuacji konfliktowych, a czasami, by je stworzyć. Oczywiście im liczniejsza grupa tym większa potrzeba formalizowania reguł gry, formalizowania, a nie współczesnego dekretowania wszystkiego.
Problemem życia politycznego i społecznego w Polsce polega na tym, że ludzie nie rozumieją różnorakich związków przyczynowo-skutkowych, związków zachodzących wielopoziomowo. Z biologicznego punku widzenia, nie ma ludzi, człowieka, ale komórki, tkanki i procesy fizjologiczne. Socjologia jako dziedzina wiedzy, dla odmiany, zajmuje się, znów, nie ludźmi, czy człowiekiem, ale grupami ludzkimi, poorganizowanymi zgodnie z tworzącymi się relacjami i zjawiskami czy procesami makrospołecznymi. Psycholog nie mówi o ludziach, czy ich grupach, ale o działaniach umysłu ludzkiego, wyrażającego się w procesach poznawczych, uczuciowych i emocjonalnych.
Efekt jest prosty do przewidzenia, coraz więcej ludzi nie umie, nie rozumie, że takie coś istnieje, dokonać analizy powstających procesów społeczno-politycznych, nie zdając sobie sprawy, że polityka to, nie to, co powiedział ten, czy inny lider, ale efekt szczątkowych działań, do którego prowadzą konkretne i jednostkowe zachowania. Ważne jest do czego zmierzamy, jaki jest cel podejmowanych kroków. Dla tych „uczestników” życia politycznego i społecznego, czyli dla masy wyborców społeczeństwo to człowiek w liczbie mnogiej – ludzie. Patrzeć trzeba, nie na „twarz, ale za pazuchę”, obserwować nie to, co na wierzchu, ale pod, patrzeć na wytwarzane relacje i je analizować. Szukać „drugiego dna”.
Co z tego wyniknie? Nic dobrego, już widać symptomy.

Informacje o Noah Donnersmarck

Denn, wie du anfingst wirst du bleiben, so viel auch wirket die Not und die Zucht das meiste nämlich Vermag die Geburt und der Lichtstrahl der dem Neugebornen begegnet.
Ten wpis został opublikowany w kategorii judaizm. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>