„Mit” Jedwabnego

Na jednym z portali ukazało się wystąpienie prawicowego autora, w którym ten „dał” tekst o upadku mitu Jedwabnego. Dlaczego tragiczne zdarzenie określa się mianem mitu? Kto mitologizuje Jedwabne? Bo, nie Żydzi, więc…
Ze zdziwieniem i rozczarowaniem trzeba przyjąć te wynurzenia, bo to już wszystko było. A to, Jan Tomasz Gross nie jest historykiem, a to Polacy nie będą hołdować „pedagogice wstydu”, a to Polacy ratowali Żydów, a nie mordowali, a tak, naprawdę, Żydzi zasłużyli sobie na swój los swoim zachowaniem za „pierwszych Sowietów”, czyli „okupacji” z lat 1939-1941 na terenach zajętych przez Armię Czerwoną wskutek traktatu Ribbentrop – Mołotow. Po prawdzie to Żydzi, w tej jedwabińskiej stodole spalili się sami. Było i o tym, że stodoła zbyt mała, a za podpałkę służyła nie nafta, tej „Sąsiedzi” mieli pod dostatkiem, lecz benzyna, która Niemcy przywieźli w kanistrach. Aha, Żydzi mają coś do ukrycia, bo wstrzymali przecież w 2001 roku ekshumację. Żydzi, Żydzi, Żydzi….wszystko oni, przez nich, to ich wina.
Co nowego?
Ano, pojawia się „nowy” świadek, 89 -letnia kobieta, która była świadkiem wydarzeń na rynku w Jedwabnem, gdy Niemcy, przyjechali kilkoma ciężarówkami, zgarnęli kilkudziesięciu, bezbronnych, Polaków i przymusili ich do morderstw. Dla zamierzonego efektu wyposażyli ich w siekiery i drągi. Ot i cała sensacja.
Co na rynku pełnym żołnierzy, nie wiadomo jakich, bo był to okres ataku na ZSRR, robiła 13 -letnia, wówczas dziewczynka, kto z dorosłych pozwolił w trwającym, przecież, tumulcie i wobec nieznanych zamierzeń przybyłych Niemców, biegać dziecku i obserwować? Dlaczego ten świadek pojawia się teraz, gdy trwa zmasowana akcja propagandowa apologetów „religii pomocy” i niewinności Polaków, akcja wybielania sprawców i współsprawców Holokaustu, jest prosto do wyjaśnienia: świadek tak przeżył czasy wojny, że dopiero w 2017 roku odstąpiły emocje. Wcześniej nie wiedział, że ma informacje o tym zdarzeniu.
A, że współgra to z obecną polityką historyczną to „szczęśliwy” zbieg okoliczności. Zaskakujące, że świadkowie i „wrobieni” w sprawę Jedwabnego mieszkają na Mazurach, słynny J. Laudański w Piszu, zaś odnaleziony świadek w Orzyszu. Coraz więcej zbiegów okoliczności. Niebawem będziemy mieli Niemca, który był członkiem kolumny wojskowej i przywiózł ową nieszczęsną benzynę…

Opublikowano judaizm | Otagowano , , | Skomentuj

Novus rex, nova lex

Od dwóch lat mamy nowe porządki, „dobrą zmianę”. 22 czerwca tego roku prezydent Andrzej Duda podpisał zmiany w ustawie o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego, z zapisami której z cudnej Polski mają zniknąć (znikną?!) pomniki upamiętniające Armię Czerwoną. Jest oczywiste, że nowe prawo wymierzone jest w Rosję, z którą Polska konfliktuje się, przy byle okazji, podkreślając swój antykomunizm. Szkoda, że nie była taka pryncypialna w zamierzchłych czasach. Polska, co i rusz, przypomina, że ZSRR współpracował z III Rzeszą, ale patrząc post factum, zauważmy, że zrobił to, co propagują stratedzy, sprzymierzył się z silnym, by wtedy, gdy powinęła mu się noga i zaczął przegrywać, przeskoczyć jednym susem do obozy zwyciężców. ZSRR prowadził samodzielną politykę w danym momencie, a dziś czasy są inne, nie ma już Rosji sowieckiej, ale Polska i Polacy, wciąż widzą ZSRR. Rosja, w odpowiedzi na polskie prawo zarzuciła a to naruszenie dwustronnego traktatu o przyjaznej i dobrosąsiedzkiej współpracy z 1992 roku, a to pochodzącą z 1994 roku umowę o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji. Polacy zobowiązali się „do ochrony wszelkich miejsc pamięci, które są obiektem szacunku i pamięci obywateli obu państw” oraz do współpracy Polski i Rosji w zakresie „rozwiązywania wszelkich spraw związanych z ustalaniem, rejestracją, urządzaniem, zachowaniem i należytym utrzymaniem miejsc pamięci i spoczynku – polskich w Rosji i rosyjskich w Polce, żołnierzy i osób cywilnych poległych, pomordowanych i zamęczonych w wyniku wojen i represji.
Ale, jak to w Polsce, prawo sobie, a życie krajowe i potrzeby polityczne sobie. Dla doraźnych celów politycznych, ciekawe jakich i kto na tym korzysta, Polacy chcą usunąć pomniki wspólnej, polsko-rosyjskiej, historii, zapominają, że wojna skończyła się dzięki, w jakimś rozmiarze, śmierci setek tysięcy rosyjskich żołnierzy, którzy zginęli, by ratować Polskę i Polaków. W Polsce propaguje się „kult żołnierzy wyklętych”, którzy oswobodzili, po latach, Polskę z okowów komunizmu, wprawdzie symbolicznie, bo w okresie tużpowojennym, raczej, zajmowali się bandyterką niż wojowaniem, ale gdy rekwirowali dobra prywatne, spółdzielcze to zawsze jako Wojsko Polskie. Ku chwale Ojczyzny!
Dziś słyszymy, ach te poklepywanie po plecach polskich polityków, że dobrze chłopcy, bawicie się tak, jak chcemy, a ci, zamykają oczy i rumienią się na pochwały, że armia polska to, ho ho, ale z całym szacunkiem, nie była i nie jest wystarczająco silna, by przeciwstawić się niemieckiemu nazizmowi, by, współcześnie, prowadzić samodzielne działania operacyjne. Wystarczy potencjału, aby uświetnić przyjazd głowy jakiegoś państwa, salutować na pogrzebie oficjela, uświetnić erygowania kościoła i tym podobne imprezy. Ot, wojsko Księstwa Warszawskiego. Polacy zapominają, chcą ustami swoich demokratycznych przedstawicieli zapomnieć, że radziecka pomoc stanowiła istotną rolę w ostatecznym zwycięstwie i uratowaniu mieszkańców Polski. Brzmi to zdumiewająco, ale Polacy hodują w sobie „rusofobię”, coś co, lata temu było wyrazem osobistych życiowych doświadczeń w zetknięciu się z rosyjskim państwem jako zaborcą, jest dziś swoistym „genem”, przekazywanym kolejnym pokoleniom, którzy z Rosją, Rosjanami nie mają żadnego kontaktu, ba nie znają rosyjskiego, nie byli nigdy w tym kraju. Za taką politykę i wytwarzanie antyrosyjskiej społecznej fobii przyjdzie zapłacić. Rosjanie nie zapomną upokorzenia politycznego zaserwowanego im przez Polskę, która, oby realizowała własny scenariusz, a nie „podpalaczy świata”, którzy Polaków wywiedli w pole i poprzez tzw. powstanie listopadowe, styczniowe, i II wojnę światową, w wybuch której Polska ma swój zapamiętany udział.
Oczywiście, jak zawsze w polityce, gdy przyjmujemy, że działa się racjonalnie, zapytać możemy, komu to służy. Jedyna sensowna odpowiedź to taka, że, na pewno, nie Polska i Polacy. Kto odpowiada za takie decyzje? Kto jest aż tak nierozsądny, że ślepo wierzy w zachodnioeuropejską przyjaźń i bezwarunkową pomoc USA? Polska, będąc w środku tygla geostrategicznego powinna być ostrożna, pamiętać, że sojusz prusko – rosyjski jest wieczny, powinna uważnie podchodzić do decyzji, które, jak pokazuje historia, mogą zmienić świat. Trzeba umieć wyciągać wnioski z doświadczeń przeszłości. Polska nie przetrwa skłócona ze swoimi sąsiadami, kłopoty Polski będą ich sukcesem, więc kibicować jej istnieniu nie bedą.

Opublikowano judaizm | Otagowano , , | 2 komentarzy

Granice absurdu…

Podczas pobytu wakacyjnego w polskich górach zauważyłem na jednym z turystów koszulkę, na której w kontur Polski wpisane były słowa: Granice Absurdu, napis miał biało-czerwone barwy. Oczywiście, nie była to jakakolwiek manifestacja ze strony „nosiciela” koszulki, jak mniemam, traktował on ją jako odzienie z intrygującym hasłem. Ale…
Mnie skłoniło ono do przemyśleń na temat obecnej Polski. Posłuchajcie…
Czy Polska w obecnych granicach terytorialnych nie jest tworem absurdalnym? Państwo stworzone łaską Wielkiej Trójki, by upokorzyć Niemcy, które odzyskując, po częściowym zjednoczeniu, swobodę działania w Europie, a szczególnie w środkowej i wschodniej jej części, upomną się o zabrane dziedzictwo. Absurdalna jest i polityka tego „bękarta Jałty i Poczdamu”, agresywna, rewizjonistyczna, i co nie mniej dokuczliwe, nieprzewidywalna, ale i samo jego istnienie. Hitem sezonu 2017 jest podniesienie kwestii reparacji wojennych, choć w 1953 roku Polska zrzekła się ich, skutecznie w rozumieniu prawa międzynarodowego. Kuriozalne jest, że o reparacje z tytułu zniszczeń wojennych domaga się kraj współwinny wybuchu II wojny światowej. Chociaż działania wojenne rozpoczęły się 1.09.1939 roku, to druga wojna światowa rozpoczęła się znacznie wcześniej, rozbiorem Czechosłowacji, w którym Polska wzięła czynny udział. Rownież działania Polski w sprawie Gdańska i tzw. korytarza dowodzą, że słuszne interesy państwa niemieckiego zostały przez państwo polskie odrzucone w imię sprowokowania konfliktu wojennego, którego ukierunkowanie na wschód było żywotnym interesem angielsko-francuskim.
Nowością jest zakwestionowanie przez decydentów „dobrej zmiany” ciągłości prawnej państwa polskiego, braku suwerenności w podjęciu decyzji o zrzeczeniu się reperacji wojennych w latach 50- tych, że istniejący wówczas PRL, to takie, nie wiadomo, co, że tamto państwo to takie „hocki-klocki” ZSRR, ale mam wrażenie, że więcej w nim było suwerenności i samodzielności niż w obecnej Polsce, po traktacie lizbońskim. Jak wysoko Polska może „podskoczyć” pokazują, aktualnie obserwowane, działania Komisji Europejskiej w obronie tzw. praworządności. Polsce pozostaje „marsowa mina” i nie mniej spektakularne, ale robiące wrażenie na apologetach „wstania z kolan” groźne kiwanie palcem w bucie, prawym, bo rządzi „prawica”, lewy odpoczywa. I ci, i ci – góry nie przeniosą, polska scena polityczna to dwie strony tego samego zaścianka, tokującego o Trójmorzu, Polsce z Wilnem i Lwowem, patriotyzmie, wstawaniu z kolan, dumie narodowej. Powiedzmy szczerze – obecna Polska jest rozdęta i mierzi swoim istnieniem narody, które mogą i chcą, i mają możliwości, by nadawać ton Europie. Polska musi pożegnać się z przekazanymi jej w czasową administrację Prusami Wschodnimi, Pomorzem i Śląskiem. Polacy – uwierzyli w swoją gwiazdę, że są aryjczykami i mogą współrządzić Europą, nadawać ton i wyznaczać kierunek rozwoju kontynentu. A są tylko Słowianami, ale bez cudownej rosyjskiej mistyki i duchowości. To wskazuje ich miejsce i pozycję w szeregu państw euroazjatyckich. Za Polakami ciągną się nie rozliczone i nie zapłacone rachunki wojenne współsprawców Holokaustu, ludobójstwa na Niemcach, w trakcie wypędzeń, za grabieże i rabunki mienia żydowskiego, za udział państwa polskiego i jego machiny w ukryciu prawdy i „sprywatyzowaniu” pozostałości żydowskich majętności. Działania podejmowanie w tym zakresie, to nie „wypadek przy pracy”, czy pomyłka, lecz złodziejstwo i struktury mafijne, w których uczestniczą polscy patrioci i władze, by ukryć polski udział w „Judenjagd”, donosy „Panie Gistapo”, szmalcownictwo. Przykrywa się to garstką „sprawiedliwych”, dla których, nielicznych, pomoc Żydom była nakazem sumienia, a nie interesem, bo „…na Żydach, Panie, to można zarobić”. Dziś Polacy propagują „religię pomocy”, mit niewinnych ofiar, a są współwinnymi Zagłady, częstokroć sprawcami ludobójstwa. Polskie państwo podziemne to była sprawna machina administracyjna i wojskowa, którą Polacy szczycą się, nie zrobiło nic w kwestii pomocy Żydom, nic, by nazizm nie znalazł furtki do polskich umysłów i dusz. Niestety są liczne przykłady, że statystycznemu Polakowi, a w ulubionej, polskiej, narracji „mętom społecznym”, podobało się to, co Niemcy robią z Żydami. Już po wojnie Żydzi słyszeli, niejednokroć, ” na Was potrzeba Hitlera”, albo „Hitler to ludobójca, ale z Wami, Żydami, zrobił porządek”. Nawet dziś, w miasteczkach, gdzie Żydów nie ma od ponad 70 lat, spotkać można hasła malowane na ścianach stodół: „Jude raus”. Do kogo są kierowane? Kto je maluje? Jeśli owe słynne „męty”, to skąd u nich takie rozeznanie i wiedza historyczna? Świadomość polityczna? Polacy współcześni – w swej masie – jako potomkowie chłopstwa są antysemiccy. Pielęgnują go, podlewają katolicyzmem i codziennym wychowaniem.

Opublikowano judaizm | Otagowano | 2 komentarzy

Mordercy spod skrzydeł armii krajowej

W dniu 17 sierpnia 1943 oddziały wojskowe Konfederacji Narodu zostały rozkazem gen. Tadeusza Komorowskiego, ps. Bór, włączone do Armii Krajowej. Rozkaz scaleniowy podporządkowywał oddziały działające na Białostocczyźnie Okręgowi Białystok, a przygotowywane do wyjścia w pole oddawał do dyspozycji Okręgu Nowogródek. W ramach reorganizacji Okręgu Nowogródek z jednostek Uderzeniowych Batalionów Kadrowych utworzono batalion, który stał się 3. batalionem 77. Pułku Piechoty AK. Dowodził nim Bolesław Piasecki, a funkcję adiutanta pełnił Jan Wyszomirski, ps. Wroński. Kapelanem batalionu był ks. Mieczysław Suwała, ps. Oro, a lekarzem Stefan Goebel, ps. Kreczetow.
W nocy z 14 na 15 sierpnia 1943 roku trzydziestoosobowa grupa z VIII Uderzeniowego Batalionu Kadrowego oddziału Konfederacji Narodu, którą wspierał patrol Narodowych Sił Zbrojnych dokonała rzezi ludności cywilnej we wsi Mittenheide (do 1938 r. Turoscheln), położonej 3 km na północ od przedwojennej polsko-niemieckiej granicy, a dziś Turośl, położonej w Prusach Wschodnich, dwadzieścia pięć kilometrów od Johannisburga, dzisiejszego, polskiego Pisza. Data ataku nie była przypadkowa, wybrano dzień 15 sierpnia, który był dniem święta armii polskiej, upamiętniającym „Cud nad Wisłą” w czasie wojny 1920 roku.
Ówcześnie wieś liczyła około 1000 mieszkańców. Akcją dowodził ppor. Stanisław Karolkiewicz, ps. Szczęsny. Przed atakiem na Mittenheide oddział udał się do leśnictwa Krummenheide, zwanego też Eischenwalde lub Dębniak, gdzie rozstrzelał leśniczego Herberta Upitza wraz z żoną i dwójką nieletnich dzieci, 6 letnią córką i 2 letnim synem. Herbert Upitz był członkiem SA. Po dokonanym morderstwie bojowcy uderzyli na wieś i miejscowy posterunek żandarmerii. Wywiązała się walka pomiędzy polskimi bandytami a miejscową samoobroną, złożoną z mieszkańców wsi wspomaganych przez miejscowych żandarmów. Polscy partyzanci z grupy uderzeniowej za pomocą wiązek granatów o dużej sile wybuchu, wrzucanych do domów przez okna, zniszczyła prawie czterdzieści budynków. W rzezi zginęło około 100 cywilów – mężczyzn, kobiety i dzieci. Przeprowadzona akcja pokazała dobitnie, że AK prowadzi walkę z cywilami, mordując ich bezpardonowo, tłumacząc podejmowane działania rzekomym odwetem za niemieckie zbrodnie. To, że Niemcy mordowali cywilów wszyscy wiedzieli i doświadczali tego od początku niemieckiej okupacji. Ale, jak związek z działaniami niemieckich zbrodniarzy mieli cywile z Prus Wschodnich, których spotkała kara za niemiecką pacyfikację wioski Krasowo-Czestki w powiecie Wysokie Mazowieckie w dniu 17 lipca 1943 roku i zabitych 257 osób. We wsi Sikory-Tomkowięta oddział SS zabił 49 osób, w Zawadach i Laskowcach 58 osób, w Grzywach 36 osób, we wsi Goryń 36 osób, we Wnorach-Wandach 32 osoby. Tylko w samym lipcu 1943 r. Niemcy zabili około 800 cywilów na obszarze Bezirk Białystok.
Rzekomo, ci którzy zarządzali Bezirk Bialystok pochodzili z Prus Wschodnich. Trudno uwierzyć, by decydenci kierujący Bezirk Bialystok, to był niemieccy bauerzy, a takich Polacy wymordowali. Skąd pochodzili członkowie oddziałów, które uczestniczyły po stronie niemieckiej w pacyfikacji wsi Krasowo-Czestki? Tego już nie zbadano. Jeśli miałby to być odwet na pobratymcach tych od pacyfikacji to warto było ustalić, czy z tej wsi pochodził choć jeden niemiecki policjant, czy żandarm? Ciekawe, jak ustalono, że są oni ze wsi Mittenheide. I dlaczego nie wyprawiono się w okolice miasta Elbing. Dziś w miejscu tej zbrodni hasają po lesie „myśliwi” z obwodu łowieckiego nr 288 zarządzanego przez koło łowieckie nr 70 „Cyraneczka” w Warszawie, którzy „sportowo” strzelają do bezbronnych zwierząt, mordując je masowo. We wspomnieniach partyzanci chwalą się, że przeprowadzona rzeź na bezbronnych mieszkańcach wsi zakończyła się bez strat własnych. Trudno sobie wyobrazić, by było inaczej, gdyż bojowcy AK działali z zaskoczenia, w nocy i jeśli byli wśród nich ranni to tylko wskutek postrzałów własnego ognia. Ci, którzy są członkami plutonów egzekucyjnych nie ponoszą strat, bo to oni strzelają, a nie do nich się strzela. Dlaczego polscy żołnierze wyprawili się aż do Prus Wschodnich? Przecież odwetu można było dokonać w macierzystym okręgu białostockim. Najłatwiej „walczy” się z bezbronnymi cywilami, których można zaskoczyć we śnie. Tak pada mit rycerskości polskiego podziemia. Byli to mordercy, wyzuci z wszelkich zasad, dla których „chlebem powszednim” były gwałty, rabunki i morderstwa.
Ciekawostką, na zakończenie, niech będzie to, że dowodzący Stanisław Karolkiewicz w dniu 3 maja 2006 roku został awansowany do Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do stopnia generała brygady.

Opublikowano judaizm | Otagowano , , | Skomentuj

Chwała Bohaterom?!

Kolejną rocznicę wybuchu powstania warszawskiego mamy za sobą. Było podniośle i patriotycznie. Oby w podobnym uniesieniu była celebrowana rocznica jego kapitulacji….miejmy nadzieję, że będzie tak samo hucznie świętowana, jak jego rozpoczęcie.
Ci, którzy zadecydowali o wybuchu walk nie dokonali, niezbędnej z wojskowego punktu widzenia, analizy kosztów operacji militarnej. Złamali rozkazy planu „Burza”, w ramach którego nie przewidywano wybuchu powstania w jakimkolwiek okupowanym mieście, zignorowali znaną z kresów wschodnich Polski politykę ZSRR w stosunku do Polaków i AK, zapomnieli o sojuszu Anglii i USA ze Związkiem Radzieckim oraz o ich stosunku do rządu londyńskiego. Ignoranci!
Można było przewidzieć, że Armia Czerwona nie udzieli siłom zbrojnym nieuznawanego rządu polskiego w Londynie pomocy militarnej w jakiejkolwiek postaci, ba, wykorzysta powitanie – przeciwko AK – by umocnić władze komunistyczne. Paradoksalnie, to powstańcy i decydenci jego rozpoczęcia dopomogła, poprzez zmęczenie społeczeństwa ofiarami i zniszczeniami „patriotom polskim” z ZSRR w zdobyciu władzy, potem w jej umocnieniu. Hasła – spokoju, porozumienia, odbudowy Polski z ruin wojny – zyskały społeczną przychylność. Tylko nieliczni, wykluczyli się sami, gdyż kontynuowali bezsensowną walkę z własnym narodem, poprzez napady na GS-y, posterunki MO, odsuwali się na skraj społeczeństwa. Ciężko było, przyzwyczajonym do trudów i okrucieństwa „leśnemu wojsku” wrócić do spokojnego i pokojowego życia. To była walka o władzę, bez przebierania w środkach, a celem była Polska. Rzuciwszy rękawicę nowej władzy wykluczyli się sami, zostali przeklęci. Dziś – wyklęci i niezłomni, niezłomnie niszczyli pozostałości wojennej rzeczywistości, zapamiętali w banderce, partyzanci (sic!) pokochali las, jak skauci biwaki, innego życia nie znali i nie chcieli znać. Mordercy spod znaku AK i NSZ. AK – a kury, a kaczki…te rabowane po wsiach, brane w kontrybucję na potrzeby prawdziwego polskiego wojska, za pokwitowanie wypisane kopiowym ołówkiem na skrawkach papieru. Spytajcie na Białostoczczyźnie, co „leśni chłopcy” wyczyniali…
Ciekawe, czy przy okazji celebrowania powstania warszawskiego ktoś poruszy sprawę losu cywili, którzy nie poparli jego wybuchu i werbalnie protestowali przeciwko walkom? Ich los został przypięczętowany, podzielili dolę zamordowanych przez Niemców, na Woli, Ochocie i Starówce. Zostali przez powstańców rozstrzelani, bez sądu, jak zamordowani Żydzi, z rąk niezłomnych, to wiemy. Czy dowiemy się, ilu tzw. powstańców zdezerterowało, uciekając z pola walki, nie wracając na barykady, markując walkę, porzucając broń, jeśli ją mieli, udając cywilów? Może warto i o nich pamiętać jako ofiarach powstania?
Społeczne koszty operacji pt.: „powstanie” były ogromne i niewarte wysiłku zbrojnego. Koszty polityczne płacone są do dziś. Ot, zabawa „dobrej zmiany”, rekonstruktorów i fanatyków wszelkiej maści rozrób. Bez oglądania się na koszty i dokonywane szkody. Jak „noc listopadowa”, bo wódka była za droga! I cała polska waleczność! Gdyby nie Armia Czerwona nie byłoby Polski, Polacy uszanujcie ofiary – żołnierzy, którzy wyzwolili Wasz kraj, nie niszczcie pomników wdzięczności tych, którzy tu zginęli. Opamiętajcie się!
I pytanie, jak Polacy celebrować będą kapitulację powstania 1944?

Opublikowano judaizm | Otagowano , , | Skomentuj

Czym nas Polska zachwyca?

W propagandzie sukcesu „dobrej zmiany” – wszystkim! Dziś: Dumna Polska, dumni Polacy, godność przywrócona Bohaterom, poczucie troski o stan państwa, wzmocnienie pozycji międzynarodowej i dalekosiężna wizja silnego, suwerennego kraju. Polska, wprawdzie dopiero od 2 lat, ale kroczy od sukcesu do sukcesu. No, i te krajobrazy, plaże, góry, zabytki Krakowa i piękna europejska stolica – Warszawa z „drapaczami chmur” w centrum stołecznego „city”, wybudowanymi ze szkła i stali na ukradzionych nieruchomościach, ale to szczegół techniczny. I tak, zachwycają przybyszów z innych bantustanów. A, ludzie, wprost cukierkowi, życzliwością aż kipiący na lewo i prawo, przyjaźni i uśmiechnięci, pomocni dla „błąkających się” z mapami turystów.
Poza tym Polska jest bezpieczna, w sobie i poza. Militarnie pręży muskuły, na razie cudze, ale pod trzepakiem podwórkowym, często silniejsi koledzy podpuszczali słabszych i cherlawych, by pyszczyli na innych, obiecując w razie zagrożenia pomoc, na końcu odchodzili z zaatakowanym przez podjudzonego cherlaka na piwo, dogadując się przeciwko podwórkowemu błaznowi. Polska w sprawie bezpieczeństwa militarnego robi dwie, kapitalne rzeczy, buduje silną armię i prosi o gwarancje NATO. Z donosów funkcjonariuszy dziennikarstwa obywatelskiego oba cele są realizowane, współpraca z NATO i USA cały czas się zacieśnia: Polska została niestałym członkiem Sojuszu, a amerykańskie wojska wzmacniają wschodnią flankę. Polska nie zapomina o sąsiadach, choć w nieoficjalnych, gdzież tam!, w podsłuchanych rozmowach przedstawicieli polskich elit politycznych wypowiada się ich ustami, z pogardą. Tłumaczy się, że te rozmowy nie liczą się, bo były prywatne, choć na rachunek obywateli, a poza tym trzeba łapać tego, kto nagrywał rozmowy, a nie tego, kto choć brzydko, ale rozmawiał podczas lunchu. Nieładnie jest podsłuchiwać, bo prywatna rozmowa to prywatna rozmowa i nikomu coś do tego. Basta! Więc Polska, tytaniczną pracą swoich elit politycznych wzmocnia Europę Środkowo-Wschodnią, odbudowuje Grupę Wyszehradzką i propaguje inicjatywę Trójmorza, według wersji hard, paktu zrzeszającego dwanaście państw, trzy morza i mającego wspólny cel: rozwój regionu. Ma ono wzmocnić spójność Unii Europejskiej poprzez zacieśnienie współpracy infrastrukturalnej, energetycznej i gospodarczej państw Europy Środkowej. „Gołym okiem” widać jednak, że wiatr amerykański dał siłę w żagle, by zbudować przeciwwagę dla pozycji Niemiec i tzw. starych państw Unii, i zredukować wpływy Niemiec w tej części Europy. To się nie może udać! Oczywiście, na aktualnym etapie polityki USA, Polska jako dywersant jest Ameryce potrzebna, ale w polityce nic nie jest wieczne i położenie Polski z atutu na danym etapie zamieni się w problem i „tę kulę u nogi” USA pozostawią, poświęcą na ołtarzu pokoju światowego i porozumienia z Rosją i Niemcami. Wtedy imadło zaciśnie się na polskim gardle, a państwo polskie wróci do właściwych i proporcjonalnych do swego, swoich elit i obywateli rozmiarów terytorialnych. Księstwo Warszawskie…, ale bez polskiej części Pojezierza Litewskiego. Rada dla polskich państwowców, jeśli Wilno, Grodno i Lwów tak ważny – aplikujcie o nie u obecnych włodarzy! Prusy, Pomorze i Śląsk – powróci do Macierzy.
A, i nie można zapomnieć o wielkim sukcesie ostatnich tygodni. Mianowicie o wizycie w Warszawie prezydenta USA Donalda Trumpa. Jak dotąd, głowa żadnego państwa, nie wygłosiła o Polsce i Polakach płomiennej mowy, która poruszyła serca i umysły Polaków do tego stopnia, że w daleki świat wysłany został, jednoznaczny, przekaz o polskiej historii, bohaterstwie i niezłomności polskiego narodu. Chwała Bohaterom! Polska jest o krok od przyłączenia do USA, bo przecież o takie „cudo”, wszyscy będą się starać, by mieć je w swoich ramionach.
Wszystko idzie gładko, a nawet ślisko…

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

Tisza beAw

Tisza beAw w roku 2017 zaczyna się po zachodzie słońca w poniedziałek, 31 lipca, a kończy o zmroku we wtorek, 1 sierpnia.
Jest to święto jednodniowe, przypadające 9 dnia miesiąca aw. Takie jest znaczenie jego nazwy. Upamiętnia zniszczenie Pierwszej Świątyni przez Babilończyków w 586 roku p.n.e. oraz Drugiej Świątyni przez Rzymian w 70 roku n.e.  Także tego dnia Żydzi zostali wypędzeni z Anglii w roku 1290 i z Hiszpanii w roku 1492. W okresie Holocaustu Niemcy z premedytacją wybierali ten dzień na przeprowadzenie szczególnie brutalnych akcji w gettach.
Aby upamiętnić zniszczenie Świątyń, dzień Tisza beAw, jest dniem pełnego postu. Dotyczy on jedzenia, picia, zabroniona jest kąpiel, noszenie skórzanego obuwia, używanie kosmetyków, stosunki seksualne. Podobnie, jak w Jom Kipur, kobiety w ciąży, karmiące matki i poważnie chorzy są zwolnieni z postu wówczas, gdy ich zdrowie byłoby narażone na szkodę przez jego przestrzeganie. Jednak, w odróżnieniu od Jom Kipur, w dzień Tisza beAw wolno pracować i wolno palić papierosy. Zwyczajowo do południa unika się prac, które nadmiernie rozpraszają skupienie charakterystyczne dla tego dnia. Mimo że post kończy się po mniej więcej dwudziestu czterech godzinach, wraz z zapadnięciem nocy, zakazane jest spożywanie mięsa i picie wina aż do południa następnego dnia, gdyż Świątynia płonęła przez całą noc 10 dnia miesiąca aw.
W wieczór rozpoczynający Tisza be-Aw odczytuje się w synagodze zwój Ejcha (Lamentacje proroka Jeremiasza), powstały po zniszczeniu Pierwszej Świątyni. Przedstawiają one, nie tylko zniszczenie Judei, ale także destrukcję moralną, opisują przypadki kanibalizmu: matki w oblężonej przez Babilończyków Jerozolimie chcąc przeżyć, żywiły się zwłokami własnych dzieci.
Podczas porannej modlitwy mężczyźni nie zakładają tefilin. Uważane jest to za zbyt radosną czynność, aby sobie na nią pozwalać w to najsmutniejsze z żydowskich świąt.
Jest to również dzień, gdy ludzie w synagodze nie siadają na krzesłach, ale, jak żałobnicy, na podłodze lub bardzo niskich stołkach, z uwagi na żałobę tego dnia, nie pozdrawiają się nawzajem.
Główny powód żałoby w Tisza beAw – brak Świątyni – jest wciąż aktualny. Od roku 691 n.e. w miejscu, gdzie stała Świątynia, znajduje się meczet. Dla wielu, fakt ten wyklucza możliwość, aby Świątynia pojawiła się tam kiedykolwiek ponownie.
Istnieje tylko jedno skojarzenie związane z tym dniem, które przynosi nadzieję: według odwiecznej tradycji właśnie w dzień Tisza beAw narodzi się Mesjasz.
Wnętrze Kopuły na Skale stanowi – według tradycji – dokładnie tę przestrzeń, w której mieściła się najważniejsza część Świątyni. Jest to jednocześnie skała, na której Abraham miał złożyć ofiarę z Izaaka.
W Starej Jerozolimie istnieje Ateret Kohanim Jesziwa,  która przygotowuje przyszłych kapłanów do obsługiwania Świątyni.

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

Weto prezydenckie…Ad captandam benevolentiam?!

Odmowa podpisania ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości ucieszyła partie opozycyjne, ale czy jest, rzeczywiście, powód do radości?
Twierdzę, że opozycja przegrała, po raz kolejny, swoją szansę, a prezydent wespół z szefem partii rządzącej rozprowadził i opozycję, i ujadających eurokratów. Już nic, nie będzie takie same. Jednym ruchem, podpisując, z punktu widzenia uprawnień ministra sprawiedliwości i partii rządzącej, najważniejszą ustawę – o ustroju sądów, wytrącono „obrońcom demokracji” powód do protestów.
Majstersztyk!
Teraz już spokojnie, ale w ekspresowym tempie, dokonane zostaną zmiany przebudowujące system polityczny Polski.
Kto jest głównym rozgrywającym? Jeszcze kilka dni opozycja, jak indyk, świętować będzie odroczenie Święta Dziękczynienia, nie widząc, że pętla zaciska się coraz bardziej. Liderzy tzw. opozycji są, jak żaba wrzucona do podgrzewanej wody, pluska, pływa, robi hołubce, nie dostrzegając, że przegrała swoją szansę, jeśli uznamy, że jakąkolwiek szansę miała. To już koniec…
Dlaczego to takie ważne? Sądy polskie są jednym z uczestników porozumienia, układów mafijnych, które rozkradają mienie pozostawione przez Żydów, pod płaszczykiem tzw. reprywatyzacji, pozbawiają prawowitych następców odzyskania spuścizny współbraci. Z pozostałymi uprawnionymi obchodzą się, nie mniej, obcesowo.

Opublikowano judaizm | Skomentuj

Polaczkowie to mordercy! Mają za co przepraszać!

Znowu afera wśród prawdziwych Polaków, bo jakiś biskup przepraszał w Jedwabnem. Zakrzyknięto: w czyim imieniu? Ci, co przepraszali to, zwyczajnie, sprzedawczycy na sznurku Żydów, a to Kwaśniewski, wiadomo Żyd, a to Komorowski, wiadomo „przejechał na pasach ciężarną zakonnicę”, no i teraz ten biskup, skąd się on urwał? Nie wolno przepraszać, gdyż prowadzona jest nowa narracja, narracja prawicowa, iż Polacy byli niewinnymi ofiarami. Nie tylko ofiarami, ale i dobroczyńcami Żydów, gdyż ratowali ich kosztem swojego życia, swoich bliskich i majątku. Takie poświęcenie! Tworzy się „religia pomocy”. Prawda, byli odszczepieńcy, którzy w godzinie próby nie sprawdzili się, ale to motłoch, nieliczne jednostki, reszta to „sprawiedliwi wśród narodów świata”.
Obojętnie kto, katolicy i lewacy, jedna swołocz, ci, co tworzą naród polski, obojętnie, czy serce mają po lewej, czy po prawej stronie, czy w ogóle serca nie mają – tych najwięcej, mają klękać i przepraszać! Za co, ktoś zakrzyknie?
Za zniszczenie i wymordowanie gmin żydowskich, nędznych sztetli, tych wszystkich Jedwabnych, Radziłów, Szczuczynów, Goniądzów!
Za polskie obozy koncentracyjne, za ludobójstwo, wypędzenia, za te wszystkie zbrodnie przeciw ludzkości!
Oj tam, zaraz, wielkie mecyje, wprawdzie trochę się tych domów, gruntów, kamienic wzięło, brało się i futra, kapoty, obrusy i wszystko inne, co żydostwo miało w nadmiarze, zresztą po co im to, skoro z nimi szlus…do dołów, stodół, a i zwyczajnie rowów przydrożnych. Należało im się za polską krwawicę. Gdzie więc problem?
Potem szło się do partyzantki, by walczyć „O Polskę” z najeźdźcą sowieckim, było się wyklętym przez tych komunistycznych psubratów. Teraz handluje się kamienicami i placami pożydowskimi. Ot, trzecie pokolenie szmalcowników!

Opublikowano Antysemityzm, Holokaust, Żydzi | Otagowano , | Skomentuj

Talmud to nie żydowski „Mein Kampf”!

Trudno oprzeć się wrażeniu, że autor haniebnych słów przyrównujących Talmud do „Mein Kampf” odczuwa jakieś nieokreślone uczucie dumy ze swego antysemityzmu, kiedy tylko używa słowa „Żyd”. Dlaczego nieokreślone?
Bo w moim odczuciu postawa autora tych i innych stwierdzeń przeciw Żydom jest niemoralna, nietolerancyjna i ksenofobiczna. Księdza Jacka Międlara ogranicza, jeszcze, strach przed sankcją prawną za antysemickie nawoływania. Widać, że „wiatru w żagle” dostaje od środowisk nacjonalistycznych i gdyby tylko propagował nacjonalizm byłoby „pół biedy”. „Cała bieda” w tym, że ksiądz katolicki Jacek Międlar korzysta z przywileju „późnego urodzenia”, ale nie ma pewności, choć istnieje duże prawdopodobieństwo, czy w czasie Holokaustu, nie zajmowałby się polowaniem na Żydów lub co najmniej szmalcownictwem. Powiedzmy sobie szczerze i w konwencji księdza Jacka Międlara, że kiedyś dla takiego byłaby kulka, dziś tylko wzruszenie ramion i modlitwa o uzdrowienie. Modlę się za Ciebie…
Wróćmy do słów porównujących Talmud z „Mein Kampf” Adolfa Hitlera… Przede wszystkim trzeba jednoznacznie powiedzieć, że Talmud nie jest niczym innym niż sztuką czytania i interpretowania Tory. Naprawdę, nie można zrozumieć judaizmu, jeżeli nie rozumie się powiązania Tory Pisanej (Tora Szebichtaw) z Torą Ustną (Tora Szebealpe). Księdzu katolickiemu wypada powiedzieć coś, co powinno mu utkwić głęboko w sercu: chochmat adam tair panaw – „mądrość człowieka rozświetla jego twarz”. Talmud uczy sztuki czytania i interpretowania, a zatem rozumienia Tory.
Zanim wyjaśnię znaczenie Talmudu dla judaizmu, wyjaśnię samo pojęcie
„Talmud”. Rdzeń hebrajski tego słowa to lamed-mem-dalet, czasownik lomed oznacza „uczyć się”.
By zrozumieć czym jest Talmud konieczne jest zapoznanie się z kilkoma podstawowymi słowami dotyczącymi struktury Talmudu.
Mamy tu słowo: Miszna, którego rdzeń wywodzi się od szana, oznaczającego „powtarzać”. Miszna jest podstawą Talmudu. Na Misznę składa się 60 traktatów ułożonych w sześciu porządkach. Dlatego nazywa się czasem Talmud słowem Szas, czyli 6 porządków. Tekst Miszny służył za podstawę talmudycznych debat w dwóch centrach nauki – mianowicie w
Babilonii i w Izraelu. Zapis tych dyskusji, odbywanych mniej więcej przez trzy stulecia, nazywa się Gemara. Czyli jedna Miszna i dwie Gemary. Z tego powodu istnieją też dwa Talmudy – Babiloński i Jerozolimski. Niezmiernie cenne i pomocne w studiowaniu Talmudu jest zapoznanie się z poglądami tanaitów i amoraitów. Jest niezmiernie ważne wiedzieć, czy konkretne zdanie w Talmudzie zostało wypowiedziane przez tanaitę, czyli jednego ze starszych nauczycieli, których było sześć generacji od Hilela do Rabiego, czy przez któregoś z amoraitów, dzielących się na dwie grupy, w Babilonii i w Izraelu.
Chociaż amoraici z ostatniej generacji, Rawina i raw Aszi, zredagowali tekst Talmudu Babilońskiego, Talmud nigdy nie został zamknięty ani skanonizowany, bo przeczyłoby to jego zasadniczej idei. Nauka w jesziwie rozpoczyna się od Talmudu Babilońskiego.
Zadaniem Talmudu jest sprecyzowanie i ustalanie zakresu danego przykazania. Talmud, co powinni wiedzieć jego krytycy, nie uczy normatywnego prawa żydowskiego, czyli halachy. Religijny Żyd we wszystkim chce kierować się Torą i halachą, a życie, z uwagi na swoją zmienność, zmusza wciąż do formułowania nowych pytań, pytań których jest zatrzęsienie.
Talmud nie jest przewodnikiem halachicznym, ale
z Talmudu uczymy się sposobu myślenia, dzięki któremu jesteśmy zdolni halachę wywieść. Jest to bardzo istotne, by rozumieć, że Talmud poprzez żywe i dynamiczne podejście do Tory Pisanej ustrzega nas przed popadaniem w bałwochwalcze czczenie tekstu dla niego samego. Zachowawcze podejście do tekstu pozbawia go znaczenia, sprawia, że święty tekst jest martwy i nie przemawia do nas i okazuje się zupełnie nieadekwatny do nowych sytuacji życiowych. Talmud to Tora Szebealpe, czyli inaczej Ustna Tora. Oznacza to, że Talmud należy studiować w dyskusji poprzez praktykę ustnego przekazywania wiedzy z rabina na ucznia i niemilknące dialogowanie, stałe pilnowanie i kwestionowanie toku myślenia z towarzyszem nauki. Taki sposób nazywamy chawruta.
Talmud nie jest więc książką, lecz sposobem myślenia. W odniesieniu do Talmudu użyć można określenia: jam hatalmud, a więc morze Talmudu. Odzwierciedla ono dwie jego cechy: po pierwsze ogrom, a po drugie brak ściśle oznaczonych szlaków. Ludzie, którzy krytykują Talmud są jak ci, którzy wpadli do wody i zachłysnęli się, jawi się im jako groźny żywioł, dla „wytrawnych żeglarzy” jest idealnym akwenem do wędrówki, oni są talmide chachamim. Określenie to oznacza „mądry uczeń”, co pozornie jest zestawieniem sprzeczności, bo jeśli ktoś jest uczniem to nie osiągnął, jeszcze,
mądrości.
Talmud jest stałym poszukiwaniem prawdy i mądrości, można powiedzieć, że Talmud stale rozwija się, kroczy ku rzeczywistości, jest na nią nakierowany, w tym ruchu rodzi się mądrość. Nietypowość i niezrozumienie Talmudu bierze się z ciągłego napięcia pomiędzy Torą Pisaną i Torą Ustną. Zwrócić trzeba szczególną uwagę na język Talmudu i nie chodzi tu o hebrajski, czy aramejski, ale ekspresyjność, która pozwala wejrzeć w rzeczywistość, w relacje istniejące w świecie.
Pierwszą cechą języka Talmudu jest jego precyzja. To nie jest zbiór pomieszanych bez składu i ładu zdań i opowieści, legend i mitów. Tylko, temu kto Talmudu nie zna albo zaznajomił się z nim pobieżnie się, może się on tak właśnie jawić. Talmud powstawał przez prawie pięćset lat, a jego autorami byli mędrcy i z pewnością przemyśleli każde słowo, które w nim jest. Pamiętajmy, że Talmud nigdy nie miał był spisany, Talmud jest Torą Ustną, sposobem myślenia. Spisanie Talmudu było rezultatem obawy, że Tora Ustna się zagubi, ulegnie zapomnieniu. I ta specyficzna forma zapisu została wybrana właśnie po to, żeby zapobiec bałwochwalczemu uwielbieniu dla tekstu jako takiego, którego ostatecznym następstwem jest demagogia i fanatyzm religijny. Z przejawem precyzyjności języka talmudycznego mamy do czynienia, gdy zapoznamy się z argumentację samego wywodu, badającego jakąś kwestię. Talmud, w swej językowej doskonałości, podobny jest do matematycznego dowodzenia, a jego uporządkowanie jest doskonałe. Owa precyzja ukaże się studiującemu Talmud, dopiero po dłuższym czasie cierpliwego uczenia się.
Pamiętać powinniśmy, że Talmud w dobieranych przykładach, które są rozważane, sięga po dziwność i nieprawdopodobieństwo, by plastycznie określić granice stosowalności reguły czy zasady, określając przestrzeń, w której inne, a więc bardziej codzienne i przez to powszechne będą się mieścić.
W Talmudzie idzie o pewną teorię i filozofię prawnych koncepcji, a nie o jakieś rzeczywiste zdarzenie, które gdzieś, kiedyś miało miejsce. To jest Talmud. Talmud jest o myśleniu i budowaniu koncepcji. Dlatego język Talmudu to język dialogu, a to oznacza dwie opinie, prezentację stanowisk dwóch stron. Dialog Talmudu ożywia spór, czy bardziej podział opinii zwany machloket. Nie, nie idzie tu o spór w sensie zwady, czy kłótni, ale o wymianę zdań, koncepcji dotyczących odrębnych spraw, a nie jednej i tej samej.
W Talmudzie, wszystko jest powiązane ze wszystkim, cała Tora jest jednym zagadnieniem, czyli kol hatora kula jinan echad hu.
Talmud w ciągłym dialogowaniu, stałym wypytywaniu się, ciągle tworzonych pytaniach i odpowiedziach jest antydogmatyczny i antyideologiczny. To sprawia, że jest on w pełni demokratyczny, choć dysponujemy regułami pozwalającymi określić, gdzie leży racja. Ktoś, kto „ledwie liznął” Talmud jest całkowicie zdezorientowany właśnie z tej przyczyny, że nie zna tych reguł i dlatego nie dostrzega wspaniałego wewnętrznego porządku i spójności, która w Talmudzie istnieje.
Język jest podstawą myślenia, a myślenie jest tym „obrazem” Boga, według którego zostaliśmy stworzeni. Zdolność myślenia jest tym, co w człowieku określane zostało jako celem Elokim, a więc stworzenie na podobieństwo Boga. Sugerującym, że Talmud to hitlerowski „Mein Kampf” wyjaśniam, że chodzi tu o istotę Boga i że tą cechą przekazaną człowiekowi jest zdolność do intelektualnej percepcji. Zdaje się, że brakuje jej katolickim ignorantom.
Talmud wyzwala w nas umiejętność tego, żeby na podstawie wcześniejszych koncepcji halachicznych, wygenerowywać nowe zasady prawne, które są spójne z poprzednimi, wykształca zdolność spojrzenia na analizowane zagadnienie w nowy sposób, z innej strony i z nowego punktu widzenia. Ta wielopunktowość jest bardzo istotna, bo bez tego nie ma mądrości. Tylko dzięki temu możliwe jest odkrywanie nowych aspektów Boskiego świata. Sama Tora podsuwa nam tę ideę, bowiem dowiadujemy się z niej, że Bóg tworzy świat słowem. Oczywiście musimy mieć świadomość, że stosując te określenia do Boga posługujemy się antropomorfizmami, lecz tylko w celu opisania istoty świata i istoty człowieka. Talmud pozwala na stałe poszerzanie i budowanie własnej myśli, języka, a przez to kształtowanie swego świata.
Talmud poprzez kształtowanie ludzkiej mądrości ujawnia w ludziach dążenie do nowości, do rozstrzygania coraz to nowych zagadnień. Talmud, na podstawie Tory, pomaga zrozumieć wszelkie pojęcia współczesności i pozwala na ich umiejscowienie w Boskim porządku. Talmud dostarcza narzędzi potrzebnych do tego, by zrozumieć nowe zjawiska pojawiające się w świecie. Chodzi o umiejętność wygenerowania nowych pojęć i rozstrzygnięć na podstawie wcześniejszych zasad, które Tora zawiera.
Myślenie talmudyczne charakteryzuje się, przede wszystkim, tym , że uczy zdolności tego, co nazywa się kreatywnością, czy też myśleniem lateralnym. Talmud jest ogromnym hołdem złożonym ludzkiej inteligencji.
Emmanuel Levinas powiedział, że „Życie talmudysty nie jest niczym innym, niż stałym odnawianiem słowa inteligencją”. Bo czym właściwie jest myślenie? Mogło, by się zdawać, że jest ono tylko pewną zdolnością do konstruowania stale nowych permutacji, tylko mnożenia wyliczeń. Ludzki umysł jest wyjątkowy właśnie w tym, że jest zdolny do generowania zupełnie nowych konceptów i pojęć. I to jest to, co Talmud przekazuje na wyższym poziomie jego zrozumienia.
Talmud charakteryzuje się także wielopunktowością podejścia do analizowanego zagadnienia, próbuje je rozgryźć, przeanalizować z wielu, różnych, punktów widzenia. I zawsze próbuje Talmud określić i przebadać wszystkie możliwości. Gdy to się stanie dostrzegamy konceptualną nowość w danym zagadnieniu.
Tora i Talmud to jedna idea, to wzajemne dopełnienie. Tora jest objawieniem Boga człowiekowi, a Talmud z kolei jest wzniosłym sposobem myślenia, w którym obraz Boga, według jakiego zostaliśmy stworzeni, czyli celem Elokim, nasza intelektualna percepcja, zdolności umysłowe są w pełni realizowane.
Dla łatwo rzucających słowa, dla księdza Jacka Międlara i jego akolitów, przestroga.
Talmud należy czytać z dużą ostrożnością i zwracać uwagę na wszystkie możliwe logiczne implikacje danego stwierdzenia. Trzeba też próbować ogarnąć wystarczająco duży fragment tekstu, gdzie dochodzi on do pewnych logicznych konkluzji, żeby dostrzec całość!
Powinni oni wiedzieć i pamiętać, że oddanie się Talmudowi skutkuje mądrością. Ale istotniejsze od tego, ile się razy Talmud przeczytało jest, co się z niego zrozumiało i czy jesteśmy przygotowani, by Talmud nas zmienił.
Pytanie do oszczerców nazywających Talmud ohydnym przekleństwem jest nie ile razy Talmud przeszli, ale ile razy Talmud przeszedł przez nich?
Propagowanie przesądów, które istniały i istnieją w Polsce na temat Talmudu, nie świadczy dobrze o antysemickich wojownikach.
Mądry jest ten, kto uczy się od każdego. To jest otwartość na drugiego człowieka, przywitanie go i podejście ku niemu.
Talmud ze swoim ogromem wiedzy i kreatywnym podejściem do rzeczywistości jest przewodnikiem żydostwa przez całą jego historię.
Oni potrafią tylko krzyczeć: „Duma, duma narodowa duma”.

Opublikowano Antysemityzm, Żydzi | Otagowano , | Skomentuj