Znowu o reparacjach. Słów kilka….

Pisałem o reparacjach z koniecznym wnioskiem, że wywołanie tego tematu to polityczna farsa, to kolejne „igrzyska”, by jechać do przodu, co najmniej, do wyborów 2020 roku, gdyż „paliwo smoleńskie” kończy się. O tym, że reparacje od Niemiec to dęta sprawa świadczy okoliczność, że ich powodzenie zależy od jednego podstawowego czynnika. Ci, którzy wywołali temat reparacji powtarzają „reparacje dla Polski nie są żadną utopią, ale prawną oczywistością, tyle tylko, że potrzebujemy polskich mediów i sądów, aby tę operację przeprowadzić” Aha, nie trybunałów, czy sądów niezależnych i szanujących praworządność, lecz „polskich”. Jeśli prześledzimy kwestię reparacji po zakończeniu II wojny światowej, dostrzeżemy, że zostały już one Polsce wypłacone w ramach puli reparacyjnej dla ZSRR. W jaki sposób ówczesna Rosja rozliczyła się z PRL to już inna kwestia, to nie sprawa Niemiec, że Polska nie dostała nic, ale Polski, by przypomniała skwitowanie odszkodowania niemieckiego otrzymanego od ZSRR.
Polacy powinni uzmysłowić sobie, że wysuwanie przez Polskę roszczeń reparacyjnych grozi powrotem do dyskusji o polskich granicach. Dodajmy do tego, iż przejęcie przez Polskę po wojnie dawnych ziem niemieckich pokryło „z nadwyżką” polskie roszczenia reparacyjne wobec Niemiec.
Przypomnijmy:
Republika Federalna Niemiec w Układzie o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków z 7 grudnia 1970 r. ostatecznie uznała granicę z Polską. Polska potwierdziła w grudniu 1970 r. trwającą ważność oświadczenia z sierpnia 1953 r., że roszczenia reparacyjne zostały spełnione. Nie ulega jakiejkolwiek wątpliwości, iż ten stan rzeczy, pozostał bez zmian, po zjednoczeniu Niemiec. Ewentualnie istniejące roszczenia mogłyby być zgłoszone podczas negocjacji „2+4″, zakończonych podpisaniem 12 września 1990 r. traktatu. Polska, która jako jedyne państwo, oprócz sześciu stron traktatu, uczestniczyła w turach negocjacji, nie podniosła sprawy reparacji od Niemiec dla Polski. Niemcy potwierdziły 14 listopada 1990 r. nienaruszalność wspólnej granicy na Odrze i Nysie, a więc na tą chwilę odstąpienie dawnych ziem niemieckich.
Sprawa zakończona.

Opublikowano judaizm | Otagowano | Skomentuj

„Zakaz wstępu żydom, komuchom oraz wszystkim złodziejom i zdrajcom Polski”.

Baner tej treści zawisł kilka miesięcy temu na płocie posesji hostelu „Dom Polski” należącego do Piotra Rybaka, znanego z głupoty, wśród jego zwolenników zwanej poglądami. Tenże typ spalił na rynku w Breslau kukłę Żyda, a tłumaczył przyłapany, że to kukła Sorosa. Proste porównanie obu obrazów przeczy tezie obrończej, gdyż Soros, który wprawdzie jest Żydem, lecz z żadnej strony nie przypomina postaci podpalonej przez „dumnego Polaka”. Polscy antysemici często bronią się tezą, że zarzucanie im antysemityzmu to zarzut spostrzegawczości, który posiedli i dzięki któremu opisują „to, co widzą”, a więc szczególne żydowskie przywileje i panoszenie się Żydów w Polsce. Nasz dumny podpalacz, zestawiając Sorosa z figurą ortodoksyjnego Żyda wykazał się ślepotą, a z nią antysemityzmem, przed którym się tak broni. Komuchami, złodziejami i zdrajcami Polski nie będę się zajmować, choć interesujące byłoby wyjaśnienie, jak te przywary charakteru i zachowania są badane. Nie można zgodnie z prawem pytać w karcie meldunkowej ani o poglądy, ani o przeszłość kryminalną, ani o pochodzenie etniczne. Ciężki orzech dla obsługi hostelu, by wyłapać tych, którzy chcieliby przenocować u Piotra Rybaka, a mają takie skrzywienie. Osobiście nie wybieram się do hostelu Pana Rybaka, bo nie mam ochoty, ale, niestety, także dlatego, że moja fizjonomia i wygląd nie pozwoliłby mnie na nocleg, podchodzę pod niechcianą kategorię „żyda”.
Teraz okazuje się, że do prowadzonego przez siebie hostelu Pan Rybak nie przyjmuje Żydów. Ciekawostką jest, czy ów zakaz zastosował po wizycie jakiegoś Żyda, a niechęć do tego gościa rozciągnął na wszystkich Żydów w myśl hasła – „tych klientów nie obsługujemy”, czy, jak to się mówi „na zaś”, wcześniej nie mając z Żydami żadnego kontaktu. Prawdopodobnie Pan Piotr Rybak nigdy nie widział Żyda, dowodem na taką konstatację, jest pomyłka w utożsamieniu G. Sorosa z ortodoksyjnym Żydem.
Widząc hostel i miejsce jego położenia trudno wyobrazić sobie, by jakiś Żyd chciał tam przenocować. Bo, cóż można robić w Cesarzowicach? Zieserwitz! We wsi, poza zabytkowym kościołem z XVI wieku i pomnika przyrody – cisu, nie ma niczego godnego uwagi. W pobliskim Neumarkt in Schlesien jest więcej do zobaczenia. To tylko 8 km, więc można spacerkiem.
Co do samego hasła, osobiście uważam, że prywatnemu przedsiębiorcy wolno swobodnie dokonywać wyboru klientów, których chce przyjmować do prowadzonego przez siebie przybytku, chyba że na jego prowadzenie otrzymuje dotacje ze środków publicznych. Prywatna osoba, prywatny przedsiębiorca może swobodnie, podług swego uznania, kształtować krąg osób, których dopuści do swego domu. Byłoby „nie sportowym zachowaniem” gdyby przyjmował gości, jak leci, ale Żydom przeznaczał „gorsze” pokoje, bez wygód i to z tego tylko powodu, że są Żydami. No to byłoby dyskryminacją. Może się zdarzyć, że jakiś Żyd prowadzący dom hotelowy zamieści tablicę z informacją, że „Piotrowi Rybakowi wstęp wzbroniony”. Czy na taki zakaz Panu Piotrowi zrzednie mina? Raczej nie! Nie będzie się, nawet, do takiego przybytku zbliżać, odwaga za drogo kosztuje.
Dajmy mu już spokój, to jest dom, brama, posesja i przekonania Pana Rybaka.

Opublikowano Antysemityzm | Otagowano , , | Skomentuj

Papuga narodów…

Polski poeta Juliusz Słowacki napisał o Polsce w poemacie Grób Agamemnona: „Pawiem narodów byłaś i papugą”, myśląc o Polsce szlacheckiej, dla Polski sobie współczesnej nie był życzliwszy: „A teraz jesteś służebnicą cudzą”.
Do Polski nam współczesnej oba określenia są odpowiednie.
Rozpoczął się wyścig do fotela prezydenta Warszawy. Jeden z kandydatów, wypowiadając się o Pałacu Kultury i Nauki, powiedział: „Gdyby pozbyć się socrealistycznych ozdobników, Pałac Kultury i Nauki wyglądałby jak Empire State Building”.
W Polsce jest boom budowlany, wszelkiej maści deweloperzy, a jakże, gdzie tam zwykli budowlańcy, czy inwestorzy budowlani, stawiają osiedla – dumnie – nazywane a to Central Park, Soho, Manhattan, wszelkie doliny charlotty, osiedle Prowansja itp.
W jaki sposób i z której strony Empire State Building przypomina warszawski pałac kultury pozostanie tajemnicą kandydata do stołecznego stolca.
Polacy to wieczni naśladowcy. Jeśli zastanowić się nad tym głębiej, to działania we wszystkich dziedzinach życia publicznego, jego uzdrawianie odbywa się za pomocą importowanych rewolucji. Papugowanie innych weszło Polakom w krew. Niczego nie zrobią bez zapożyczeń i odwoływania się do wzorców zachodnich, inna sprawa, że nie potrafią twórczo działać i wymyślenie czegokolwiek przekracza ich możliwości.
Ale dlaczego temu się dziwić, peryferie nie znają innej drogi. Z jednej strony nie powinno to nikogo szczególnie dziwić, bo historia innowacyjności polega głównie na kopiowaniu dobrze funkcjonujących rozwiązań. Nie jest, co przykre dla Polaków, że każdy ściąga od każdego. Obserwować można pewną prawidłowość w porządku naśladowania. Gdy chodzi o rozwiązania systemowe, importowanie idei to droga bardzo często obierana przez kraje peryferyjne, które są kulturowo i geograficznie związane z rozwiniętym Zachodem. Mają one, jednocześnie, świadomość swojego zacofania. Wypisz wymaluj – Polska. To żadna tajemnica.Polacy są wobec Zachodu opóźnieni i doskonale o tym wiedzą. W Polsce, na przestrzeni ostatnich kilkuset lat powracała ta sama pokusa, a mianowicie zaprowadzenia radykalnej modernizacji na modłę zachodnią. Jeśli trzeba – siłą i nie licząc się z konsekwencjami. Taka terapia szokowa. Wygląda na to, że taki już, niestety, los peryferii. Ale kim robić co innego? Nie ma kim? Takie elity!
Jeśli nawet peryferie nie mają w zasadzie innego wyjścia, jak naśladować bogatszych i potężniejszych, to pozostaje jednak kwestia, do którego momentu takie papugowanie pomaga, a kiedy zaczyna szkodzić. Pojawia się pytanie o jego sens. Procesy modernizacyjne raz wprawione w ruch mają stałą tendencję do tego, by stawać się celem samym w sobie, a nie środkiem do tego celu prowadzącym.
Polacy nie są w stanie wypełniać luki w myśleniu o państwie i gospodarce, widocznej w myśleniu w tej części Europy. Sprowadza się ro do sytuacji, że myśląc o swoich własnych politycznych wyzwaniach, sięgają do pojęć i etykietek zapożyczonych z Zachodu. Próbują wprowadzić rozwiązania liberalne albo lewicowe, bo takie są na Zachodzie. Polska rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. O wiele lepiej jest patrzeć na nią jako na układankę złożoną z bardzo różnych klocków, często wzajemnie do siebie niepasujących i nierzadko wymagających nowego ułożenia. Oznacza to, że w Polsce pilnym zadaniem jest wytworzenie własnej kultury myślenia o gospodarce, państwie i społeczeństwie. To, że takie kultury istnieją, w wielu miejscach świata, jest więcej niż pewne. Polska, co jest trudne do wyjaśnienia, wyrzeka się sama siebie w imię mechanicznej modernizacji. Widać coraz bardziej, że nie istnieje coś takiego jak polska szkoła ekonomiczna, polityczna czy społeczna. Polska myśl w tych dziedzinach jest odtwórcza. Polacy do swojego specyficznego nadwiślańskiego mechanizmu przystawiają, niepasujące, narzędzia, jak keynesizm, czy liberalizm. Już to, że zostały wymyślone w zupełnie innych gospodarkach i były dla nich dedykowane powinien dawać do myślenia. Polacy są zauroczeni Zachodem zupełnie bezrefleksyjnie.
Polacy, zdaje się uważają, że z „polnische Wirtschaft” uczynią cud gospodarczy, jeśli tylko dodają do niego szczyptę zachodnich nowinek i zmieszają to z porcją głęboko tkwiącego etatyzmu. Kopiowanie składników leku wymyślonego dla innego organizmu nie ma sensu. Recepta powinna uwzględniać stan chorobowy Polski, a nie jakiegokolwiek innego państwa, choćby stał się „tygrysem gospodarczym”.
Papuga i służebnica…

Opublikowano judaizm | Skomentuj

Czy Polacy dorośli do demokracji?

Wydawać mogłoby się, że tak. Wielu „myślicieli” uważa, iż demokracja jest w Polsce dobrze zakorzeniona, okrzepła i prowadzi Polskę ku świetlanej przyszłości. Przecież Polacy mają pięcioprzymiotnikowe wybory, szklane urny, permanentnie działającą komisję wyborczą, wprawdzie państwową, ale nie czepiajmy się szczegółów, nie sypmy piasku w tryby demokracji w Polsce.
Ale czy Polacy wiedzą, co to jest demokracja? Tu zaczyna się problem.
Polacy rozumieją demokrację jako jedność całego narodu, taki polityczno-moralny konsensus w wydaniu ekipy rządzącej Polską w latach 70-tych ubiegłego wieku. Demokracja to nie jedność, to nie system, w którym „wszyscy się kochają, bo Polacy to jedna wielka rodzina”. Nawet w rodzinie trwa ciągła walka o przywództwo, a między małżonkami, jak powiedział Honoré de Balzac, walka o władzę trwa aż do śmierci. A mimo tego rodzina funkcjonuje, stanowi całość i jej członkowie działają dla jej dobra i pomyślności, z pomyślności rodziny wypływa pomyślność jej członków. Polacy, nie rozumiejąc czym jest demokracja, chcą jedności wszystkich ze wszystkimi, nie uwzględniają przy tym różnicy interesów. To nie demokracja, to jej wynaturzenie, a jako takie nie może prawidłowo funkcjonować. Demokracja nie polega na jedności. Czymże więc jest demokracja? Demokracja to spór o wspólne wartości, dyskusja społeczna, w której prezentowane są różne warianty, rozwiązania, poglądy, które, jednakże, wyrażane są w ramach wspólnych wartości. Powiedzieć trzeba szczerze, że Polacy nie mają żadnych wartości wspólnych. Nie, że nie chcą, choć to też, gdyż nie są predestynowani do stworzenia wspólnego interesu narodowego, ale uważają, że największym szczęściem jest jedność poglądów. Polacy muszą mieć nadzorcę – Panią Wychowawczynię, która powie im, co mają myśleć, bo Polak, który sam musi myśleć jest bardzo nieszczęśliwy.
O ci nieszczęśliwcy, którzy w Polsce stają w obronie „demokracji”, nie o nią im idzie, lecz o to, by ” było, jak dawniej”, w jedności, bez sporów, by ktoś pokazywał kierunek rozwoju. By samemu go wypracować, a gdzieżby tam.. a kysz!

Opublikowano judaizm | Otagowano , | Skomentuj

Znowu prowokacja! My chcemy Boga – Gott mit uns!

Polacy są narodem miłującym pokój, a swój patriotyzm i nacjonalizm upychają między szacunkiem do innych i ukrywaniem „trupów w szafie”.
Okazuje się, znowu, jak „we wojnie”, że swastyki, Sieg Heil, rasizm to garstka, męty społeczne, albo prowokatorzy wrażych, antypolskich sił. Dziwne, że kamery uchwyciły – mówią obrońcy marszu – owe transparenty, pochowane w tłumie celebrantów i przedstawiały je jako leitmotiv Marszu Niepodległości. A przecież, ci z tymi „wrogimi” hasłami szli, od początku marszu do jego końca, obok zwykłych Polaków, którzy poczuli obrzydzenie dopiero na oburzenie całego świata, w marszu im jakoś nie przeszkadzało. Gdyby obok tego, komu „w kraju kominów krematoryjnych” przeszkadzały hasła nazistowskie, rozpostarto owe transparenty i on zaprotestował, od razu, zgłaszając sprawę ochronie marszu, nie byłoby sprawy. Protestowanie „po fakcie” daje ten komfort, źe można swoje oburzenie dostosować do echa dobiegającego od innych, jeśli nie będzie protestu to siedzę cicho, nie oburzam się. W czasie wojny, gdy Polacy mordowali Żydów, też nikt nie protestował, „elity” siedziały cicho, kibicując „prawdziwym” Polakom, szmalcownicy hasali, jak chcieli, a polskie państwo podziemne skupiało się na analizach i pracach studyjnych, ignorując rzeczywistość. Ale po wojnie, hohoho, zaczął się wyścig, trwający do dziś, gdzie było więcej „Sprawiedliwych”, wiadomo, że w Polsce.
W Polsce głosy oburzenia są nikłe, bo większość Polaków jest antysemitami w kraju bez Żydów, popiera owe hasła, albo co najmniej cicho na nie przyzwala. Tu, mówi się, że patriotyzm,czyli miłość dla swej Ojczyzny, nie jest zły, nie jest zły, też nacjonalizm, czyli miłość dla swego Narodu.
Winny znajdzie się – to ta mityczna „trzecia siła”. Któż, by inny?
A separatyzm rasowy z określenia, którym posłużył się rzecznik stowarzyszenia Młodzież Wszechpolska?
Ów działacz powiedział: „Jesteśmy separatystami rasowymi, uważamy, że jedna rasa nie jest lepsza od drugiej, ale każda jest inna, zamieszkuje inny kontynent. Etniczności nie należy mieszać. Dodał, że osoba czarnoskóra nie jest Polakiem”.
Spotkało się to z odcięciem się od wypowiedzi z powodu jej „nieeleganckości”.
Od razu, ale dopiero, kiedy zwrócono uwagę na hasła Marszu Niepodległości i prezentowane na nim rasistowskie transparenty, zaczęto odcinać się Pana Rzecznika i jego wypowiedzi, ba nawet, zdaje się, pozbawiono go funkcji.
Wydaje się jednak, że cała ta organizacja jest taka, rzecznik to nie staruszek, który pamięta getto ławkowe i okładał Żydów pałką na ulicach, ale młody człowiek, wychowanek ruchu. Pierwszy raz zabrał głos w kwestii ideologii ruchu? Ta cała Młodzież Wszechpolska to naziści, rasiści, prawdziwi Polacy, ale „jedno, wielkie gówno”.
Teraz, to oczywiście, ci, co nieśli „brzydkie” transparenty i podnosili rękę w „rzymskim pozdrowieniu” to „margines” całej potężnej grupy manifestantów, która, wcale, a skądże, tych poglądów nie podziela.

Opublikowano Antysemityzm | Otagowano , | Skomentuj

„I oprócz wszystkiego wierzę, że ludzie są głęboko dobrzy”. O obozach zagłady…

Nie pamiętam wojny. Występuję jako reprezentant tego odłamu żydostwa, które w Polsce przez Polaków, ale i „Żydów” zostało zapomniane, którego historia została przekłamana. Chcę jednak rozważyć, jak ortodoksyjne żydostwo patrzy na tak skomplikowany temat jak obozy zagłady w Polsce. Jest to spojrzenie odmienne od perspektywy nie tylko nie-Żydów, ale i Żydów. W Izraelu, jak i w Ameryce mieszkają różni Żydzi, od Żydów niewierzących, przez reformowanych, konserwatywnych i syjonistów. Piszę te słowa z pozycji ortodoksyjnego żydostwa.
Nieporozumienia często wynikają z nieznajomości realiów. Z nieporozumieniami mamy do czynienia nie tylko po stronie nieżydowskiej. Kiedyś ortodoksyjne żydostwo albo żydostwo, które istniało w ogóle, było bardzo zamknięte. Żydzi byli izolowani nie tylko przez getto, które separowało w sensie fizycznym. Istniała także izolacja ze strony Żydów wobec żydowskiego świata świeckiego, czy innego kręgu kulturowego. By spojrzeć z opisanej perspektywy na Holocaust trzeba zrozumieć, czym jest żydostwo, i dopiero potem spojrzeć oczami Żyda religijnego na tę tematykę.
Zastanówmy się nad osobą rabiego Kalonimusa Kalmana Szpiry, i do wszystkich ludzi, którzy zostali wymordowani w komorach gazowych. Oni nawet nie byli zdolni wątpić w dobro człowieka. Ich niewinność myśli była takiego rodzaju, że nikomu nie przychodziło do głowy, że to się może źle skończyć. W owym czasie było bardzo mało ludzi zdolnych do wątpienia albo przeczuwania, co może się stać. Że będzie bardzo źle.
W Torze jest werset, który mówi, że kiedy Żydzi nie będą dobrzy, to Bóg uczyni ester panim (ukrycie twarzy). Rdzeń „str” jest również w takich słowach, jak np. misteria. Słowo nistar – misterium – oznacza nie coś, czego nigdy nie możemy zrozumieć, ale coś, co jest zakryte, coś do czego nie mamy wglądu. I wspomniany już werset mówi, że kiedy Żydzi nie będą się właściwie zachowywali, Bóg uczyni ester panim, to znaczy odwróci, zakryje swoją twarz.
W Torze występuje bardzo wiele atropomorficznych wyrazów. Muszą być one tłumaczone tak, żeby pokazać, że Bóg nie ma żadnych fizycznych właściwości. Zwykle jako interpretację słowa panim, co oznacza twarz, uznaje się: opiekę, doglądanie, opatrzność.
Zatem: kiedy Bóg patrzy na Izrael, wtedy Izrael jest pod opieką Boga i wtedy nic mu się nie może stać. Zwykła interpretacja tego wersetu brzmi więc: kiedy Bóg odwraca twarz, skrywa twarz, ta opieka nie istnieje i wtedy wszystko może się zdarzyć.
Jak interpretuje ten werset, a będzie to zaskoczenie, rabi Kalonimus Kalman Szpira, przypominam, że jest to człowiek, który przebywa w warszawskim getcie prawie od samego początku. Chodzi ulicami i widzi, jak ludzie umierają. Żyje tam i co święto, i co szabat przemawia do ludzi w synagodze. Kiedy czytamy jego książkę Esz kodesz, czyli Święty ogień, w zasadzie nie mamy prawie nigdzie odczucia, gdzie to się dzieje. Jest ona kompletnie wyrwana z historii. Nigdzie w niej nie jest napisane, że np. Niemcy zamordowali iluś ludzi. Zawiera tylko duchowe rozważania. Rabi Kalonimus Kalman Szpira po prostu objaśnia Torę, tak jak rabini robili to przez wieki – interpretuje wersety, tłumaczy, jak się zachowywać. Ale z drugiej strony, kiedy czytamy tę książkę, echo historii jest w niej ciągle – jesteśmy jednak gdzieś w warszawskim getcie. Na końcu książka zawiera rozważania, które zbliżają się do teodycei. Teodycea w zasadzie ma na celu znaleźć sposób, jak usprawiedliwić Boga wobec zła, które się dzieje na naszych oczach. Bo czasem ludzie mówią: Jak Bóg mógł do tego dopuścić, że ktoś morduje, że jest wojna. Tak stawiany problem jest bardzo trudny do rozważenia.
Dla religijnego człowieka teodycea jest w zasadzie zbędna. Bo jeżeli ja poważnie traktuję Boga, to pytania: dlaczego, po co i jak On coś czyni, są drugorzędne. Przypomnijmy sobie, że w Torze jest napisane: będziesz kochał swojego Boga z całego twojego serca. Raszi, komentator z XI stulecia, tłumaczy: z całego serca, to znaczy, żeby twoje serce nie było podzielone przed Bogiem. A dodatkowy komentarz Rasziego wyjaśnia, co to znaczy „żeby twoje serce nie było podzielone przed Bogiem”: żeby ci nie przeszło przez myśl zapytać się, dlaczego złym ludziom jest dobrze. Żeby ci to nie przeszło przez myśl. Jeżeli naprawdę kochasz Boga z całego twojego serca, nie możesz nawet pomyśleć i zapytać: a dlaczego złemu człowiekowi jest dobrze? Nie możesz nawet pomyśleć, bardzo subtelne stwierdzenie.
Wróćmy do Piaseczner Rebe i do tłumaczenia tego wersetu, że Bóg odwraca swoją twarz. Rabi Kalonimus Kalman Szpira w takim miejscu, jak warszawskie getto i w takim czasie jak rok 1943, mówi: Bóg się odwraca nie dlatego, że jest zły na swój lud, ale: Bóg odwraca swoją twarz, bo Bóg płacze i cierpi za swój lud. Kiedy Bóg płacze, nikt nie może zobaczyć Jego twarzy. Niewielu jest gotowych na takie podejście. Trudno sobie wyobrazić, że człowiek w takim momencie mówi: Bóg odwraca swoją twarz, bo Bóg cierpi i płacze za swój naród. To jest bardzo trudne do pomyślenia.
Naród żydowski stanowią dzisiaj ludzie religijni, ale też Żydzi, którzy już dawno zapomnieli o Bogu. Są to np. Izraelczycy, którzy czasem o Bogu wiedzą niewiele. Ale jest jedna podstawowa cecha narodu żydowskiego, która pozwala takim ludziom, jak Anna Frank powiedzieć zdanie: wierzę, że ludzie jednak są dobrzy. Albo która pozwala takiemu człowiekowi jak rabi Kalonimus Kalman Szpira powiedzieć, że Bóg jest bardzo przejęty tym, co się dzieje.
Tych wszystkich ludzi, którzy zostali w tak niewłaściwy sposób pozbawieni życia, łączyła jedna rzecz. I to nie jest wiara, bo wiara jest terminem zbyt wąskim. Myślę, że odpowiednim słowem jest tu – ufność. Ufność, że jest sens tego świata, że historia to jest mozaika i że nie od razu wszystko możemy pojąć. My podchodzimy do życia z taką własną, ale cichą pieśnią głęboko w duszy, którą można określić jedynie słowem ufność. Myślę, że to jest to, co daje siłę, dawało ja w złych czasach. W sensie religijnym, jest prawie niemożliwe nie ufać.
Prawda jest taka, że obecnie wielu Żydów na świecie nie posiada już takiej ufności. Żydzi religijni patrzą na problem Holocaustu w taki sposób, gdzie z jednej strony jest niezdolność mówienia, gdy cierpienie jest tak głębokie, że człowiek staje się niemy, a z drugiej strony istnieje wielka ufność, że się nie można poddać, że pewne rzeczy muszą przetrwać.
Dziś pieśń ufności jest w Izraelu i w jakimś sensie w USA.

Opublikowano judaizm | Skomentuj

„Dzielni” żołnierze zamiast sowieckich formacji

Sensacyjnie brzmią doniesienia o zmianach w drodze decyzji przedstawiciela rządu nazw ulic. Następuje ich ” dekomunizacja”.
Ciekawie brzmi zaordynowana zmiana nazwy formacji zbrojnej, której dowództwo było zaprzedane Sowietom na nazwę żołnierzy owej formacji. ” Dobra” zmiana zeszła pod strzechy. Będą więc teraz w Warszawie ulice Platerówek, Żołnierzy 1. Praskiego Pułku Wojska Polskiego i Żołnierzy II Armii Wojska Polskiego.
Uzasadnieniem takiej zmiany jest – jak twierdzą poplecznicy retoryki rządowej -potrzeba oddzielenia bohaterstwa żołnierzy, którzy znaleźli się w szeregach podporządkowanych Moskwie ugrupowań zbrojnych, od zdrady jej dowódców. Dodają, że nie było przecież winą tych, którzy nie zdążyli do armii generała Władysława Andersa, że bili się potem z Wehrmachtem pod komendą gen. Zygmunta Berlinga, ani wstępujących do Gwardii, czy Armii Ludowej, aby walczyć z niemieckim okupantem, iż zostali podporządkowani sowieckiemu.
Tak kuriozalnego uzasadnienia szukać tylko w polskich głowach. Jak szło o deubekizację w celu zmniejszenia emerytur resortowych to pociągnięto pod nią nawet sprzątaczki, bo sprzątając popielniczki budowały potęgę instytucji, a tym samym przyczyniały się do budowy socjalizmu, komunizmu, czy czegokolwiek innego, co Polacy budowali. Dziś prawdziwi Polacy tęsknią za peerelowską stabilizacją.
A ci żołnierze, którzy teraz będą wychwalani w „nowej” nazwie ulicy, pod zbrodniczym dowództwem moskiewskich kukiełek wykonywali rozkazy z Londynu i utrwalali władzę nie – komunistów, lecz w porozumieniu z tzw. żołnierzami wyklętymi wprowadzali ład i porządek w suwerennej oraz niepodległej Polsce. Dla uzasadnienia owej ekwilibrystyki podnosi się, że każdego z tych kombatantów należy oceniać nie tylko za udział w podporządkowanych obcej władzy formacjach podczas II wojny światowej, ale także za to, co robili później. A co robili? No, kiedy już zorientowali się, że służą złej sprawie, z całą mocą zaczęli zwalczać PRL, sabotując go na każdym stanowisku i miejscu, gdzie zadysponowała nimi władza ludowa. No, byli bohaterami. Niech nikt nie wmawia wobec tego, że była jakaś opozycja, bo „bohaterowie” złowrogich formacji bojowych wracali do cywila i knuli przeciwko Sowietom w zaciszu domowym, nie brakło też jednak takich, którzy z własnej woli pozostawali w wojsku bądź przechodzili do milicji i urzędów bezpieczeństwa.
Wszyscy oni pełnili rolę pretorianów komunizmu we własnej ojczyźnie, przecież ich udział w tych formacjach umocnił władzę słabej politycznie partii robotniczej w Polsce.
To oddziały na usługach Moskwy były sowieckimi z ducha formacjami militarnymi i służyły w całości, z ich dowódcami i zwykłymi żołnierzami, nie, jakby należało rozumieć z dotychczasowej retoryki i nauki dziejów, zdrajcom polskiej racji stanu, lecz niepodległości Polski.
Taka jest dziś polska polityka historyczna. Już niedługo okaże się, że zbrodni wojennych, ludobójstwa nie popełniały oddziały armii krajowej czy enezetowskie, lecz chorzy żołnierze, wbrew rozkazom walecznych dowódców, choć w przypadku formacji komunistycznych będą nadal winne całe oddziały.
Czy wobec tego jest celowe dokonywanie zmiany nazwy alei armii ludowej na aleję Lecha Kaczyńskiego, gdy można było dodać „żołnierzy”, przecież zwykli bojowcy nie byli winni temu, że dowódcy formacji służyli „obcemu panu”?

Opublikowano Antysemityzm | Otagowano | Skomentuj

Niech za tytuł wystarczy „…gdyby Żydzi mieli ratować Polaków to nie ocalałby żaden Polak…”

Trafiła w moje ręce książka polskiej historyk dr Ewy Kurek „Poza granicą solidarności – stosunki polsko-żydowskie 1939-1945”. Wzbudziła zainteresowanie, gdyż operuje stereotypami i kalkami antysemickimi, i o ile, to prawda, o czym zapewnia autorka, że są w niej elementy faktograficzne i elementy prawdy historycznej to jej wydźwięk jest antysemicki i całościowo nieprawdziwy. Na stronach 198-200 książki znalazłem taki oto tekst: „…pierwsze tradycyjne prawo żydowskie mówi o możliwości składania w ofierze życia części Żydów w celu ratowania życia reszty społeczności żydowskiej(…). Drugie prawo żydowskie mówi o nieograniczonym prawie Żydów do ratowania się od natychmiastowej śmierci, a zgodnie z nimi czyny żydowskich katów zostały usprawiedliwione. Rozdział X izraelskiej ustawy z roku 1950 uwalniał ich wszak od winy, jeśli dowiedli, że uczestniczyli czynnie w zagładzie własnego narodu (w zamiarze uratowania się od groźby natychmiastowej śmierci)”.
Termin Kidusz Haszem znaczy po hebrajsku dosłownie tyle, co „uświęcenie Imienia”. Stał się jednak synonimem męczeństwa za wiarę. Od starożytności Żydzi, zmuszani najpierw przez pogan, a później przez chrześcijan i muzułmanów, do porzucenia judaizmu, woleli poświęcić swoje życie niż wyprzeć się wiary Mojżesza. Najbardziej znanym żydowskim męczennikiem starożytności jest rabi Akiwa, torturowany i stracony przez Rzymian po stłumieniu powstania Bar Kochby w 135 roku ery chrześcijańskiej. Rabi Akiwa nigdy nie wyrzekł się judaizmu, choć wyrzeczenie mogło mu uratować życie. Przed egzekucją jego ciało spowito w zwój Tory i podpalono. Żydowskie podanie głosi, że litery z płonącego zwoju poleciały prosto do nieba i żadna z nich nie uległa zniszczeniu.
Talmud powiada, że „lepiej, by jedna litera została wymazana z Tory, niżby Imię Pańskie miało być publicznie profanowane” (Jewamot 79 a).
Przykazanie dotyczące „uświęcania Imienia” znajduje się w Torze, w Księdze Kapłańskiej: „Nie będziecie bezcześcić świętego imienia mojego, abym był uświęcony pośród synów izraelskich. Jam jest Pan, który was uświęcam” (Kpł 22,32).
Wedle niektórych komentatorów w tej pozytywnej micwie chodzi o poświęcanie życia, by uniknąć popełnienia trzech najcięższych grzechów: bałwochwalstwa, morderstwa i cudzołóstwa. Raszi uważa, że chodzi o poświęcenie życia wiedząc, że na pewno się umrze. Wówczas, jak w przypadku trzech Żydów wrzuconych do ognistego pieca na rozkaz króla Nabuchodonozora, Bóg pośpieszy z cudowną pomocą (Księga Daniela 3,1-27). Innym źródłem dla przykazania Kidusz Haszem jest werset z Księgi Powtórzonego Prawa, od którego rozpoczyna się pierwszy akapit modlitwy Szma: „Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej” (Pwp 6,5).
W pierwszej części wspomnianego wersetu z Księgi Kapłańskiej sformułowany jest zakaz profanowania imienia Boga, zwany Chilul Haszem. Stanowi on odwrotność „uświęcania Imienia” i jest najcięższym grzechem, którego – wedle Rambama – nie sposób zmazać na drodze zwykłej pokuty, czy w Jom Kipur, ale dopiero po śmierci. I w tej sprawie mędrcy różnili się w opiniach, jaki czyn jest jeszcze zwykłym grzechem, a jaki – obrazą Imienia. Z całą pewnością do tej ostatniej kategorii należy bałwochwalstwo, ale także publiczne łamanie innych przykazań, niedozwolone stosunki seksualne, profanowanie przedmiotów rytualnych, nadużywanie imienia Boga, kłamstwo i zawstydzanie człowieka w obecności osób trzecich. Chilul Haszem (tu rabini są bardzo surowi) człowiek popełnia również wówczas, gdy oszukuje bądź w inny sposób działa na szkodę bliźniego. Rabejnu Jona był zdania, że Chilul Haszem jest rodzajem duchowej choroby, do której wyleczenia niezbędna jest pomoc Stwórcy. Może ON ułatwić grzesznikowi głoszenie Tory wśród ludzi i wychwalanie Jego imienia. Wówczas, jeszcze za życia, ale po ogromnym wysiłku, grzech będzie mu wybaczony.
Jest jeszcze inna kategoria religijna, mocno związana z uświęcaniem Imienia. Chodzi o Kidusz Hachaim – uświęcanie życia. Pojawiła się wówczas, gdy Żydom zaczęła grozić, bezwarunkowa śmierć, i to niezależnie od tego, jakiego byliby wyznania, jakie mieliby poglądy i czyimi byliby poddanymi. W sławnym responsum, wydanym już po zamknięciu murów warszawskiego getta w 1940 roku, rabin Icchak Nissenbaum, jeden z najważniejszych rabinów Warszawy, zapytany, czy dla Żydów nadszedł czas męczeństwa, odpowiedział: „Nadeszła godzina nie Kidusz Haszem, ale Kidusz Hachaim, uświęcania życia. Jak dotąd nasi wrogowie żądali tylko żydowskiej duszy, a Żyd, poświęcając swoje ciało, uświęcał imię Boże. Teraz wróg domaga się żydowskiego ciała. To zaś sprawia, że Żyd ma obowiązek je chronić”. Dwa lata później rabin Nissenbaum zginął wraz z setkami tysięcy warszawskich Żydów w komorach gazowych Treblinki.
Na czym polegać miałoby uświęcanie życia?
W tej sprawie Żydzi różnią się poglądami. Niektórym chodziło o takie zachowanie jednostki, które podnosiłoby jej własne morale i dodawało otuchy innym: rodzinie, najbliższej społeczności, współwięźniom. W takim wypadku Kidusz Hachaim byłby znanym od dawna sposobem ocalenia ludzkiej godności poprzez ofiary – ofiary ze wszystkiego tego, co ludzie zwykli czynią na przekór śmierci, zwłaszcza wówczas, gdy właśnie nadchodzi i zdaje się nieuchronna. Chodziło też o to, by pochopnymi decyzjami o wszczęciu walki z wrogiem niepotrzebnie nie narażać życia ludzkiego. Kidusz Hachaim znaczyłoby tyle, co „oszczędzanie życia”, wyprowadzone ze znanej zasady, że „kto ocala jedno życie, ocala cały świat” (Sanhedryn 4,5). Tak było w starożytności, tak było w czasach inkwizycji w Hiszpanii. Dylematy ówczesnych Żydów, przecież podobne do dylematów Żydów zamkniętych w warszawskim getcie, odtwarzał Julian Stryjkowski w swoim Przybyszu z Narbony.
Argument przeciwko wszczynaniu zbrojnego powstania i dokonywaniu zamachu na inkwizytora przedstawił następująco: „Za jedną śmierć zapłacimy wielką ofiarą tysięcy. (…) Człowiek, który umie na czas opanować gniew, jest więcej wart od dwóch sprawiedliwych. Świętokradztwo, jakiego ma się dopuścić jutro inkwizytor, przekraczając z krzyżem próg naszej synagogi, nie jest pierwsze i nie jest ostatnie. Gdybyśmy chcieli każdą zniewagę okupić, nie starczyłoby krwi. Jesteśmy małym narodem niszczonym od tysiąca lat. Nie pomagajmy wrogom w niszczeniu” (Warszawa 1983, s. 298).
Już podczas trwania Zagłady, Żydzi zdawali sobie sprawę, że ich sytuacja różni się znacznie od tej z czasów powstania Bar Kochby, w średniowiecznej Hiszpanii, czy podczas pogromów Chmielnickiego w XVII wieku. Stało się jasne, że planem nazistów jest wymordowanie całego narodu, aż do ostatniego żyjącego na świecie Żyda.
Kidusz Hachaim zmienił swoje znaczenie.
Bruno Bettelheim, psychiatra i więzień hitlerowskich obozów koncentracyjnych, upatrywał w Kidusz Hachaim zupełnie nową formę oporu wobec wroga, mającą niewiele wspólnego ze znanymi dotychczas, a polegającej na instynktownej ochronie własnej prywatności, własnego wewnętrznego świata, do którego oprawcy nie mają dostępu. Chodzi o to, by odciąć się od panującego wokół horroru i żyć możliwie pełnią życia. Nawet w obozie – pisał o tym nagrodzony literackim Noblem węgierski pisarz Imre Kertesz – szczęście bywało możliwe, choć mało kto z ludzi, którzy w obozie nigdy się nie znaleźli, jest w stanie owo poczucie szczęścia zrozumieć. Inaczej wyraził się rabin Abraham Szalom Goldberg, który w czerwcu 1942 roku powiedział członkom swej dziesiątkowanej kongregacji w Żelichowie: „Każdy Żyd, który pozostaje dziś przy życiu, uświęca tym samym imię Boga”. Niektórzy rabini dostrzegali w „uświęcaniu życia” czyn, przede wszystkim, o głębokim znaczeniu mistycznym. Rabin Kalonimus Kelman Szapiro z Piaseczna, autor wygłaszanych w warszawskim getcie kazań znanych jako Esz Kodesz (Święty ogień), głosił ideą cierpiącego Boga, który widząc tragedię swego ludu nie jest w stanie pospieszyć mu z pomocą i sam pogrąża się w rozpaczy. Cierpienia jeszcze żyjących Żydów mogą wesprzeć samotnego Stwórcę, a przez to ułatwię Mu przezwyciężenie własnego cierpienia i natchnienie świata na powrót duchem życia. Kidusz Hachaim byłby więc elementem tikun olam – naprawy świata, wydźwignięcia go z kosmicznej katastrofy, w jakiej znalazł się na skutek działania sił zła i nagromadzenia grzechów. „Nawet maleńka ilość oliwy, jeśli okaże się ona wystarczająco czysta, jest w stanie rozświetlić cały świat” – brzmiało oświadczenie warszawskich rabinów, wydane z okazji Chanuki 1941 roku.
Jako Kidusz Hachaim zakwalifikować można także walkę powstańców z getta o godną śmierć. Dla odmiany, decyzję Szmula Zygielbojma o targnięciu się na własne życie w celu zwrócenia uwagi świata na los mordowanych Żydów, specjalna rada rabinów uznała już po wojnie za Kidusz Haszem, oczyszczając w ten sposób Zygielbojma z grzechu samobójstwa. Wszystkie ofiary Zagłady uznano zresztą za męczenników, nawet jeśli nie byli zmuszani do porzucenia judaizmu. Ginęli, ponieważ byli Żydami. Taką rozszerzoną definicję Kidusz Haszem sformułował już podczas wojny rabin Szymon Huberband, który przeżył Holokaust i dał świadectwo męczeństwa narodu żydowskiego w słynnej książce zatytułowanej właśnie Kidusz Haszem. Po dziś dzień, kiedy zmawiamy modlitwy Izkor (Niechaj pamięta) i El male rachamim (Boże pełen miłosierdzia) za dusze ofiar Zagłady, mówimy, że oddali swe życie, uświęcając imię Najwyższego.
W warunkach Zagłady Kidusz Haszem i Kidusz Hachaim były ze sobą nierozerwalnie związane.
Jak pogodzić męczeńską śmierć w imię Boga z pragnieniem ocalenia życia? Jak dalece dla ocalenia życia wolno modyfikować halachę (prawo żydowskie)?
Więźniowie z Auschwitz opowiadali, że uwięziony cadyk z Satmar zezwolił swym chasydom jeść wieprzowinę, jeśli można było ją zdobyć w obozie. Sam zadowalał się zupą z brukwi, nie chcąc ryzykować spożywania trefnego jedzenia. Cadyk przeżył wojnę, wielu jego naśladowców umarło z głodu. Dla jednych ich postawa tożsama była z Kidusz Haszem – lepiej poświęcić życie, aniżeli publicznie łamać przykazania i tym samym profanować imię Pańskie. Zdaniem innych, cadyk wykazywał nadmierną gorliwość, podobnie jak zeloci w oblężonej przez Rzymian Jerozolimie. „Nic nie jest ważniejsze od ratowania życia” – powiedziane jest w talmudycznym traktacie Ketubot. Ale w innym miejscu Talmud dodaje: „z wyjątkiem trzech rzeczy: bałwochwalstwa, cudzołóstwa i rozlewu krwi” (Joma 82 a). Gdyby istniało ryzyko popełnienia jednego z tych trzech grzechów – lepiej oddać życie. Jak dalece wolno stosować zasadę pikuach nefesz („szczelina dla duszy”), głoszącą prymat życia nad halachą – pozostawało kwestią interpretacji. Póki trwa życie, należy żyć, i to możliwie po żydowsku – nauczali rabini. Cóż oznaczało to w praktyce?
Pamiętać należy, że większość polskich Żydów była religijna i przestrzegała zasad żydowskiego prawa. W Warszawie już od początku 1940 roku obowiązywał w getcie zakaz zbiorowych modlitw w synagogach i mieszkaniach, zakaz rytualnego uboju wprowadzono jeszcze wcześniej, bo w październiku 1939 roku. Za uczestnictwo w praktykach religijnych czy studiowaniu Tory groziły wysokie wyroki, de facto – kara śmierci. Hitlerowcy celowo zmuszali Żydów do pracy w szabat. W Warszawie niektóre restrykcje zniesiono w 1941 roku, Judenrat otrzymał (m.in. za łapówki) zgodę na działanie synagogi Nożyków i kilku mykw. Potem, w miarę zbliżania się likwidacji, rygor znów się zaostrzał. Wielu Żydów nie poddało się jednak i mimo surowych zakazów kontynuowało religijne życie. W warszawskim getcie istniało wiele tajnych domów modlitwy i nauki. „Synagogi są zamknięte, ale w każdym domu jest prowizoryczna bóżniczka, w której kantor upiększa modły swym śpiewem. Przypomina to w pewnym stopniu czasy inkwizycji hiszpańskiej i marranów” – notował w swoim dzienniku Chaim Aron Kaplan. „W żydowskim domu, w zakonspirowanym mieszkaniu, studiują święte księgi. Lokal jest zamaskowany, otwiera się go tylko zaufanym, którzy znają hasło (umówiony znak pukania). Siedzi tam liczniejsza grupa uczniów jeszybotu i uczą się, studiują. Jeden czyta zbiór Agad, drugi odmawia Psalmy, trzeci zaś wertuje Talmud” – pisał Emanuel Ringelblum w marcu 1941 roku. Żydzi modlili się nawet w drodze na śmierć. Wedle relacji, 21 września 1942 roku, ostatniego dnia wielkiej akcji wywózek do Treblinki, w Jom Kipur, na Umschlagplatz-u rozległy się śpiewy. Konspiracyjne modlitwy na terenie tzw. szopów prowadził tego dnia sławny warszawski kantor Gerszon Sirota, który później zginął w powstaniu. W licznie zachowanych responsach (np. Diwrej Efraim rabina Efraima Hirsza Oszry’ego, Mekadszej Haszem rabina Cwi Hirsza Meiselsa, Sifrej Esz rabina Jehiela Weinberga) zawarte są nie tylko rozważania natury etycznej czy teologicznej, ale całkiem praktyczne porady, dotyczące interpretacji i przestrzegania żydowskiego prawa w czasach, gdy warunki w ogóle na to nie pozwalały. Rabini doradzali wiernym, by przestrzegali prawa symbolicznie. Szklanka wody wystarczyć miała za mykwę, okruszki chleba – za szabatową chałę, sok z buraków – za wino. Zamiast szabatowych świec używano, zwłaszcza w obozach, obierzyn z kartofli. Kiedy w getcie szalał już głód, rabini uznali, zgodnie z zasadą pikuach nefesz, że mięso końskie – jedyne, które od biedy udawało się jeszcze przemycić ze strony aryjskiej – choć niekoszerne, może być spożywane. Podobnie uchylono zakaz spożywania roślin strączkowych w święto Pesach, przyjmując tradycję sefardyjską. Bardziej surowa wykładnia zasad kaszrutu mogła wystawić na poważne niebezpieczeństwo tych ludzi, którzy nie chcieli zrezygnować z jego przestrzegania. Mimo to niektórzy odmawiali jedzenia niekoszernej żywności, zadowalając się tylko tymi produktami, których pochodzenie nie budziło wątpliwości. W okresie Pesach wiele podziemnych piekarni wyposażało więźniów getta w macę. Najsłynniejsze responsa z czasów Zagłady pochodzą od rabina Efraima Oszry’ego, który przez ponad trzy lata opiekował się swymi wiernymi w kowieńskim getcie. Przechowane przez wojnę i wydane w Ameryce pod koniec lat 50., liczą pięć tomów. Rabin odpowiadał na setki pytań dotyczących dramatycznych decyzji życiowych. „Spytano mnie – pisał w marcu 1944 roku, na krótko przed likwidacją getta – czy wolno oddać dzieci na przechowanie do rodzin nieżydowskich albo pod opiekę księży, którzy je ochrzczą. I czy wolno oddać małe dzieci nie-Żydom ze świadomością, że gdy rodzice zginą, dzieci te, już po upadku Hitlera, niech imię jego będzie wymazane, nie powrócą do wiary ojców. Odpowiadam: jeśli dziecko nie zostanie oddane, to z pewnością umrze, a jeśli zostanie oddane innowiercom, to ocali życie, a być może przeżyją też rodzice i odbiorą dziecko. Być może też sami innowiercy oddadzą po wojnie dziecko do jakiejś instytucji żydowskiej. Istnieje wiele możliwości. Opatrzność w Swojej dobroci okaże miłosierdzie ocalonym i nie będzie pomnażać jego cierpień, będziemy przeto świadkami pocieszenia Syjonu i Jerozolimy”.
Na pytanie, czy warto narażać życie dla studiów nad Torą i modlitw, rabin Oszry z dumą relacjonował działalność tajnych kompletów, stwierdzając z naciskiem, że studia i modlitwa są pociechą w cierpieniach i pomagają zachować ludzką godność: „Ci, którzy dzięki swym nauczycielom mogli napawać się słodyczą nauk swych Mędrców, napełniali się nadzieją i ufnością, wiarą i bojaźnią wobec Jedynego, Boga Izraela, Opoki i Odkupiciela, wzywając Go, aby powstał przeciwko ich wrogom, skruszył łeb nazistowskiej żmii i dał ujrzeć Żydom pomstę dokonaną na ich prześladowcach”. I tutaj stawką nie był jedynie Kidusz Haszem, męczeństwo, ale właśnie życie, i to życie duchowe. Skazani na bycie Untermenschen (podludźmi), Żydzi tym bardziej mieli Iberleben (przeżyć).
W zachowanym responsum ze Słowacji z 1942 roku rabin Icchak Weiss wyraża zgodę pewnej kobiecie na to, by udała się – ze względów bezpieczeństwa – do mykwy przed upływem siedmiu pełnych dni od ustania krwawienia miesięcznego. I tym razem życie i prokreacja, niemożliwa bez mykwy, są ważniejsze od ścisłych przepisów halachy.
W innym, również ze Słowacji, rabin Simcha Grunberg zezwalał na konwersję na katolicyzm, jeśli może to uratować życie (do września 1941 roku, jeszcze przed wprowadzeniem przez nazistów kryteriów rasowych, władze na Słowacji określały pochodzenie żydowskie na mocy kryteriów religijnych). Oświadczył też, wskazując przykłady z żydowskiej historii, że tym Żydom, którzy będą chcieli powrócić do judaizmu, gmina powinna to umożliwić, albowiem zostali zmuszeni do zmiany religii.
W responsum z Auschwitz rabin Cwi Hirsz Meisels nie wydał pewnemu mężczyźnie zgody na wykupienie syna. Argumentował, że nie da się udowodnić, iż zamiast chłopca nie zostanie zamordowane inne dziecko. Podobnie zabronił pewnemu chłopcu poświęcać własne życie za życie pewnego wybitnego studenta Tory. Tora mówi bowiem, że pierwszym obowiązkiem człowieka jest ratowanie własnego życia. „Coraz mniej zadaje się zwykłych pytań dotyczących wykładni halachy” – notuje w swej książce rabin Huberband. I sam sobie odpowiada – dlaczego. Po pierwsze, w obliczu zagrożenia i śmierci ludzie rozluźniają swe obyczaje, nie mają głowy do drobiazgowego przestrzegania prawa. Po drugie, i jest to powód być może ważniejszy, prawo traci zastosowanie. Skoro w ogóle nie ma skąd wziąć mięsa i mleka, nie ma pytań o koszerność. „Pojawiają się za to – pisze Huberband – pytania wojenne. Co z pogrzebem, jak i gdzie odbywać sziwę po zmarłym bądź zamordowanym? Jak pilnować regularnego zmawiania Kadiszu? Czy wolno w ogóle zasiadać do pesachowego sederu, skoro na stole nie ma ani wina, ani macy? Czy wyczerpany człowiek może złamać post w Jom Kipur? Czy wolno mu dać niekoszerne jedzenie, które łatwiej zdobyć?” Huberband przytacza też dylemat religijnego Żyda, który znalazł u siebie przed Pesach kawałek zwykłego chleba. Nie był w stanie go odsprzedać nie-Żydowi, a wiedział, że po upływie świątecznego tygodnia ów chleb będzie mu bardzo potrzebny. Prawo „wojenne” nakazało rabinom rozszerzyć i uelastycznić takie pojęcia, jak wspomniane pikuach nefesz czy eruw (ogrodzenie, w którego obrębie wolno nosić przedmioty w szabat). Ponieważ okupanci zmuszali Żydów do pracy w sobotę, pikuach nefesz stał się sposobem jej usprawiedliwienia, zwłaszcza że w wielu wypadkach praca w sobotę była jedynym źródłem utrzymania całej rodziny. Eruw też przestano uwzględniać, kiedy szybkie przenoszenie się z miejsca na miejsce wraz z dobytkiem mogło być jednym ze sposobów uratowania życia. Mimo nadludzkich często wysiłków ze strony wiernych życie religijne w getcie ulegało powolnej erozji. Nawet pobożni ludzie byli zmuszeni wyprzedawać swe biblioteki, choć sifrej kodesz (księgi religijne) starano się zachować na sam koniec. Druk był zakazany, mimo to w getcie powstał, wykonany chałupniczym sposobem, kalendarz na rok 5702 (1941-42). Zdarzały się też oszustwa, na które wszak przymykano oczy: wielu rzeźników, którzy mieli jeszcze czym w getcie handlować, sprzedawało niekoszerne mięso jako koszerne, czasem po to, by nie płacić pracującym nielegalnie rytualnym rzezakom.
Nie ulega jednak wątpliwości, że wielu Żydów starało się do końca życia, albo tak długo, jak było to tylko możliwe, przestrzegać zasad prawa Mojżesza.
Halacha wygrała z nazistami.
Hitlerowi i jego sprzymieżeńcom udało się wymordować miliony Żydów, ale nie udało się zabić żydowskiego ducha i zniszczyć judaizmu. Słowa Mojżesza z Księgi Powtórzonego Prawa: „To, co jest zakryte, należy do Pana, Boga naszego, a co jest jawne, do nas i do naszych synów po wieczne czasy, abyśmy wypełniali wszystkie słowa tej Tory”, jeszcze raz okazały się aktualne.
Męczennikami byli zaś wszyscy, którzy zginęli.

Opublikowano judaizm | Skomentuj

Francuzom zapłacono, Żydom zapłacono, a Polakom nie…

- miał powiedzieć J. Kaczyński podczas obchodów Święta Niepodległości w Krakowie, dodając, że „Musimy domagać się naszych praw, także tych wynikających z historii oraz odrzucić mikromanię narodową, kompleksy, które nam wmawiano”.
„Dobra zmiana” to umacnianie w Polakach fałszywego mitu, że Polacy wielkim europejskim narodem. Umacnianie IPN, projekty budowy Muzeum Ziem Wschodni, Muzeum Ziem Zachodnich to próba domagania się praw, które nie wynikają z historii i Polakom nie należą się.
Mit niewinnych ofiar II wojny światowej, mit sprawiedliwych w morzu nieprawości to fałszywa historia, która ma wzmacniać jedność narodową Polaków, ich dumę, wyjątkowy status w Europie i świecie, honor Polaków.
Obecne władze deklamują odrzucenie mikromanii, która, rzekomo, nakazała Polakom pogodzenie się z tym, że innym narodom zapłacono za straty wojenne, a Polsce nie.
Mamy tutaj najkrócej przedstawiony program polityczny rządzącej partii, która prowadzi politykę narodowosocjalistyczną, stosując zestaw narzędzi socjotechnicznych nawiązujących do tradycji katolickiej, mitu przedmurza, walk „za waszą i naszą wolność”, Trójmorza i wszystkich tych dyrdymałów, wmawiających jedność narodu i jego wyjątkowe miejsce.
Rzeczywiście, Polacy zajmują wyjątkowe miejsce w historii narodu żydowskiego jako oprawcy i niewdzięcznicy, którzy Żydom za ich wkład w budowę kultury polskiej, jej modernizację odpłacili wymordowaniem narodu, pomocą niemieckim nazistom i czynnym udziałem w Holokauście.
Aktualna polityka historyczna prowadzona jest w kierunku budowy jedności narodowej, która, już ze swej istoty, stoi w sprzeczności z deklarowanym ustrojem demokratycznym, gdzie ścierać się muszą różnorakie poglądy. W Polsce tworzone jest prawo, które zapobiegać ma wszelkiemu głoszeniu poglądów kwestionujących rolę „pierwszej ofiary II wojny światowej”. Elementem polityki historycznej jest także, coroczne, celebrowanie daty wybuchu wojny w dniu 1 września 1939 roku, gdy tymczasem tego dnia rozpoczęły się tylko działania wojenne, a jej wybuch to dni rozbioru Czechosłowacji, w czym Polska wzięła udział. Nie jest, więc Polska niewinną ofiarą, lecz państwem, którego polityka wywołała wojnę, której kampania polska dla „agresorskich” Niemiec była wojną sprawiedliwą.
Polacy w okrucieństwach wojennych uczestniczyli czynnie i nie „zamiecie pod dywan” tego jakakolwiek narodowa retoryka.
Polacy ciągle wspominają o swoim wojennym bohaterstwie, robią na ten temat masę filmów, niebawem będą produkcje „hollywoodzkie”, jak bohatersko potrafili walczyć polscy partyzanci i żołnierze. Nie umieją przyznać, że wcześniej na własne życzenie doprowadzili do utraty własnej państwowości, ale o tym filmów nie chcą kręcić, czy książek pisać. Na straży tego zaniechania chcą postawić prawo. Są, jak dzieci, chętnie przyznają się do nielicznych i wydumanych sukcesów, ukrywając i przemilczając porażki, które, wprost, wynikają z własnych błędów. Co złego to nie my, lecz Hitler i Stalin. W propagandzie dominuje polityka, kolejne przetasowania na politycznej scenie, dopieszczają Polaków, a to armią krajową, a to żołnierzami wyklętymi.
Polacy uczynią wiele, zakłamując się, byle tylko nie obnażać swojej głupoty i niekompetencji. Ktoś, kto to jest pomawiany o zdradę. Polacy nie umieją uczyć się na własnych błędach, dołożą starań, by kolejne pokolenia nie poznały błędów przeszłości i na nich nie nauczyły się rządzić państwem. W efekcie Polacy, ciągle, popełniają te same błędy. Za ich reperkusje Polacy nauczyli się, po mistrzowsku, obarczać nimi inne narody. Pozwala to na „czyste” sumienie i spokój duszy, i w sprawie stosunku do Żydów, i w innych dotyczących współczesności. Afera z tzw. reprywatyzacją to, znowu, męty, jednostki pazerne na pieniądze, a nie systemowa działalność państwa polskiego.
Puste gesty ro specjalność prawdziwych Polaków. Z nich są dumni.

Opublikowano judaizm | Skomentuj

Problem starości

Współcześnie o starości mówi się wyłącznie w kontekście zagrożenia dla systemu ubezpieczeń społecznych i wydatków zdrowotnych.
Starość, czasami zwana elegancko wiekiem podeszłym, jest szczególnym okresem w życiu człowieka. Eufemizmem będzie powiedzenie, że wcześniej czy później każdy zetknie się z tym problemem, o ile nie umrze w młodości, albo w ramach skorzystania “z praw człowieka” u progu starości nie zostanie poddany eutanazji. Wiąże się ona z mniejszą sprawnością fizyczną, a nawet z niedołężnością, z uświadomieniem sobie, że nadchodzi nieuchronnie kres życia.
Przez całe wieki ludzie starzy za pomocą słowa przekazywali swoją wiedzę i mądrość młodym pokoleniom, czuli się szanowani i potrzebni, natomiast dzisiaj ich doświadczenie i mądrość nie jest nikomu potrzebne. Podstawowa wartość starości polega na tym, iż człowiek stary wznosi się ponad wszelkiego rodzaju konwenanse, którym trzeba się podporządkować, by zrobić karierę w życiu dojrzałym. Starzec jest wolny od tych ograniczeń.
Czym jest starość?
Starożytni, nie do końca nie wiedzieli, na czym polega proces starzenia się organizmu. Podkreślali jedynie, że w tym okresie życia człowieka jego skóra staje się coraz bardziej sucha, zmniejsza się także ciepłota ciała, a starsi ludzie często skarżą się na to, że jest im zimno. To chrześcijański filozof św. Augustyn zauważył, że już w chwili urodzenia rozpoczyna się w naszym ciele nieustanny proces przemiany, który prowadzi nas do śmierci: „wszak od czasu, gdy każdy z nas zaczął żyć w przeznaczonym na śmierć ciele, bez ustanku zachodzi w nim coś takiego, co powoduje zbliżanie się śmierci” . Martin Heidegger określił człowieka mianem „byt ku śmierci” (Sein zum Tode).
Medycyna państwa egipskiego źródła życia upatrywała w sercu człowieka, a powód słabości, którą zauważa się u starców, widziano w rozszerzonym sercu. W Grecji wysunięto pierwsze medyczne hipotezy na temat przyczyn starzenia się. Hipokrates uważał, że polega ono na utracie ciepła i wilgoci, gdyż w miarę upływu lat ciało staje się coraz bardziej zimne i suche. Twierdził, że ciała w okresie wzrostu mają największą ilość wewnętrznego ciepła, i dlatego też potrzebują wtedy najwięcej pokarmu.
W demonicznym jazgocie lewackiego państwa realizowana jest idea wytresowania ludzi do przyjęcia, że starość jest problemem finansowym poprzez obciążanie sytemu ubezpieczeń społecznych żyjącymi na koszt społeczeństwa „starcami”.
Dzieje się to pod pozorem troski państwa o obywateli, na początku poprzez zgodę na niczym nie skrępowaną aborcję, tak są realizowane tzw. prawa kobiet, a potem jako przejaw praw człowieka eutanazja. Zwróćmy uwagę na spostrzeżenie zaobserwowane przez francuskiego medyka Lucien Israël, który wyjaśnił, że wydatki ubezpieczalni na opiekę nad człowiekiem w ostatnich 6 miesiącach jego życia, są wyższe, niż wydatki na tego samego człowieka przez cały wcześniejszy okres jego życia. Nie dziwi zatem, że w ciągu tych ostatnich 6 miesięcy życia człowieka ubezpieczalnię tak bolą te wydatki, że już nie może tego wytrzymać i dlatego we wszystkich krajach, w których system ubezpieczeniowy zbliża się do bankructwa, nasila się aprobowana przez rządy propaganda eutanazji.

Opublikowano judaizm | Skomentuj